Mark
W czwartek wieczorem
Mark
wracał z pracy siedząc na obitym skórą siedzeniu pasażera w czarnym Cadillac’u
Escalade swojego nowego pracodawcy i wpatrując się w swój tablet, na którym
kropka oznaczająca jego Lady była w miejscu, gdzie był ich dom.
Czekała
na niego w ich domu.
Przejeżdżali
jeszcze przez góry i mieli niedługo wjechać do SLC, więc byłby z nią za
kilkanaście minut.
Ostatniej
nocy, którą spędzili w ich sypialni, obudzili się oboje o trzeciej nad ranem,
kiedy Mark poczuł, że Lisa próbowała delikatnie wstać z materaca, by jego nie budzić i, zaalarmowany,
natychmiast otrząsnął się ze snu.
Ścisnął
ją ramieniem, żeby wiedziała, że nie spał.
-
Śpij, kochanie - szepnęła, pochylając się do niego - Jetlag. Wstanę na chwilę,
napiję się wody, posiedzę, a potem wrócę i spróbuję zasnąć.
Ale
Mark poczuł jej ciepłe cycki przyciśnięte do swojego boku i już nie zamierzał
jej wypuścić.
Tym
bardziej, że przez cały dzień czuł w niej podniecenie, którego nie chciała
uwolnić, bo najwyraźniej wciąż bała się go zranić.
Martwiła
się o niego.
Zauważył,
że dużo się martwiła.
-
Pocałuj - mruknął do niej, a ona zamarła, zawisła nad nim, ale potem pochyliła
się i dotknęła ustami do jego ust.
Za
lekko.
Mark
zacisnął prawą rękę na jej plecach, podniósł głowę i wziął jej usta w
mocniejszym, głębszym pocałunku.
Dała
mu to, dociskając swoje usta, rozchylając wargi i wysuwając język.
Kurwa,
tak, lubiła to.
Mark
to uwielbiał.
Przesunął
rękę na jej kark, by przycisnąć ją mocniej, wziąć więcej, a ona prawie się na
nim położyła, przesunęła lewą rękę na jego włosy na skroni i całowała go, jakby
się zapomniała.
Ale
potem zaczęła się odsuwać, dysząc i cicho jęcząc.
-
Nie mogę - szeptała przy tym - Nie powinnam. Zranię cię.
-
Możesz - mruknął Mark, którego kutas stwardniał aż do bólu - Możemy. Tylko ty musisz wejść na mnie.
-
Naprawdę? - wydyszała - Ale… powiesz mi jak…
Kurwa,
to było nawet lepsze.
Prosiła
go o to, żeby jej rozkazywał, żeby ją prowadził.
Nie
sądził, żeby tego potrzebowała, kiedy sama, namiętnie rzuciła się na niego w
jej sypialni, doskonale wiedząc, co robiła.
-
Tak - mruknął tylko.
Zamarła,
przez kilka sekund patrzyła na niego przez ciemność sypialni, a potem odrzuciła
kołdrę, podniosła się do klęczenia tylko po to, żeby szarpnąć swoją piżamę,
zdjąć bluzę, a potem spodnie i, naga, spojrzeć znowu na niego.
Jej
skóra jaśniała w mroku ich sypialni.
-
Zapal światło - powiedział, bo chciał ją dobrze widzieć.
Zawahała
się przez sekundę, a potem, wypinając tyłek, przechyliła się całym nagim ciałem przez niego, by dosięgnąć
do lampki, które stała na podłodze.
Mark
prawie się roześmiał.
To
było takie dziecinne i urocze z jej strony.
Jednak,
kiedy się wyprostowała i zobaczył jej piękne, duże cycki w pełnej krasie, kiwające
się z jej ruchami, jęknął z podniecenia.
-
Co się stało? - spytała ze strachem w głosie i delikatnie położyła swoją
ciepłą, miękką dłoń na jego piersi.
Jezu!
-
Pomóż mi zdjąć koszulkę - powiedział szorstkim, napiętym głosem, bo musiał się
skupić na czym innym niż jej cudowne ciało.
Bał
się, że skończy za szybko.
Podniósł
swój tułów, kiedy przeciągała obiema dłońmi po jego plecach, ale kiedy jego
koszulka zniknęła z jego głowy, gorąco jej cycków wręcz go oszołomiło, bo miał
je tuż przy twarzy.
Wysunął
język, by dotknąć ich, zanim by się odsunęła, więc czubkiem dosięgnął do jej
gorącej skóry.
Wyrzuciła
z siebie ciche - Och - a potem
wypięła cycki w jego stronę i nagle miał je w ustach.
Trwało
to zaledwie sekundę, bo natychmiast odsunęła się i usiadła na swoich łydkach,
zakładając włosy za ucho i nie patrząc na niego.
-
Lisa - szepnął, więc spojrzała w jego stronę.
-
Przepraszam - szepnęła.
-
Daj mi je - rozkazał łagodnie, a ona spojrzała na niego z nadzieją, zdziwieniem
i, pieprzyć go, podnieceniem.
Lubiła,
jak pieścił jej piersi, wiedział to wcześniej, ale nie zauważył, żeby aż tak, żeby ją to podniecało.
Pochyliła
się nad nim, opierając obiema dłońmi za jego głową, a jej włosy opadły otulając
ich rudym namiotem, kiedy pochyliła głowę, żeby patrzeć, jak jej duże, miękkie
cycki zwisały nad jego twarzą.
