środa, 19 października 2022

13 - Ja zapłacę

 

 Rozdział 13

Ja zapłacę

Mark

 

 

W czwartek wieczorem

Mark wracał z pracy siedząc na obitym skórą siedzeniu pasażera w czarnym Cadillac’u Escalade swojego nowego pracodawcy i wpatrując się w swój tablet, na którym kropka oznaczająca jego Lady była w miejscu, gdzie był ich dom.

Czekała na niego w ich domu.

Przejeżdżali jeszcze przez góry i mieli niedługo wjechać do SLC, więc byłby z nią za kilkanaście minut.

Ostatniej nocy, którą spędzili w ich sypialni, obudzili się oboje o trzeciej nad ranem, kiedy Mark poczuł, że Lisa próbowała delikatnie wstać z materaca, by jego nie budzić i, zaalarmowany, natychmiast otrząsnął się ze snu.

Ścisnął ją ramieniem, żeby wiedziała, że nie spał.

- Śpij, kochanie - szepnęła, pochylając się do niego - Jetlag. Wstanę na chwilę, napiję się wody, posiedzę, a potem wrócę i spróbuję zasnąć.

Ale Mark poczuł jej ciepłe cycki przyciśnięte do swojego boku i już nie zamierzał jej wypuścić.

Tym bardziej, że przez cały dzień czuł w niej podniecenie, którego nie chciała uwolnić, bo najwyraźniej wciąż bała się go zranić.

Martwiła się o niego.

Zauważył, że dużo się martwiła.

- Pocałuj - mruknął do niej, a ona zamarła, zawisła nad nim, ale potem pochyliła się i dotknęła ustami do jego ust.

Za lekko.

Mark zacisnął prawą rękę na jej plecach, podniósł głowę i wziął jej usta w mocniejszym, głębszym pocałunku.

Dała mu to, dociskając swoje usta, rozchylając wargi i wysuwając język.

Kurwa, tak, lubiła to.

Mark to uwielbiał.

Przesunął rękę na jej kark, by przycisnąć ją mocniej, wziąć więcej, a ona prawie się na nim położyła, przesunęła lewą rękę na jego włosy na skroni i całowała go, jakby się zapomniała.

Ale potem zaczęła się odsuwać, dysząc i cicho jęcząc.

- Nie mogę - szeptała przy tym - Nie powinnam. Zranię cię.

- Możesz - mruknął Mark, którego kutas stwardniał aż do bólu - Możemy. Tylko ty musisz wejść na mnie.

- Naprawdę? - wydyszała - Ale… powiesz mi jak…

Kurwa, to było nawet lepsze.

Prosiła go o to, żeby jej rozkazywał, żeby ją prowadził.

Nie sądził, żeby tego potrzebowała, kiedy sama, namiętnie rzuciła się na niego w jej sypialni, doskonale wiedząc, co robiła.

- Tak - mruknął tylko.

Zamarła, przez kilka sekund patrzyła na niego przez ciemność sypialni, a potem odrzuciła kołdrę, podniosła się do klęczenia tylko po to, żeby szarpnąć swoją piżamę, zdjąć bluzę, a potem spodnie i, naga, spojrzeć znowu na niego.

Jej skóra jaśniała w mroku ich sypialni.

- Zapal światło - powiedział, bo chciał ją dobrze widzieć.

Zawahała się przez sekundę, a potem, wypinając tyłek, przechyliła się całym nagim ciałem przez niego, by dosięgnąć do lampki, które stała na podłodze.

Mark prawie się roześmiał.

To było takie dziecinne i urocze z jej strony.

Jednak, kiedy się wyprostowała i zobaczył jej piękne, duże cycki w pełnej krasie, kiwające się z jej ruchami, jęknął z podniecenia.

- Co się stało? - spytała ze strachem w głosie i delikatnie położyła swoją ciepłą, miękką dłoń na jego piersi.

Jezu!

- Pomóż mi zdjąć koszulkę - powiedział szorstkim, napiętym głosem, bo musiał się skupić na czym innym niż jej cudowne ciało.

Bał się, że skończy za szybko.

Podniósł swój tułów, kiedy przeciągała obiema dłońmi po jego plecach, ale kiedy jego koszulka zniknęła z jego głowy, gorąco jej cycków wręcz go oszołomiło, bo miał je tuż przy twarzy.

Wysunął język, by dotknąć ich, zanim by się odsunęła, więc czubkiem dosięgnął do jej gorącej skóry.

Wyrzuciła z siebie ciche - Och - a potem wypięła cycki w jego stronę i nagle miał je w ustach.

Trwało to zaledwie sekundę, bo natychmiast odsunęła się i usiadła na swoich łydkach, zakładając włosy za ucho i nie patrząc na niego.

- Lisa - szepnął, więc spojrzała w jego stronę.

- Przepraszam - szepnęła.

- Daj mi je - rozkazał łagodnie, a ona spojrzała na niego z nadzieją, zdziwieniem i, pieprzyć go, podnieceniem.

Lubiła, jak pieścił jej piersi, wiedział to wcześniej, ale nie zauważył, żeby aż tak, żeby ją to podniecało.

Pochyliła się nad nim, opierając obiema dłońmi za jego głową, a jej włosy opadły otulając ich rudym namiotem, kiedy pochyliła głowę, żeby patrzeć, jak jej duże, miękkie cycki zwisały nad jego twarzą.

Kiedy jednak wyciągnął rękę, żeby ująć jej pierś i włożyć ją sobie do ust, zamknęła oczy.

Mark dyszał z podniecenia, które jeszcze próbował opanować, kiedy jego palce zetknęły się z tą fantastyczną miękkością, z gorącem i delikatnością, w której chciał się zatopić.

Objął ustami jej duży, różowy sutek i zassał.

Jęknęła i zadrżała, a Mark z trudem opanował się, żeby jej nie rzucić na plecy, bo wiedział, że z tym cholernym opatrunkiem nie utrzymałby się nad nią, nie mógłby jej wypieprzyć tak, jak chciał.

Odsunął więc wargi, chociaż chciał więcej i z trudem stęknął do Lisy swoje następne żądanie.

- Zdejmij mi spodnie.

Wyprostowała się nieco chwiejnie i, nie patrząc na niego, położyła jedną dłoń na jego brzuchu, by przeciągnąć nią w stronę jego biodra.