Kiedy
jednak wyciągnął rękę, żeby ująć jej pierś i włożyć ją sobie do ust, zamknęła
oczy.
Mark
dyszał z podniecenia, które jeszcze próbował opanować, kiedy jego palce
zetknęły się z tą fantastyczną miękkością, z gorącem i delikatnością, w której
chciał się zatopić.
Objął
ustami jej duży, różowy sutek i zassał.
Jęknęła
i zadrżała, a Mark z trudem opanował się, żeby jej nie rzucić na plecy, bo
wiedział, że z tym cholernym opatrunkiem nie utrzymałby się nad nią, nie mógłby
jej wypieprzyć tak, jak chciał.
Odsunął
więc wargi, chociaż chciał więcej i z trudem stęknął do Lisy swoje następne
żądanie.
-
Zdejmij mi spodnie.
Wyprostowała
się nieco chwiejnie i, nie patrząc na niego, położyła jedną dłoń na jego
brzuchu, by przeciągnąć nią w stronę jego biodra.
Znowu
miał zajebisty widok na jej wspaniały tyłek, chociaż wciąż opierała się na
swoim lewym biodrze.
Przesunęła
się cała, przyłożyła lewą rękę do jego lewego biodra i wsunęła palce w jego
spodnie, by pociągnąć je w dół Marka ud, przesuwając dłońmi w stronę jego
pośladków i zabierając w ten sposób spodnie.
Jego
kutas wyskoczył nagle uwolniony.
Lisa
zamarła, wciągnęła gwałtownie powietrze i zapatrzyła się.
Bardzo
krótko, ale Mark pomyślał, że zrobiła to tak, jakby nigdy nie widziała kutasa z
takiego bliska.
Miała
teraz twarz tuż nad nim.
Nie
pochyliła się i nie pocałowała go, na co Mark miałby może ochotę, ale w danej
chwili to mogło być niebezpieczne.
I
tak balansował na krawędzi spełnienia.
Lisa
przesunęła się cała nad jego uda, odwróciła całkiem do niego tyłem, podniosła
na kolach i zdjęła spodnie Marka z jego nóg, kiedy on miał przyjemność
podziwiania całego jej wypiętego
tyłka w kształcie koła, który Markowi przypominał soczyste brzoskwinie.
Niebo.
Szybko
wróciła do niego i usiadła na swoich łydkach obok jego prawej ręki, ale przez
cały czas zerkała na jego drgającego niecierpliwie kutasa.
-
Pocałuj - mruknął Mark, a ona znowu pochyliła się nad nim, opierając się dłonią
jak poprzednio.
Tym
razem Mark pozwolił jej tylko na krótki pocałunek, a potem, dłonią podtrzymując
jej włosy, przesuwał jej usta po swoim ciele coraz niżej.
Nie
musiał nią długo kierować.
Kiedy
zorientowała, o co mu chodziło, sama zaczęła całować, lizać i przygryzać
najpierw jego szorstką od zarostu szczękę, potem szyję, a potem zeszła niżej,
na jego klatkę piersiową.
Wyglądało
na to, że podobały jej się włosy na ciele Marka, a nawet ten zarost, który
wyhodował, bo trudno mu było się golić jedną ręką.
A
Mark to uwielbiał.
Ale
musiał to przyspieszyć, bo mu było za dobrze.
-
Wejdź na mnie, Lady - rozkazał niskim pomrukiem, a ona natychmiast posłuchała
dokładnie tak, jak to sobie wyobrażał.
Nawet
lepsze niż jego sny.
Patrząc
mu prosto w oczy, oparła się delikatnie dłońmi o jego klatkę piersiową, kiedy
przesunęła się bliżej, a potem przerzuciła lewą nogę nad jego biodrami.
Kurwa,
jak gorąca.
Dyszała
i jej oczy były szerokie z podniecenia.
Patrząc
wprost w nie, przeciągnął swoją prawą dłoń po wewnętrznej stronie jej uda, a
potem między jej nogi, by pogłaskać jej wilgoć.
Mokra,
gorąca, namiętna, jego…
Zadrżała,
uniosła nieco biodra, więc podniósł kutasa, trzymając go przy nasadzie i poczuł,
jak jego czubek trafił do celu.
Lisa
otworzyła usta, jęknęła, przymknęła oczy i schyliła głowę, więc jej włosy
opadły na jej piersi, przesłaniając je tak, że kusiły go jeszcze bardziej.
Nasuwała
się przy tym na niego tak powoli, że to go aż bolało.
Trzymał
już wtedy dłoń na jej biodrze, ale starał się jej nie przyspieszać.
To
było jej.
Kiedy
był w niej do końca, zacisnął tam palce.
Podniosła
głowę i spojrzała z powrotem w jego oczy, ale jej wzrok był nieostry,
rozkojarzony, więc Mark wiedział, że skupiła się na czuciu jego twardości w
niej.
-
Lisa - nie wytrzymał i rozkazał jej -
Ruszaj się.
Ruszyła
się.
Podnosiła
się i opadała najpierw powoli, ale potem to ją porwało, ogarnęło i zawładnęło
nią całkowicie.
I
przyspieszyła.
Przeciągnął
znowu dłoń między nich, dotknął jej łechtaczki jednym palcem i zatoczył po niej
koło.
Odrzuciła
głowę do tyłu, jej włosy pofrunęły dookoła, jej palce zacisnęły się na jego
piersi, a drugą rękę przesunęła na jego udo, by tam się trzymać i gnała.
Ten
rytm, ten widok, czucie tej pulsującej miękkości, wilgoci i gorąca, a do tego
wspaniały widok jej podskakujących cudownych cycków.
To
było dla Marka za dużo.
Podniósł
rękę, złapał jej pierś, znalazł palcem wskazującym i kciukiem sutek, a potem go
zrolował.
-
Lisa - warknął przy tym - pospiesz się.
Jakby
czekała na jego rozkaz, zacisnęła się, napięła wszystkie mięśnie, zacisnęła go w
sobie tak mocno, że jęknął, napiął po raz ostatni biodra i wystrzelił.
Czuł
jej rozkosz przez mgłę swojej rozkoszy i przez to usłyszał jej krzyk.
-
Mark!
Jezu!
Dał
jej to.
Wzięła
to i dała jemu.
Najlepsze,
co mógł od niej dostać.
Opadła
głową na jego szyję i siedziała tak, dysząc z nim w niej, opierając się czołem
o jego gardło.
Potem
zmiękł i zaczął się wysuwać, więc przesunęła nogę nad nim, położyła się wzdłuż
niego tak, że jej głowa była na jego barku, a jej noga nadal był przerzucona
przez jego biodra, a jej dłoń spoczywała na jego klatce piersiowej.
-
Dziękuję - szepnęła,
Kurwa,
ona dziękowała jemu!
-
Dałaś mi więcej, niż ja tobie - wyjawił jej z uśmiechem.
Westchnęła,
ale wydawało się, że nie uwierzyła.
Przesunął
wolną rękę po jej nagich plecach, by przycisnąć ją do siebie i pocałować bok
jej czoła.
-
Serio, Lady - mruknął - To było zajebiste.
-
Mhm - mruknęła sennie, więc uznał, że to koniec tej rozmowy.
-
Przykryj nas - mruknął do niej jeszcze, bo sam nie mógł sięgnąć po kołdrę.
Wychyliła
się, nie poruszając nogą, szarpnęła kołdrę na ich ciała, poprawiła ją i ułożyła
się z powrotem.
Prawie
natychmiast poczuł jej odprężenie, więc wiedział, że zasypiała.
Dręczyło
go to, że dziękowała mu za każdym razem, kiedy się pieprzyli, ale postanowił to
na razie odpuścić.
Porozmawialiby
o tym innym razem.
Później.
A
rano wstali bardzo wcześnie, obudzeni alarmem z jej telefonu, którym, jak Mark
się przekonał, były ćwierkające ptaszki, żeby się naszykować na przybycie
Sammy’ego, którego nie znali, a który miał ustalić zakres remontu ich sypialni
i plany przyszłego, dalszego remontu w ich domu.
Więc
wstali od razu.
Kiedy
już byli ubrani, chociaż nie wykąpani i weszli do kuchni, żeby włączyć ekspres
na kawę i wodę na herbatę dla Lisy, na podjazd przed ich dom zajechał
poobijany, kilkuletni pickup, z którego wysiadł wielki, zaniedbany, ciemnowłosy,
zarośnięty facet.
Na
szczęście razem z nim przyjechał Raptor, z którego wysiadła, a raczej energicznie
wytoczyła się, Sophie.
Więc
podeszli do domu jednocześnie, Mark im otworzył i mogli się zapoznać, bez
wyjaśniania kto był kim i po co tam był.
Kiedy
przechodzili przez dom do sypialni, Sophie przez cały czas mówiła, więc Mark
dowiedział się, że Lisa zdążyła przyjaciółce powiedzieć o swoim ulubionym stylu
wykończenia wnętrz i trochę o tym, co było do zrobienia.
W
sypialni ani Sophie, ani Sammy nie opierdzielali się, tylko od razu zaczęli
mierzyć, sprawdzać gniazdka, przewody oświetlenia, ustawienie okna i drzwi
wychodzących do innych pomieszczeń.
Mark
to lubił.
Profesjonaliści.
Wiedział,
że mógł całkowicie zaufać Lisie, jeśli chodziło o urządzenie dla nich sypialni,
widział profesjonalizm Sophie i Sammy’ego, więc się wycofał.
Przeprosił,
poszedł do swojego biura i zadzwonił do Johnsona, właściciela dużej firmy
kosmetycznej, który miał być jego nowym pieprzonym pracodawcą.
Podał
swoje warunki i umówił się na następny dzień, czyli na dzisiaj.
Właśnie
wracał z Aspen, z domu, w którym obserwował innych ochroniarzy w pracy, zbadał
system bezpieczeństwa i poznał córkę szefa.
Piętnastolatka.
Kurwa,
pomyślał, że cholernie dobre było to, że nie miał być jej pieprzonym
ochroniarzem, bo miał naprawdę dość takich gówniarzy.
A
potem przypomniał sobie, jak pochopnie ocenił młodą hrabinę Caroline, teraz
jego Lisę, kiedy po raz pierwszy dostał do ręki jej akta.
Może
nie byłoby tak źle?
Poprzedni
dzień Mark spędził głównie sam w domu, skoro Lisa pojechała swoim nowym
samochodem do butiku przyjaciół i spędziła tam kilka godzin.