Znowu miał zajebisty widok na jej wspaniały tyłek, chociaż wciąż opierała się na swoim lewym biodrze.

Przesunęła się cała, przyłożyła lewą rękę do jego lewego biodra i wsunęła palce w jego spodnie, by pociągnąć je w dół Marka ud, przesuwając dłońmi w stronę jego pośladków i zabierając w ten sposób spodnie.

Jego kutas wyskoczył nagle uwolniony.

Lisa zamarła, wciągnęła gwałtownie powietrze i zapatrzyła się.

Bardzo krótko, ale Mark pomyślał, że zrobiła to tak, jakby nigdy nie widziała kutasa z takiego bliska.

Miała teraz twarz tuż nad nim.

Nie pochyliła się i nie pocałowała go, na co Mark miałby może ochotę, ale w danej chwili to mogło być niebezpieczne.

I tak balansował na krawędzi spełnienia.

Lisa przesunęła się cała nad jego uda, odwróciła całkiem do niego tyłem, podniosła na kolach i zdjęła spodnie Marka z jego nóg, kiedy on miał przyjemność podziwiania całego jej wypiętego tyłka w kształcie koła, który Markowi przypominał soczyste brzoskwinie.

Niebo.

Szybko wróciła do niego i usiadła na swoich łydkach obok jego prawej ręki, ale przez cały czas zerkała na jego drgającego niecierpliwie kutasa.

- Pocałuj - mruknął Mark, a ona znowu pochyliła się nad nim, opierając się dłonią jak poprzednio.

Tym razem Mark pozwolił jej tylko na krótki pocałunek, a potem, dłonią podtrzymując jej włosy, przesuwał jej usta po swoim ciele coraz niżej.

Nie musiał nią długo kierować.

Kiedy zorientowała, o co mu chodziło, sama zaczęła całować, lizać i przygryzać najpierw jego szorstką od zarostu szczękę, potem szyję, a potem zeszła niżej, na jego klatkę piersiową.

Wyglądało na to, że podobały jej się włosy na ciele Marka, a nawet ten zarost, który wyhodował, bo trudno mu było się golić jedną ręką.

A Mark to uwielbiał.

Ale musiał to przyspieszyć, bo mu było za dobrze.

- Wejdź na mnie, Lady - rozkazał niskim pomrukiem, a ona natychmiast posłuchała dokładnie tak, jak to sobie wyobrażał.

Nawet lepsze niż jego sny.

Patrząc mu prosto w oczy, oparła się delikatnie dłońmi o jego klatkę piersiową, kiedy przesunęła się bliżej, a potem przerzuciła lewą nogę nad jego biodrami.

Kurwa, jak gorąca.

Dyszała i jej oczy były szerokie z podniecenia.

Patrząc wprost w nie, przeciągnął swoją prawą dłoń po wewnętrznej stronie jej uda, a potem między jej nogi, by pogłaskać jej wilgoć.

Mokra, gorąca, namiętna, jego…

Zadrżała, uniosła nieco biodra, więc podniósł kutasa, trzymając go przy nasadzie i poczuł, jak jego czubek trafił do celu.

Lisa otworzyła usta, jęknęła, przymknęła oczy i schyliła głowę, więc jej włosy opadły na jej piersi, przesłaniając je tak, że kusiły go jeszcze bardziej.

Nasuwała się przy tym na niego tak powoli, że to go aż bolało.

Trzymał już wtedy dłoń na jej biodrze, ale starał się jej nie przyspieszać.

To było jej.

Kiedy był w niej do końca, zacisnął tam palce.

Podniosła głowę i spojrzała z powrotem w jego oczy, ale jej wzrok był nieostry, rozkojarzony, więc Mark wiedział, że skupiła się na czuciu jego twardości w niej.

- Lisa - nie wytrzymał i rozkazał jej - Ruszaj się.

Ruszyła się.

Podnosiła się i opadała najpierw powoli, ale potem to ją porwało, ogarnęło i zawładnęło nią całkowicie.

I przyspieszyła.

Przeciągnął znowu dłoń między nich, dotknął jej łechtaczki jednym palcem i zatoczył po niej koło.

Odrzuciła głowę do tyłu, jej włosy pofrunęły dookoła, jej palce zacisnęły się na jego piersi, a drugą rękę przesunęła na jego udo, by tam się trzymać i gnała.

Ten rytm, ten widok, czucie tej pulsującej miękkości, wilgoci i gorąca, a do tego wspaniały widok jej podskakujących cudownych cycków.

To było dla Marka za dużo.

Podniósł rękę, złapał jej pierś, znalazł palcem wskazującym i kciukiem sutek, a potem go zrolował.

- Lisa - warknął przy tym - pospiesz się.

Jakby czekała na jego rozkaz, zacisnęła się, napięła wszystkie mięśnie, zacisnęła go w sobie tak mocno, że jęknął, napiął po raz ostatni biodra i wystrzelił.

Czuł jej rozkosz przez mgłę swojej rozkoszy i przez to usłyszał jej krzyk.

- Mark!

Jezu!

Dał jej to.

Wzięła to i dała jemu.

Najlepsze, co mógł od niej dostać.

Opadła głową na jego szyję i siedziała tak, dysząc z nim w niej, opierając się czołem o jego gardło.

Potem zmiękł i zaczął się wysuwać, więc przesunęła nogę nad nim, położyła się wzdłuż niego tak, że jej głowa była na jego barku, a jej noga nadal był przerzucona przez jego biodra, a jej dłoń spoczywała na jego klatce piersiowej.

- Dziękuję - szepnęła,

Kurwa, ona dziękowała jemu!

- Dałaś mi więcej, niż ja tobie - wyjawił jej z uśmiechem.

Westchnęła, ale wydawało się, że nie uwierzyła.

Przesunął wolną rękę po jej nagich plecach, by przycisnąć ją do siebie i pocałować bok jej czoła.

- Serio, Lady - mruknął - To było zajebiste.

- Mhm - mruknęła sennie, więc uznał, że to koniec tej rozmowy.

- Przykryj nas - mruknął do niej jeszcze, bo sam nie mógł sięgnąć po kołdrę.