Przyprowadzili
tego SUV’a zgodnie z umową, tuż po wyjściu Sophie i Sammy’ego, więc Mark miał
czas, by zapoznać z nim Lisę, nauczyć ją, jak ustawiać nawigację i by połączyć jego
GPS z systemem namierzania na komputerze w swoim biurze.
O
czym powiedział Lisie, bo chciał, żeby czuła się bezpieczna.
Potem
jeszcze znalazł czas, by wyjaśnić i pokazać Lisie, jakiego rodzaju zabezpieczenia
miał w swoim domu i czego musiałaby pilnować.
Robotnicy
musieliby codziennie rano, tuż po przyjeździe, zostawiać wszystkie materiały w
garażu, bo Mark nie zamierzał ryzykować i pozwolić im na wychodzenie i
wchodzenie do domu, w którym byłaby sama Lisa, bez niego.
Przytakiwała,
oglądała wszystko i słuchała z uwagą, nie komentując tego, jako nadmiernej
opiekuńczości.
Ufała
mu.
Mark
lubił to, ale nie był pewien, czy to było dobre.
Musiał
to wtedy odpuścić.
Ze
swoich zapasów dał jej również przenośny GPS do torebki i połączył jego sygnał
z aplikacją na tablecie, który miał ze sobą, więc zarówno poprzedniego dnia,
jak i tego kilka razy sprawdzał, gdzie była.
Obsesyjnie
o niej myślał.
I
o jej bezpieczeństwie.
W
ciągu całego dnia, zarówno poprzedniego jak i tego, Lisa wysyłała mu co jakiś
czas krótkie informacje o tym, gdzie była, z kim i co robiła, więc i ona czuła
się bezpieczniej, jak wiedziała, że o nią dbał.
Lubił
to.
Nie
lubił tego, że później zmusiła go do wizyty w salonie meblowym, w którym
pracowała inna jej przyjaciółka, a tam kazała mu wybrać łóżko i materac do ich pokoju
gościnnego.
Po
tej wizycie mieli jechać do szpitala, by Markowi zmieniono opatrunki i na
kontrolę, więc znosił oglądanie mebli z niecierpliwością.
Chociaż
ten zakup miał swoje plusy, bo dał mu możliwość wyobrażania sobie, jak tego
dnia, po powrocie i kolacji, wypieprzy ją w pokoju gościnnym na nowym łóżku.
I
to może jeszcze przed kolacją.
Usztywnienie
ramienia dokuczało mu mocno, bo nie mógł jej wziąć tak, jakby chciał, ale z
drugiej strony Lisa była mocno zdeterminowana, żeby się nauczyć dawać mu
rozkosz na każdy ze sposobów, jakie wymyślał.
Więc
mógł być kreatywny.
I
był.
Był
kreatywny poprzedniej nocy, zwłaszcza, kiedy Lisa przyszła wreszcie do łóżka z łazienki, która okazała się być cholernie
daleko od ich tymczasowej sypialni, w małej, koronkowej koszulce nocnej.
Tak
cholernie seksownej.
*****
Lisa
Po
powrocie do domu natychmiast włączyłam laptopa, którego oddał mi dzisiaj Filip,
mówiąc, że był już bezpieczny i wyszukałam przepis na danie, o którym
słyszałam, więc wiedziałam, że powinno być w miarę proste.
Risotto
z kurczaka.
Zamierzałam
to zrobić na naszą kolację.
Nasze
zakupy z Davidem, które zrobiliśmy pierwszego dnia tuż po moim przyjeździe,
dały mi możliwość wyboru wielu dań do
zrobienia, bo dosłownie zapełniłam szafki i lodówkę.
A
dzisiaj dodatkowo byłam z Evą w dużym sklepie z artykułami wyposażenia domu i
trochę zaszalałam, więc miałam w czym gotować.
Początkowo
miałam kupić tylko mikser, blender, toster lub opiekacz i jakieś talerze,
sztućce, kubki i miski.
Potem
znajdowałam coraz więcej rzeczy, które uznałam za przydatne, a Eva wskazywała
mi kolejne.
Zapłaciłam
za to wszystko swoją kartą, ze zdziwieniem dowiadując się, ile kosztowały takie
drobne rzeczy do domu.
Może
tak było dlatego, że ostatecznie wyszłam z wózkiem tak wypakowanym, że
zrozumiałam, dlaczego przydatny był dla mnie SUV.
Eva
jeździła Audi Q5, nieco większym od mojego i pojechałyśmy do tego sklepu jej samochodem,
bo ona prowadziła.
Oczywiście,
nie byłam na tyle niemądra, żeby nie poinformować o tym fakcie Marka SMS’em, bo
wiedziałam, że śledził każdy mój ruch.
Martwiłby
się, jeśli kropki namierzające GPS z mojej torebki i z mojego samochodu, by się
„rozjechały”.
A
ja nie chciałam go martwić.
A
po próbie zmieszczenia wszystkich moich zakupów do samochodu Evy i głośnym
martwieniu się, że za dużo kupiłam, dowiedziałam się, że nie byłam pierwsza,
która tak robiła.
Eva
powiedziała mi, że każda z nich kiedyś urządzała swoją kuchnię i kupowała
właśnie tyle rzeczy, ile ja kupiłam tego dnia.
A
nawet czasem więcej.
Odetchnęłam
z ulgą.