Wychyliła się, nie poruszając nogą, szarpnęła kołdrę na ich ciała, poprawiła ją i ułożyła się z powrotem.

Prawie natychmiast poczuł jej odprężenie, więc wiedział, że zasypiała.

Dręczyło go to, że dziękowała mu za każdym razem, kiedy się pieprzyli, ale postanowił to na razie odpuścić.

Porozmawialiby o tym innym razem.

Później.

A rano wstali bardzo wcześnie, obudzeni alarmem z jej telefonu, którym, jak Mark się przekonał, były ćwierkające ptaszki, żeby się naszykować na przybycie Sammy’ego, którego nie znali, a który miał ustalić zakres remontu ich sypialni i plany przyszłego, dalszego remontu w ich domu.

Więc wstali od razu.

Kiedy już byli ubrani, chociaż nie wykąpani i weszli do kuchni, żeby włączyć ekspres na kawę i wodę na herbatę dla Lisy, na podjazd przed ich dom zajechał poobijany, kilkuletni pickup, z którego wysiadł wielki, zaniedbany, ciemnowłosy, zarośnięty facet.

Na szczęście razem z nim przyjechał Raptor, z którego wysiadła, a raczej energicznie wytoczyła się, Sophie.

Więc podeszli do domu jednocześnie, Mark im otworzył i mogli się zapoznać, bez wyjaśniania kto był kim i po co tam był.

Kiedy przechodzili przez dom do sypialni, Sophie przez cały czas mówiła, więc Mark dowiedział się, że Lisa zdążyła przyjaciółce powiedzieć o swoim ulubionym stylu wykończenia wnętrz i trochę o tym, co było do zrobienia.

W sypialni ani Sophie, ani Sammy nie opierdzielali się, tylko od razu zaczęli mierzyć, sprawdzać gniazdka, przewody oświetlenia, ustawienie okna i drzwi wychodzących do innych pomieszczeń.

Mark to lubił.

Profesjonaliści.

Wiedział, że mógł całkowicie zaufać Lisie, jeśli chodziło o urządzenie dla nich sypialni, widział profesjonalizm Sophie i Sammy’ego, więc się wycofał.

Przeprosił, poszedł do swojego biura i zadzwonił do Johnsona, właściciela dużej firmy kosmetycznej, który miał być jego nowym pieprzonym pracodawcą.

Podał swoje warunki i umówił się na następny dzień, czyli na dzisiaj.

Właśnie wracał z Aspen, z domu, w którym obserwował innych ochroniarzy w pracy, zbadał system bezpieczeństwa i poznał córkę szefa.

Piętnastolatka.

Kurwa, pomyślał, że cholernie dobre było to, że nie miał być jej pieprzonym ochroniarzem, bo miał naprawdę dość takich gówniarzy.

A potem przypomniał sobie, jak pochopnie ocenił młodą hrabinę Caroline, teraz jego Lisę, kiedy po raz pierwszy dostał do ręki jej akta.

Może nie byłoby tak źle?

Poprzedni dzień Mark spędził głównie sam w domu, skoro Lisa pojechała swoim nowym samochodem do butiku przyjaciół i spędziła tam kilka godzin.

Przyprowadzili tego SUV’a zgodnie z umową, tuż po wyjściu Sophie i Sammy’ego, więc Mark miał czas, by zapoznać z nim Lisę, nauczyć ją, jak ustawiać nawigację i by połączyć jego GPS z systemem namierzania na komputerze w swoim biurze.

O czym powiedział Lisie, bo chciał, żeby czuła się bezpieczna.

Potem jeszcze znalazł czas, by wyjaśnić i pokazać Lisie, jakiego rodzaju zabezpieczenia miał w swoim domu i czego musiałaby pilnować.

Robotnicy musieliby codziennie rano, tuż po przyjeździe, zostawiać wszystkie materiały w garażu, bo Mark nie zamierzał ryzykować i pozwolić im na wychodzenie i wchodzenie do domu, w którym byłaby sama Lisa, bez niego.

Przytakiwała, oglądała wszystko i słuchała z uwagą, nie komentując tego, jako nadmiernej opiekuńczości.

Ufała mu.

Mark lubił to, ale nie był pewien, czy to było dobre.

Musiał to wtedy odpuścić.

Ze swoich zapasów dał jej również przenośny GPS do torebki i połączył jego sygnał z aplikacją na tablecie, który miał ze sobą, więc zarówno poprzedniego dnia, jak i tego kilka razy sprawdzał, gdzie była.

Obsesyjnie o niej myślał.

I o jej bezpieczeństwie.

W ciągu całego dnia, zarówno poprzedniego jak i tego, Lisa wysyłała mu co jakiś czas krótkie informacje o tym, gdzie była, z kim i co robiła, więc i ona czuła się bezpieczniej, jak wiedziała, że o nią dbał.

Lubił to.

Nie lubił tego, że później zmusiła go do wizyty w salonie meblowym, w którym pracowała inna jej przyjaciółka, a tam kazała mu wybrać łóżko i materac do ich pokoju gościnnego.

Po tej wizycie mieli jechać do szpitala, by Markowi zmieniono opatrunki i na kontrolę, więc znosił oglądanie mebli z niecierpliwością.

Chociaż ten zakup miał swoje plusy, bo dał mu możliwość wyobrażania sobie, jak tego dnia, po powrocie i kolacji, wypieprzy ją w pokoju gościnnym na nowym łóżku.

I to może jeszcze przed kolacją.

Usztywnienie ramienia dokuczało mu mocno, bo nie mógł jej wziąć tak, jakby chciał, ale z drugiej strony Lisa była mocno zdeterminowana, żeby się nauczyć dawać mu rozkosz na każdy ze sposobów, jakie wymyślał.

Więc mógł być kreatywny.

I był.

Był kreatywny poprzedniej nocy, zwłaszcza, kiedy Lisa przyszła wreszcie do łóżka z łazienki, która okazała się być cholernie daleko od ich tymczasowej sypialni, w małej, koronkowej koszulce nocnej.

Tak cholernie seksownej.

*****

Lisa

Po powrocie do domu natychmiast włączyłam laptopa, którego oddał mi dzisiaj Filip, mówiąc, że był już bezpieczny i wyszukałam przepis na danie, o którym słyszałam, więc wiedziałam, że powinno być w miarę proste.

Risotto z kurczaka.

Zamierzałam to zrobić na naszą kolację.

Nasze zakupy z Davidem, które zrobiliśmy pierwszego dnia tuż po moim przyjeździe, dały mi możliwość wyboru wielu dań do zrobienia, bo dosłownie zapełniłam szafki i lodówkę.

A dzisiaj dodatkowo byłam z Evą w dużym sklepie z artykułami wyposażenia domu i trochę zaszalałam, więc miałam w czym gotować.

Początkowo miałam kupić tylko mikser, blender, toster lub opiekacz i jakieś talerze, sztućce, kubki i miski.

Potem znajdowałam coraz więcej rzeczy, które uznałam za przydatne, a Eva wskazywała mi kolejne.

Zapłaciłam za to wszystko swoją kartą, ze zdziwieniem dowiadując się, ile kosztowały takie drobne rzeczy do domu.

Może tak było dlatego, że ostatecznie wyszłam z wózkiem tak wypakowanym, że zrozumiałam, dlaczego przydatny był dla mnie SUV.

Eva jeździła Audi Q5, nieco większym od mojego i pojechałyśmy do tego sklepu jej samochodem, bo ona prowadziła.

Oczywiście, nie byłam na tyle niemądra, żeby nie poinformować o tym fakcie Marka SMS’em, bo wiedziałam, że śledził każdy mój ruch.

Martwiłby się, jeśli kropki namierzające GPS z mojej torebki i z mojego samochodu, by się „rozjechały”.

A ja nie chciałam go martwić.

A po próbie zmieszczenia wszystkich moich zakupów do samochodu Evy i głośnym martwieniu się, że za dużo kupiłam, dowiedziałam się, że nie byłam pierwsza, która tak robiła.

Eva powiedziała mi, że każda z nich kiedyś urządzała swoją kuchnię i kupowała właśnie tyle rzeczy, ile ja kupiłam tego dnia.

A nawet czasem więcej.

Odetchnęłam z ulgą.

Nie byłam dziwadłem.

Zmieściłyśmy wszystko, chociaż wiele pudeł stało na tylnym siedzeniu.

Wróciłyśmy do mojego i Marka domu, wypakowałyśmy wszystko, a potem Eva odjechała, mówiąc mi, że musiała pojechać po synka do przedszkola i przygotować kolację dla całej rodziny, zanim dzieci wróciłyby ze szkoły i Jimmy z pracy.

Ojej, za długo zatrzymałam ją w tym sklepie.

Rozumiałam ją, więc tylko podziękowałam jej serdecznie i przeprosiłam.

Powiedziała, że to nie było nic wielkiego.

Według mnie było.

Jak dobrze było mieć przyjaciółkę, z którą można było robić takie rzeczy.

Potem zamknęłam i zabezpieczyłam dom tak, jak mi to pokazał Mark poprzedniego dnia i przypomniał dzisiaj rano, dbając o moje bezpieczeństwo.

Potem zabrałam się do rozpakowywania moich dużych zakupów, chowania wszystkiego do szafek, rozstawiania w innych pomieszczeniach, sprzątania opakowań i szykowania się na przyjazd Marka.

Tęskniłam za nim, ale też miałam dla niego świetną niespodziankę, którą bardzo, bardzo chciałam mu pokazać.

Po pierwsze, poprzedniego dnia byłyśmy z Evą w butiku Aleka i Sama, gdzie kupiłam sobie trzy staniki z koronki, jakich nigdy wcześniej bym nie włożyła, a do nich sześć par majtek o cudnym kroju, świetnie podkreślającym moje pośladki.

Stało się tak po tym, jak Alek przyniósł mi do przymierzalni sukienkę, koszulki i dżinsy i zobaczył mój specjalny stanik.

- Jejciu, dziewczynko! - wykrzyknął cicho, chociaż byliśmy w butiku tylko we trójkę, bo Sam pojechał po jakąś dostawę - Co to ma być?

Zakręcił przy tym palcem wskazującym prawej dłoni wokół mojego biustu, więc wiedziałam, o czym mówił.

- Mam duży biust - wyjaśniłam mu cierpliwie, chociaż z lekkim zawstydzeniem - Więc muszę go podtrzymywać.

- Ale ty masz faceta! - zawołał odkrywczo - A on na pewno lubi twój biust.

To była prawda, miałam i lubił, wiedziałam to, ale nie zamierzałam o tym rozmawiać z Alekiem… ani z kimkolwiek.

- Musisz mieć ładne staniki - powiedział mi Alek takim tonem, jakby zdradzał tajemnicę państwową - Takie z koronki i jedwabiu. Mam idealne dla ciebie. Zaraz przyniosę, przymierzysz i sama się przekonasz.

I przyniósł mi z pięć różnych, z których wszystkie pasowały na mnie idealnie, a jednocześnie podtrzymywały moje piersi i wyglądały super.

Wiedziałam, że Markowi się spodobają.

Wybrałam jeden zielony, jeden beżowy i jeden biały.

A do tego dopasowane majtki, które również Alek powiedział, że muszę mieć, a jak je zobaczyłam, wiedziałam, że miał rację.

Potem sama poprosiłam go o pokazanie mi ładnych koszulek nocnych.

Więc mi przyniósł całe naręcze, a ja wybrałam z tego trzy piękne, jedwabne, z koronką, bardzo seksowne.

Idealne.

Jedną z nich, ciemnozieloną z czarną koronką w dekolcie i na dole, włożyłam do snu wczoraj wieczorem, więc widziałam po oczach Marka i nie tylko po oczach, że też tak sądził.

No i dało to bardzo dobre efekty.

Kupiłam też to, po co tak właściwie tam pojechałam, czyli dżinsy, krótsze, letnie spodnie, koszulki na co dzień i bawełnianą, lekką sukienkę letnią, żebym miała w czym wyjść z Markiem do jakiejś restauracji lub baru.

Więc teraz miałam na sobie może spodnie i koszulkę, ale po spodem miałam nową bieliznę i nie mogłam się doczekać, żeby pokazać ją Markowi, który jej jeszcze nie widział.

Chciałam, żeby Mark zobaczył to na mnie.

Poprzedniego dnia nie zobaczył, bo po południu byliśmy zajęci kupnem i wstawianiem do pokoju obok naszej sypialni łóżka.