Nie
byłam dziwadłem.
Zmieściłyśmy
wszystko, chociaż wiele pudeł stało na tylnym siedzeniu.
Wróciłyśmy
do mojego i Marka domu, wypakowałyśmy wszystko, a potem Eva odjechała, mówiąc
mi, że musiała pojechać po synka do przedszkola i przygotować kolację dla całej
rodziny, zanim dzieci wróciłyby ze szkoły i Jimmy z pracy.
Ojej,
za długo zatrzymałam ją w tym sklepie.
Rozumiałam
ją, więc tylko podziękowałam jej serdecznie i przeprosiłam.
Powiedziała,
że to nie było nic wielkiego.
Według
mnie było.
Jak
dobrze było mieć przyjaciółkę, z którą można było robić takie rzeczy.
Potem
zamknęłam i zabezpieczyłam dom tak, jak mi to pokazał Mark poprzedniego dnia i
przypomniał dzisiaj rano, dbając o moje bezpieczeństwo.
Potem
zabrałam się do rozpakowywania moich dużych
zakupów, chowania wszystkiego do szafek, rozstawiania w innych pomieszczeniach,
sprzątania opakowań i szykowania się na przyjazd Marka.
Tęskniłam
za nim, ale też miałam dla niego świetną niespodziankę, którą bardzo, bardzo chciałam mu pokazać.
Po
pierwsze, poprzedniego dnia byłyśmy z Evą w butiku Aleka i Sama, gdzie kupiłam
sobie trzy staniki z koronki, jakich nigdy wcześniej bym nie włożyła, a do nich
sześć par majtek o cudnym kroju,
świetnie podkreślającym moje pośladki.
Stało
się tak po tym, jak Alek przyniósł mi do przymierzalni sukienkę, koszulki i
dżinsy i zobaczył mój specjalny stanik.
-
Jejciu, dziewczynko! - wykrzyknął
cicho, chociaż byliśmy w butiku tylko we trójkę, bo Sam pojechał po jakąś
dostawę - Co to ma być?
Zakręcił
przy tym palcem wskazującym prawej dłoni wokół mojego biustu, więc wiedziałam,
o czym mówił.
-
Mam duży biust - wyjaśniłam mu cierpliwie, chociaż z lekkim zawstydzeniem -
Więc muszę go podtrzymywać.
-
Ale ty masz faceta! - zawołał
odkrywczo - A on na pewno lubi twój
biust.
To
była prawda, miałam i lubił, wiedziałam to, ale nie zamierzałam o tym rozmawiać
z Alekiem… ani z kimkolwiek.
-
Musisz mieć ładne staniki -
powiedział mi Alek takim tonem, jakby zdradzał tajemnicę państwową - Takie z
koronki i jedwabiu. Mam idealne dla
ciebie. Zaraz przyniosę, przymierzysz i sama
się przekonasz.
I
przyniósł mi z pięć różnych, z których wszystkie pasowały na mnie idealnie, a
jednocześnie podtrzymywały moje piersi i wyglądały super.
Wiedziałam,
że Markowi się spodobają.
Wybrałam
jeden zielony, jeden beżowy i jeden biały.
A
do tego dopasowane majtki, które również Alek powiedział, że muszę mieć, a jak je zobaczyłam,
wiedziałam, że miał rację.
Potem
sama poprosiłam go o pokazanie mi ładnych koszulek nocnych.
Więc
mi przyniósł całe naręcze, a ja wybrałam z tego trzy piękne, jedwabne, z
koronką, bardzo seksowne.
Idealne.
Jedną
z nich, ciemnozieloną z czarną koronką w dekolcie i na dole, włożyłam do snu
wczoraj wieczorem, więc widziałam po oczach Marka i nie tylko po oczach, że też
tak sądził.
No
i dało to bardzo dobre efekty.
Kupiłam
też to, po co tak właściwie tam pojechałam, czyli dżinsy, krótsze, letnie
spodnie, koszulki na co dzień i bawełnianą, lekką sukienkę letnią, żebym miała
w czym wyjść z Markiem do jakiejś restauracji lub baru.
Więc
teraz miałam na sobie może spodnie i koszulkę, ale po spodem miałam nową
bieliznę i nie mogłam się doczekać,
żeby pokazać ją Markowi, który jej jeszcze nie widział.
Chciałam,
żeby Mark zobaczył to na mnie.
Poprzedniego
dnia nie zobaczył, bo po południu byliśmy zajęci kupnem i wstawianiem do pokoju
obok naszej sypialni łóżka.
Mieli
dostarczyć nam je prawie natychmiast, więc po naszym powrocie do domu, przed przygotowaniem kolacji, poszłam
tam i umyłam podłogę, by ci, którzy mieli je przywieźć, mogli je tam złożyć.
Mark
popatrzył na to, jak wyciągałam wiadro z mopem z pomieszczenia gospodarczego, a
potem zapytał:
-
Może ja to zrobię?
Mhm.
Tak,
na pewno mógłby z jedną ręką na temblaku.
-
Dam radę - odpowiedziałam.
-
A robiłaś to kiedykolwiek? - spytał mnie wtedy z uśmieszkiem.
-
Nie - odparłam zgodnie z prawdą, napełniając wiadro wodą i dolewając do niej nieco
płynu do mycia podłóg, który Eva mi doradziła, żebym kupiła, kiedy byłyśmy w
sklepie.