Mieli dostarczyć nam je prawie natychmiast, więc po naszym powrocie do domu, przed przygotowaniem kolacji, poszłam tam i umyłam podłogę, by ci, którzy mieli je przywieźć, mogli je tam złożyć.

Mark popatrzył na to, jak wyciągałam wiadro z mopem z pomieszczenia gospodarczego, a potem zapytał:

- Może ja to zrobię?

Mhm.

Tak, na pewno mógłby z jedną ręką na temblaku.

- Dam radę - odpowiedziałam.

- A robiłaś to kiedykolwiek? - spytał mnie wtedy z uśmieszkiem.

- Nie - odparłam zgodnie z prawdą, napełniając wiadro wodą i dolewając do niej nieco płynu do mycia podłóg, który Eva mi doradziła, żebym kupiła, kiedy byłyśmy w sklepie.

- Eva powiedziała mi jak to się robi - wyjaśniłam Markowi.

Ruszyłam z wiadrem w stronę drzwi, by przejść z pomieszczenia gospodarczego do sypialni, ale zabrał mi je z ręki i zaniósł je, idąc przede mną.

Kiedy zaczęłam myć podłogę, stał w drzwiach i patrzył na to, ale nie odezwał się, aż skończyłam.

Potem poinformował mnie, że wynajmował ekipę, która myła okna w całym domu raz na kilka tygodni i że mogli oni przychodzić również raz w tygodniu, by posprzątać nasz dom.

Ucieszyłam się z tego.

Nie lubiłam mycia domowych sprzętów, podłogi, łazienki, co wiedziałam już, skoro robiłam to sama w swoim apartamencie w Anglii.

Drugą niespodzianką dla Marka była pościel na nasze nowe łóżko, którą kupiłam w sklepie z wyposażeniem do domu.

Mark miał na swoim dawnym, co prawda dużym, materacu tylko jedną poduszkę i pojedynczą kołdrę, więc na nasze nowe łóżko, które było typu king size, z naszym nowym, wygodnym materacem, potrzebowaliśmy poduszek, kołdry, poszwy i prześcieradeł z bardzo dobrej jakości bawełny.

Kupiłam to wszystko, a do tego narzutę, dywanik pod łóżko i kilka dużych ręczników do łazienki.

I jeszcze parę innych drobiazgów.

Może więcej niż parę.

Kiedy podsumowałam wszystkie swoje wydatki z tego dnia, wiedziałam, że wydałam prawie tyle, co Mark tamtego dnia na mój telefon i ubrania.

Dobrze, że nie tyle, co na samochód.

Miałam tylko nadzieję, że nie domyśli się tego, bo już znałam go na tyle, że wiedziałam, że chciałby mi to oddać.

Zapłacić za to.

Więc teraz wyjęłam z lodówki paczkę z filetami z kurczaka, świeżą paprykę, z szafek ryż, puszki z czerwoną fasolą i kukurydzą, naszykowałam nowy garnek, deskę do krojenia, nóż, miskę i zaczęłam przygotowywać kolację dla mężczyzny, o którego miałam zadbać i dla mnie.

Dla nas.

Robiłam to z radością.

*****

Mark

Mark wysiadł z Escalade’a na podjeździe ich domu, kiedy kierowca podjechał tam, stanął z włączonym silnikiem i czekał.

Mark rzucił mu Później, usłyszał to samo na pożegnanie, wysiadł, a potem odwrócił się, by złapać z siedzenia swój tablet prawą ręką i zatrzasnąć drzwi dwoma zgiętymi palcami.

Szedł w stronę domu po płytach z piaskowca i nie patrzył na samochód, który wycofywał z podjazdu.

Kierowca miał po niego wrócić następnego dnia przed ósmą, by Mark ponownie pojechał do Aspen i wrócił do domu wcześniej, bo miał kolejną zmianę opatrunku.

To był trochę daleko, by jeździć tak w tę i z powrotem, ale Mark wolał tak, niż zostawić Lisę samą w domu albo ciągać ją do Aspen, kiedy jeszcze się nie urządziła w ich domu.

Po drodze do drzwi wyjął klucze, więc wszedł, nie dzwoniąc i nie informując Lisy, że wrócił.

Zostawił klucze na półce przy drzwiach, obok jej kluczy, przełączył alarm i wszedł dalej, by się przekonać, że jego Lady była w kuchni i zawzięcie coś mieszała w garnku, który stał na kuchence.

Stała do niego tyłem, więc przez chwilę mógł podziwiać jej tyłek w luźnych spodniach do jogi, które w dziwny sposób spływały po jej biodrach podkreślając je, a do tego cholernie fantastyczną masę włosów rozrzuconych po plecach.

- Hej - powiedział, a wtedy drgnęła i odwróciła się do niego.

Była tak zamyślona, że nie usłyszała, jak wchodził?

Jej twarz momentalnie rozjaśniła się, ułożyła łyżkę na blat obok kuchenki i podeszła do niego, by stanąć bardzo blisko, podnieść głowę i wspiąć się na palce.

Schylił się i pocałował ją z otwartymi ustami, mocno, ale krótko, bo odłączyła się, opadła i, patrząc na niego, wydyszała - Hej, Mark.

Uśmiechnął się do niej i zobaczył, jak ona też się uśmiechnęła.

Wiedziała, jak bardzo lubił, kiedy tak robiła.

Ale teraz był zmęczony po całym dniu pracy i Lisa to widziała, więc odsunęła się, wsunęła się pod jego prawą pachę, by owinął ramieniem jej ramiona i skierowała ich do kuchni.

- Zrobiłam kolację, ale może jeszcze chwilę poczekać, jeśli potrzebujesz pójść do łazienki - powiedziała - Jak wrócisz, to nałożę i zjemy razem.

Tak, dbała o jego zdrowie i dobre samopoczucie.

Lubił to.

- Więc zaraz wrócę - powiedział, schylił się do niej, pocałował jej skroń i odszedł do ich łazienki.

Zrobił, co potrzebował, a potem umył ręce i przebrał się w czystą koszulkę, bo tę z pracy miał przepoconą.

Cholernie upierdliwa była konieczność chodzenia po czyste ubrania do ich tymczasowego pokoju, ale Lisa już przeniosła ich rzeczy, żeby zaplanować remont garderoby.

Wracając do swojej Lady, nie poszedł jednak prosto do kuchni, ale najpierw skręcił w stronę pomieszczenia gospodarczego, gdzie był pralka i suszarka, by zostawić swoją koszulkę, a potem wejść na chwilę do garażu.

Wiedział, że go zauważyła, bo drzwi do pomieszczenia gospodarczego były niedaleko kuchni, więc już nakładała ich kolację, ale musiał sprawdzić.

Tak, dla pewności.

Spojrzał na sterty materiałów, które mieli robotnicy naszykowane na następny dzień pracy, rozejrzał się i zmarszczył brwi.

Wrócił do kuchni.

Lisa nakładała już na talerz dużą porcję ryżu z jakimś gównem.

- Kochanie - zapytał od niechcenia, stając przy wyspie i opierając się o blat biodrem - gdzie są faktury?

Nie odwróciła się.

- Faktury? - spytała w odpowiedzi, ale jej ton był zbyt swobodny.

Coś ukrywała.

Podszedł bliżej, poczuł zajebisty zapach dochodzący z garnka i talerza, więc zaburczało mu w brzuchu.

Lisa spojrzała na niego i zaśmiała się cicho.

Nie uśmiechnął się, więc jej śmiech zamarł.

- Jakie faktury, kochanie? - spytała ciszej, patrząc mu prosto w oczy i tym razem Mark nie zauważył w nich fałszu, ale nadal jej nie wierzył.

Już to przeżywał.

Wtedy też zaczęło się od drobiazgów ukrywanych przez nich wzajemnie.

- Lisa, faktury! - wymruczał niskim, niebezpiecznym głosem - powiedziałem ci, że za to ja zapłacę. W garażu mamy kupę gówna do sypialni i cholera wie dokąd jeszcze. Nie ma faktur.

Nagle w jej oczach błysnęło zrozumienie, a potem zagryzła wargi, czego nigdy nie robiła i zmarszczyła brwi.

- Nie dali ci ich rano? - zapytała z zaskoczeniem.

Nie rozumiał.

Przecież nie pytałby.

Patrzyła na niego przez kilka sekund, a potem podała mu wyładowany talerz i podeszła do jej telefonu, który leżał niedaleko nich na blacie.

Podniosła go, wybrała jakiś numer, dotknęła ekranu i przyłożyła telefon do ucha, a potem stała jedną ręką oparta o blat, patrząc w jego oczy.

- Lisa, co… - zaczął, ale podniosła do góry palec wskazujący, mówiąc mu, żeby poczekał minutę.

Gówno.

 - Hej, Eva - powiedziała, więc Mark zrezygnowany podszedł do wyspy, by usiąść na jednym z czterech stołków, które kupili razem w salonie meblowym, kiedy kupowali dla nich łóżko - Tak, właśnie zrobiłam risotto na kolację. Mark wrócił z pracy i siadamy do niej.

Zadzwoniła do pieprzonej przyjaciółki?

Teraz?

Słuchała przez chwilę z uśmiechem, a potem mówiła i słuchała na zmianę.

- O, przepraszam, nie chcę wam przeszkadzać, ale potrzebuję numer do Alice - przerwa - Ona pracuje jako księgowa, prawda? - przerwa - Tak, właśnie - przerwa - Dobrze, więc po prostu prześlij mi go w wolnej chwili, dobrze? Smacznego i jeszcze raz przepraszam - przerwa - Pa.

Potem bez słowa odłożyła wyłączony telefon na blat, podeszła do kuchenki, wzięła w rękę drugi talerz, który tam stał naszykowany wcześniej i łyżką, którą wzięła z blatu, zaczęła nakładać sobie ryż z garnka.

Skończyła, odłożyła łyżkę, podeszła do wyspy i usiadła obok Marka, by zacząć jeść, jakby nic się nie stało.

Siedzieli tak w ciszy przez kilka minut.

Mark odpuścił, jadł swoje, ale dopiero wtedy poczuł niebiański smak tego gówna, jakie ładował widelcem do ust.

Kurwa, jego Lady naprawdę umiała gotować.

To było kolejne pyszne danie, jakie im przygotowała.

Skończył, poszedł po dokładkę, a wtedy telefon Lisy zadźwięczał sygnałem przychodzącego SMS’a.

Wstała, podeszła do niego i od razu podniosła, by otworzyć wiadomość, uśmiechnąć się i przejechać palcem po ekranie.

Przyłożyła telefon do ucha.

- Hej, Alice - powiedziała radosnym tonem, kiedy Mark wrócił, postawił talerz na blacie wyspy, usiadł i zaczął jeść - Tu Lisa - przerwała i słuchała przez chwilę, a potem - Tak, prawda, przyjechałam, więc może kiedyś się spotkamy, ale na razie mam do ciebie prośbę - przerwa - Nie, to coś innego - przerwa - Tak, no wiesz, słyszałam, że jesteś księgową Sophie - przerwała, a Mark gwałtownie wyprostował plecy, spojrzał na nią z nowym zainteresowaniem, a potem słuchał, jak mówiła do telefonu - Tak, jak wiesz jej ekipa robi u nas drobny remont - przerwa - Nie, ja wiem, że nie chciała pieniędzy za robociznę i nie nalegam, ale jej pracownicy zapomnieli zostawić nam faktury za materiały - przerwa - Och, tak, może chce rozliczyć to na koniec, ale… - przerwa - No, wiesz, w naszej sypialni kładą parkiet dębowy, lamperie też, tapety, nie mówiąc o lakierze, lampach i takim. To jest drogie, więc może lepiej byłoby na raty… - dłuższa przerwa - Och, to fantastycznie. Czy mogłabyś mi je przesłać na e-mail? - przerwa - Dobrze, cieszę się, ale może na e-mail Marka - przerwa, a potem - więc ci go dam - i Lisa wyciągnęła telefon w stronę Marka, patrząc na niego i mówiąc - Podyktujesz Alice swój adres, kochanie?

Mark wziął od niej telefon, ale walczył zarówno ze śmiechem jak i z chęcią przerzucenia jej przez kolano.

- Hej, Alice - powiedział do telefonu.

- Hej, Mark, miło mi cię poznać - powiedziała jeszcze jedna przyjaciółka Lisy, której do tej pory Mark nie poznał - Dyktuj, mam kartkę.