-
Eva powiedziała mi jak to się robi - wyjaśniłam Markowi.
Ruszyłam
z wiadrem w stronę drzwi, by przejść z pomieszczenia gospodarczego do sypialni,
ale zabrał mi je z ręki i zaniósł je, idąc przede mną.
Kiedy
zaczęłam myć podłogę, stał w drzwiach i patrzył na to, ale nie odezwał się, aż
skończyłam.
Potem
poinformował mnie, że wynajmował ekipę, która myła okna w całym domu raz na
kilka tygodni i że mogli oni przychodzić również raz w tygodniu, by posprzątać
nasz dom.
Ucieszyłam
się z tego.
Nie
lubiłam mycia domowych sprzętów, podłogi, łazienki, co wiedziałam już, skoro
robiłam to sama w swoim apartamencie w Anglii.
Drugą
niespodzianką dla Marka była pościel na nasze nowe łóżko, którą kupiłam w
sklepie z wyposażeniem do domu.
Mark
miał na swoim dawnym, co prawda dużym, materacu tylko jedną poduszkę i
pojedynczą kołdrę, więc na nasze nowe łóżko, które było typu king size, z
naszym nowym, wygodnym materacem, potrzebowaliśmy poduszek, kołdry, poszwy i
prześcieradeł z bardzo dobrej jakości bawełny.
Kupiłam
to wszystko, a do tego narzutę, dywanik pod łóżko i kilka dużych ręczników do
łazienki.
I
jeszcze parę innych drobiazgów.
Może
więcej niż parę.
Kiedy
podsumowałam wszystkie swoje wydatki z tego dnia, wiedziałam, że wydałam prawie
tyle, co Mark tamtego dnia na mój telefon i ubrania.
Dobrze,
że nie tyle, co na samochód.
Miałam
tylko nadzieję, że nie domyśli się tego, bo już znałam go na tyle, że
wiedziałam, że chciałby mi to oddać.
Zapłacić
za to.
Więc
teraz wyjęłam z lodówki paczkę z filetami z kurczaka, świeżą paprykę, z szafek
ryż, puszki z czerwoną fasolą i kukurydzą, naszykowałam nowy garnek, deskę do
krojenia, nóż, miskę i zaczęłam przygotowywać kolację dla mężczyzny, o którego
miałam zadbać i dla mnie.
Dla
nas.
Robiłam
to z radością.
*****
Mark
Mark
wysiadł z Escalade’a na podjeździe ich domu, kiedy kierowca podjechał tam,
stanął z włączonym silnikiem i czekał.
Mark
rzucił mu Później, usłyszał to samo
na pożegnanie, wysiadł, a potem odwrócił się, by złapać z siedzenia swój tablet
prawą ręką i zatrzasnąć drzwi dwoma zgiętymi palcami.
Szedł
w stronę domu po płytach z piaskowca i nie patrzył na samochód, który wycofywał
z podjazdu.
Kierowca
miał po niego wrócić następnego dnia przed ósmą, by Mark ponownie pojechał do
Aspen i wrócił do domu wcześniej, bo miał kolejną zmianę opatrunku.
To
był trochę daleko, by jeździć tak w tę i z powrotem, ale Mark wolał tak, niż
zostawić Lisę samą w domu albo ciągać ją do Aspen, kiedy jeszcze się nie
urządziła w ich domu.
Po
drodze do drzwi wyjął klucze, więc wszedł, nie dzwoniąc i nie informując Lisy,
że wrócił.
Zostawił
klucze na półce przy drzwiach, obok jej kluczy, przełączył alarm i wszedł
dalej, by się przekonać, że jego Lady była w kuchni i zawzięcie coś mieszała w
garnku, który stał na kuchence.
Stała
do niego tyłem, więc przez chwilę mógł podziwiać jej tyłek w luźnych spodniach
do jogi, które w dziwny sposób spływały po jej biodrach podkreślając je, a do
tego cholernie fantastyczną masę włosów rozrzuconych po plecach.
-
Hej - powiedział, a wtedy drgnęła i odwróciła się do niego.
Była
tak zamyślona, że nie usłyszała, jak wchodził?
Jej
twarz momentalnie rozjaśniła się, ułożyła łyżkę na blat obok kuchenki i
podeszła do niego, by stanąć bardzo blisko, podnieść głowę i wspiąć się na
palce.
Schylił
się i pocałował ją z otwartymi ustami, mocno, ale krótko, bo odłączyła się,
opadła i, patrząc na niego, wydyszała - Hej, Mark.
Uśmiechnął
się do niej i zobaczył, jak ona też się uśmiechnęła.
Wiedziała,
jak bardzo lubił, kiedy tak robiła.
Ale
teraz był zmęczony po całym dniu pracy i Lisa to widziała, więc odsunęła się, wsunęła
się pod jego prawą pachę, by owinął ramieniem jej ramiona i skierowała ich do
kuchni.
-
Zrobiłam kolację, ale może jeszcze chwilę poczekać, jeśli potrzebujesz pójść do
łazienki - powiedziała - Jak wrócisz, to nałożę i zjemy razem.
Tak,
dbała o jego zdrowie i dobre samopoczucie.
Lubił
to.
-
Więc zaraz wrócę - powiedział, schylił się do niej, pocałował jej skroń i
odszedł do ich łazienki.
Zrobił,
co potrzebował, a potem umył ręce i przebrał się w czystą koszulkę, bo tę z
pracy miał przepoconą.
Cholernie
upierdliwa była konieczność chodzenia po czyste ubrania do ich tymczasowego
pokoju, ale Lisa już przeniosła ich rzeczy, żeby zaplanować remont garderoby.
Wracając
do swojej Lady, nie poszedł jednak prosto do kuchni, ale najpierw skręcił w
stronę pomieszczenia gospodarczego, gdzie był pralka i suszarka, by zostawić
swoją koszulkę, a potem wejść na chwilę do garażu.
Wiedział,
że go zauważyła, bo drzwi do pomieszczenia gospodarczego były niedaleko kuchni,
więc już nakładała ich kolację, ale musiał sprawdzić.
Tak,
dla pewności.
Spojrzał
na sterty materiałów, które mieli robotnicy naszykowane na następny dzień pracy,
rozejrzał się i zmarszczył brwi.
Wrócił
do kuchni.
Lisa
nakładała już na talerz dużą porcję ryżu z jakimś gównem.
-
Kochanie - zapytał od niechcenia, stając przy wyspie i opierając się o blat
biodrem - gdzie są faktury?
Nie
odwróciła się.
-
Faktury? - spytała w odpowiedzi, ale jej ton był zbyt swobodny.
Coś
ukrywała.
Podszedł
bliżej, poczuł zajebisty zapach dochodzący z garnka i talerza, więc zaburczało
mu w brzuchu.
Lisa
spojrzała na niego i zaśmiała się cicho.
Nie
uśmiechnął się, więc jej śmiech zamarł.
-
Jakie faktury, kochanie? - spytała ciszej, patrząc mu prosto w oczy i tym razem
Mark nie zauważył w nich fałszu, ale nadal jej nie wierzył.
Już
to przeżywał.
Wtedy
też zaczęło się od drobiazgów ukrywanych przez nich wzajemnie.
-
Lisa, faktury! - wymruczał niskim,
niebezpiecznym głosem - powiedziałem ci, że za to ja zapłacę. W garażu mamy
kupę gówna do sypialni i cholera wie dokąd jeszcze. Nie ma faktur.
Nagle
w jej oczach błysnęło zrozumienie, a potem zagryzła wargi, czego nigdy nie
robiła i zmarszczyła brwi.
-
Nie dali ci ich rano? - zapytała z zaskoczeniem.
Nie
rozumiał.
Przecież
nie pytałby.
Patrzyła
na niego przez kilka sekund, a potem podała mu wyładowany talerz i podeszła do
jej telefonu, który leżał niedaleko nich na blacie.
Podniosła
go, wybrała jakiś numer, dotknęła ekranu i przyłożyła telefon do ucha, a potem
stała jedną ręką oparta o blat, patrząc w jego oczy.
-
Lisa, co… - zaczął, ale podniosła do góry palec wskazujący, mówiąc mu, żeby poczekał
minutę.
Gówno.
- Hej, Eva - powiedziała, więc Mark
zrezygnowany podszedł do wyspy, by usiąść na jednym z czterech stołków, które
kupili razem w salonie meblowym, kiedy kupowali dla nich łóżko - Tak, właśnie
zrobiłam risotto na kolację. Mark wrócił z pracy i siadamy do niej.
Zadzwoniła
do pieprzonej przyjaciółki?
Teraz?
Słuchała
przez chwilę z uśmiechem, a potem mówiła i słuchała na zmianę.
-
O, przepraszam, nie chcę wam przeszkadzać, ale potrzebuję numer do Alice -
przerwa - Ona pracuje jako księgowa, prawda? - przerwa - Tak, właśnie - przerwa
- Dobrze, więc po prostu prześlij mi go w wolnej chwili, dobrze? Smacznego i
jeszcze raz przepraszam - przerwa - Pa.
Potem
bez słowa odłożyła wyłączony telefon na blat, podeszła do kuchenki, wzięła w
rękę drugi talerz, który tam stał naszykowany wcześniej i łyżką, którą wzięła z
blatu, zaczęła nakładać sobie ryż z garnka.
Skończyła,
odłożyła łyżkę, podeszła do wyspy i usiadła obok Marka, by zacząć jeść, jakby
nic się nie stało.
Siedzieli
tak w ciszy przez kilka minut.
Mark
odpuścił, jadł swoje, ale dopiero wtedy poczuł niebiański smak tego gówna,
jakie ładował widelcem do ust.
Kurwa,
jego Lady naprawdę umiała gotować.
To
było kolejne pyszne danie, jakie im przygotowała.
Skończył,
poszedł po dokładkę, a wtedy telefon Lisy zadźwięczał sygnałem przychodzącego
SMS’a.
Wstała,
podeszła do niego i od razu podniosła, by otworzyć wiadomość, uśmiechnąć się i
przejechać palcem po ekranie.
Przyłożyła
telefon do ucha.
-
Hej, Alice - powiedziała radosnym tonem, kiedy Mark wrócił, postawił talerz na
blacie wyspy, usiadł i zaczął jeść - Tu Lisa - przerwała i słuchała przez
chwilę, a potem - Tak, prawda, przyjechałam, więc może kiedyś się spotkamy, ale
na razie mam do ciebie prośbę - przerwa - Nie, to coś innego - przerwa - Tak,
no wiesz, słyszałam, że jesteś księgową Sophie - przerwała, a Mark gwałtownie wyprostował
plecy, spojrzał na nią z nowym zainteresowaniem, a potem słuchał, jak mówiła do
telefonu - Tak, jak wiesz jej ekipa robi u nas drobny remont - przerwa - Nie, ja
wiem, że nie chciała pieniędzy za robociznę i nie nalegam, ale jej pracownicy
zapomnieli zostawić nam faktury za materiały - przerwa - Och, tak, może chce
rozliczyć to na koniec, ale… - przerwa - No, wiesz, w naszej sypialni kładą parkiet
dębowy, lamperie też, tapety, nie mówiąc o lakierze, lampach i takim. To jest
drogie, więc może lepiej byłoby na raty… - dłuższa przerwa - Och, to
fantastycznie. Czy mogłabyś mi je przesłać na e-mail? - przerwa - Dobrze,
cieszę się, ale może na e-mail Marka - przerwa, a potem - więc ci go dam - i
Lisa wyciągnęła telefon w stronę Marka, patrząc na niego i mówiąc - Podyktujesz
Alice swój adres, kochanie?
Mark
wziął od niej telefon, ale walczył zarówno ze śmiechem jak i z chęcią przerzucenia
jej przez kolano.
-
Hej, Alice - powiedział do telefonu.
-
Hej, Mark, miło mi cię poznać - powiedziała jeszcze jedna przyjaciółka Lisy,
której do tej pory Mark nie poznał - Dyktuj, mam kartkę.
Mark
podyktował jej adres swojej poczty, dowiedział się, że miał wpisać numery
faktur w tytule przelewu i przesłać potwierdzenia zwrotnie do Alice, pożegnał
się i podał telefon swojej kobiecie, by posłuchać, jak podziękowała, pożegnała się
i rozłączyła.
Kiedy
odłożyła telefon na blat, wstała, podeszła do niego, wciąż siedzącego na stołku
i oparła się brzuchem o jego prawy bok.
Objął
ręką jej miękkie pośladki.
-
Co to było? - spytał już bez złości.
-
Jak byliśmy tu poprzednio z Sarą i Frankiem, Maggie powiedziała mi, że Alice
pracuje jako księgowa - wyjaśniła Lisa - Ona ma kilkoro małych dzieci, męża
policjanta, który nie zarabia worka pieniędzy. A przecież każda firma, nawet
mała, potrzebuje księgowej. Ponieważ one tak właśnie działają, wspierają się
wzajemnie, a Sophie wiedziała, że Alice potrzebowała klientów, więc wiedziałam,
że na pewno zatrudniła Alice.
Mark
zapatrzył się na nią, bo właśnie do niego dotarło, że jego Lisa nie była tylko kobietą
piękną, słodką, zdeterminowaną, by zyskać wolność, która wspaniale dbała o
niego i urządzała ich dom.
Powinien
wiedzieć od zawsze, że jego Lady była mądra, potrafiła logicznie myśleć i
powiązać fakty, które były nawet odległe w czasie.
Przecież
z dokumentów, jakie otrzymał na jej temat, wiedział, że ukończyła college na
Harvardzie z pierwszą lokatą.
-
Jak rozmawiałam przez Skype’a z Evą o mojej przeprowadzce do Stanów, tuż po
naszej pierwszej nocy… - powiedziała mu i wiedział, ile ta noc dla niej
znaczyła, że tyle samo, co dla niego, bo jej ton stał się łagodniejszy -
powiedziała mi, że w sprawie remontu muszę
zwrócić się do Sophie, a w sprawie umeblowania do Soniji, ale ostatnio Sophie
prawie się na mnie obraziła, jak zasugerowałam, że jej zapłacę.
Jezu,
te kobiety były lepiej zgrane niż niejeden pluton.
-
Za materiały chyba się nie obrazi -
powiedziała Lisa jakby do siebie, patrząc w bok i na koniec zaciskając usta.
- Okej - wymamrotał Mark, bo zrozumiał to.
Lisa
miała przyjaciółki, a one miały ją.
Ale
coś jeszcze chodziło mu po głowie.
-
Więc płacę za materiały - powiedział, a ona skinęła głową z aprobatą i łagodnym
uśmiechem - Nie płacimy za robociznę - kontynuował, a ona uśmiechnęła się
szerzej i pokręciła głową - A co chciałaś przede mną ukryć?
Na
to przestała się uśmiechać, całkiem zamarła, otworzyła szeroko oczy i lekko rozchyliła
wargi.
Pieprzyć
go, to było nawet słodsze niż jej naiwne zachowanie, jakie pokazywała mu czasem
w łóżku.
Ale
spojrzał na nią surowo, żeby go nie oszukiwała i żeby wiedziała, że nigdy nie powinna.
-
Ja… - zaczęła, odwróciła głowę i spojrzała za swoje ramię, na ich kuchnię -
Wiesz, kupiłam dzisiaj trochę rzeczy. I myślałam, że będziesz zły…
-
Tak? - spytał Mark bez zainteresowania, ale czekając na resztę.
Zamrugała
zaskoczona.
-
Jak spytałeś o faktury, to w pierwszej chwili pomyślałam, że chodziło ci o to -
wyjaśniała - Ale potem pomyślałam, że tam nie brałam faktur, a paragony. Ale
trochę na to wydałam i myślałam…
No
tak, mógł się