Mark podyktował jej adres swojej poczty, dowiedział się, że miał wpisać numery faktur w tytule przelewu i przesłać potwierdzenia zwrotnie do Alice, pożegnał się i podał telefon swojej kobiecie, by posłuchać, jak podziękowała, pożegnała się i rozłączyła.

Kiedy odłożyła telefon na blat, wstała, podeszła do niego, wciąż siedzącego na stołku i oparła się brzuchem o jego prawy bok.

Objął ręką jej miękkie pośladki.

- Co to było? - spytał już bez złości.

- Jak byliśmy tu poprzednio z Sarą i Frankiem, Maggie powiedziała mi, że Alice pracuje jako księgowa - wyjaśniła Lisa - Ona ma kilkoro małych dzieci, męża policjanta, który nie zarabia worka pieniędzy. A przecież każda firma, nawet mała, potrzebuje księgowej. Ponieważ one tak właśnie działają, wspierają się wzajemnie, a Sophie wiedziała, że Alice potrzebowała klientów, więc wiedziałam, że na pewno zatrudniła Alice.

Mark zapatrzył się na nią, bo właśnie do niego dotarło, że jego Lisa nie była tylko kobietą piękną, słodką, zdeterminowaną, by zyskać wolność, która wspaniale dbała o niego i urządzała ich dom.

Powinien wiedzieć od zawsze, że jego Lady była mądra, potrafiła logicznie myśleć i powiązać fakty, które były nawet odległe w czasie.

Przecież z dokumentów, jakie otrzymał na jej temat, wiedział, że ukończyła college na Harvardzie z pierwszą lokatą.

- Jak rozmawiałam przez Skype’a z Evą o mojej przeprowadzce do Stanów, tuż po naszej pierwszej nocy… - powiedziała mu i wiedział, ile ta noc dla niej znaczyła, że tyle samo, co dla niego, bo jej ton stał się łagodniejszy - powiedziała mi, że w sprawie remontu muszę zwrócić się do Sophie, a w sprawie umeblowania do Soniji, ale ostatnio Sophie prawie się na mnie obraziła, jak zasugerowałam, że jej zapłacę.

Jezu, te kobiety były lepiej zgrane niż niejeden pluton.

- Za materiały chyba się nie obrazi - powiedziała Lisa jakby do siebie, patrząc w bok i na koniec zaciskając usta.

 - Okej - wymamrotał Mark, bo zrozumiał to.

Lisa miała przyjaciółki, a one miały ją.

Ale coś jeszcze chodziło mu po głowie.

- Więc płacę za materiały - powiedział, a ona skinęła głową z aprobatą i łagodnym uśmiechem - Nie płacimy za robociznę - kontynuował, a ona uśmiechnęła się szerzej i pokręciła głową - A co chciałaś przede mną ukryć?

Na to przestała się uśmiechać, całkiem zamarła, otworzyła szeroko oczy i lekko rozchyliła wargi.

Pieprzyć go, to było nawet słodsze niż jej naiwne zachowanie, jakie pokazywała mu czasem w łóżku.

Ale spojrzał na nią surowo, żeby go nie oszukiwała i żeby wiedziała, że nigdy nie powinna.

- Ja… - zaczęła, odwróciła głowę i spojrzała za swoje ramię, na ich kuchnię - Wiesz, kupiłam dzisiaj trochę rzeczy. I myślałam, że będziesz zły…

- Tak? - spytał Mark bez zainteresowania, ale czekając na resztę.

Zamrugała zaskoczona.

- Jak spytałeś o faktury, to w pierwszej chwili pomyślałam, że chodziło ci o to - wyjaśniała - Ale potem pomyślałam, że tam nie brałam faktur, a paragony. Ale trochę na to wydałam i myślałam…

No tak, mógł się domyślić.

- Lady - zaczął łagodnie, ale zdecydowanie, jednocześnie przyciągając ją do siebie ramieniem - Ja płacę za remont domu, meble i takie gówno.

Skinęła głową, chociaż trochę się skrzywiła na ostatnie słowo.

- Jak kupujesz coś do domu, nie obchodzi mnie - Mark tym razem się powstrzymał od przekleństwa - To jest twoje, kup co chcesz.

- To nie jest moje - powiedziała mu cicho - To nasze.

Mark zamarł, a potem szarpnął ją jeszcze bliżej siebie, więc pochyliła się, a on wziął jej usta w mocnym, mokrym, głębokim i długim pocałunku.

Pocałunek ich rozpalił, jak zwykle to robił, a Mark dłonią na tyłku Lisy wyczuł coś, co chciał obejrzeć, więc odwrócił się do niej całkiem przodem i wsunął rękę w górę pod jej koszulkę.

- Tu chyba też jest coś, czego nie powinnaś przede mną kryć - wymruczał do jej brzucha.

Położyła obie ręce na jego ramionach, zadrżała i pochyliła się nad nim.

- Tu? - spytała z niedowierzaniem i nadzieją w głosie, więc Mark poczuł, że jego kutas jeszcze mocniej uwierał go w spodniach.

Tak, to zdecydowanie było coś miłego.

Zjechał ręką w jej spodnie, a potem niżej po jej tyłku, zabierając z niego spodnie i patrząc na to z bliska.

Kiedy zjechały poniżej jej bioder, Lisa odsunęła się o pół kroku, przeciągnęła dłońmi po swoich biodrach i pomogła spodniom spaść na podłogę.

Była ubrana w cholernie seksowne miękkie, beżowe figi z białą koronką na brzegu, w Mark czuł więcej tej koronki na jej tyłku.

Lisa oblizała wargi, wygięła się, podniosła ręce i przeciągnęła koszulkę przez głowę, pozbywając się jej jednym wolnym, kuszącym ruchem.

Jej stanik był dopasowany do majtek, więc również z jedwabiu i koronki.

Jezu!

Tak cholernie seksowna.

- Niespodzianka - szepnęła.

Mark zagapił się.

- Podoba ci się? - spytała, kiedy nic nie mówił.

Jak mogła pytać o takie gówno, Mark nie wiedział, ale to nie było pierwszy raz, kiedy nie była pewna jego reakcji.

Więc jej pokazał.

Podniósł się, zaczął rozpinać swoje spodnie, kiedy zobaczył, jak opuściła tak wzrok i zaczęła dyszeć, kiedy zobaczyła, jaki był duży i twardy.

Szarpnął spodnie razem ze slipkami ze swoich bioder, jego kutas wyskoczył na wolność, a potem usiadł na stołku gołym tyłkiem.

- Usiądź na nim - rozkazał.

Zaczęła wchodzić na jego kolana w tej bieliźnie, ale Mark pomyślał, że to nawet było lepsze niż bez majtek.

Weźmie ją w nich i będzie na to patrzył.

Kiedy Lisa już tam siedziała, Mark odchylił się i oparł plecami o blat wyspy, który był za nim.

- Odchyl majtki i weź go w siebie - rozkazał niskim głosem, szorstkim od podniecenia, trzymając prawą dłoń na jej biodrze.

Wykonała polecenie, patrząc przez cały czas w jego oczy i dysząc przez rozchylone usta.

Kurwa, jaka piękna.

Mark poczuł, jak się w niej zagłębiał, a potem czuł i patrzył, jak jego Lady jechała na nim do spełnienia jej i jego.

Gdzieś po drodze zsunął prawą dłonią miseczkę jej stanika, złapał jej pierś i zrolował cudowny, duży, miękki sutek, co dało mu rozpalający go uścisk na kutasie i jej jęk rozkoszy.

*****

Lisa

Po kolacji i po reakcji Marka na moją nową bieliznę, przeszliśmy się po naszym domu, bo miałam do Marka kilka pytań na jego temat.

Kiedy odkładałam pranie do pomieszczenia gospodarczego, przyszło mi do głowy, by kupić kosz na bieliznę i to zrobiłam.

Chciałam go wstawić do łazienki lub naszej garderoby, ale najpierw powinniśmy mieć garderobę.

Weszliśmy do sypialni, by przejść do garderoby i przy okazji obejrzeliśmy naszą sypialnię, w której ściany były co prawda jeszcze „surowe”, ale za to podłoga była prawie na ukończeniu.

Mężczyźni, którzy dzisiaj tu pracowali wyjęli gniazdka i włączniki, obnażyli kabel do lampy głównej i lampek bocznych, wyrównali niektóre miejsca w ścianie, ale potem zajęli się położeniem parkietu.

Dębowe, szare, nieobrobione deski pokrywały już ponad połowę przestrzeni i pokój zaczął wyglądać jak przywracany do życia.

Przestał być taki smutny, zimny i opuszczony.

Weszliśmy do garderoby i zaczęłam tłumaczyć Markowi, jak sobie wyobrażałam jej wyposażenie, ale w połowie mi przerwał.

- Lady - powiedział z niecierpliwością w głosie - powiedziałem ci, że mnie to nie interesuje. Jak to zrobisz, tak będzie mi się podobało. Tylko tym razem weź faktury. Kup co chcesz, a ja zapłacę. Okej?

- Okej - szepnęłam i zapatrzyłam się na niego.

Nie mogłam zrozumieć, dlaczego jego małżeństwo było nieudane.

Był wyrozumiały, porozumiewał się dużo lepiej niż ja i był taki dobry.

A do tego świetny w łóżku.

- Co? - spytał, kiedy zauważył moje zagapienie.

- Nic - szepnęłam i odwróciłam się, by przejść do salonu.

Mark szczęśliwie poszedł za mną.

Miałam jeszcze jedną sprawę.

W salonie stanęłam na środku i zapytałam Marka bez tej obawy, którą czułam, kiedy szliśmy do garderoby.

- Tutaj chciałam postawić kominek - wskazałam na odpowiednie miejsce ręką - taki z szybą, ale nie wiem, jak to by wyglądało.

- Racja - mruknął Mark, który w trakcie mojej wypowiedzi podszedł do ściany i coś oglądał przy suficie, stojąc tam z zadartą głową.

- Ale kominek musiałby być bardziej tutaj - powiedział mi, pokazując na miejsce oddalone o kilka kroków od tego, jakie ja mu pokazałam.

- Dlaczego? - spytałam nieco rozczarowana, bo to trochę zaburzało moją koncepcję ustawienia mebli w salonie.

- Tutaj jest komin - pokazał mi ręką na okrągły placek z innego materiału niż reszta ściany, widniejący pod sufitem.

- Ale kominek byłby tu - pokazałam płaską dłonią na poziom w okolicy pół metra od podłogi.

- Mała - powiedział Mark ze śmiechem w głosie - To, co ci pokazuję, to tylko wylot, a komin schodzi dużo niżej. Chodzi o to, że w tym miejscu jest ujście nad dach, wyprowadzenie dymu.

- Och - szepnęłam i jeszcze raz spojrzałam na całą przestrzeń.

Mogłam to odpuścić.

Pomyślałam, że resztą zajmę się następnego dnia, bo na wtedy Sophie umówiła mnie ze specjalistą, który robił kominki i miał mi przywieźć katalog, żebym wybrała taki, który by mi odpowiadał.

Ale chodziło mi po głowie jeszcze jedno.

- A czy zastanawiałeś się nad telewizorem? - zapytałam Marka, który był już gotów odejść, bo uznał, że skończyliśmy temat.

- Telewizor kupię sam z facetami - odpowiedział mi stanowczo.

Cóż, to kończyło dyskusję.

Przecież obiecałam sobie, że będę słuchała Marka, jak się będzie rządził.

Zresztą w tej sprawie i tak nie miałabym nic do powiedzenia, bo się na tym nie znałam i telewizja mnie nie fascynowała.

Resztą miałam się zająć stopniowo.

Kiedy już będziemy mieli zrobioną sypialnię, poproszę ekipę Sophie o pomalowanie jadalni, salonu, a może bawialni, a dopiero później zastanowię się, jakie meble kupować.

Jak powiedziała Eva.

Po kolei i najpierw ustalić, co było najważniejsze.

Na razie rysowałam w głowie plan urządzenia garderoby i myślałam o kupnie kilku zasłon, firanek, poduszek ozdobnych, a może ramek na zdjęcia, doniczek na kwiaty, bo spodobało mi się w domu Evy to, jak miała nimi przybrane parapety i blaty komód.

I ja za to zapłacę.

2 komentarze: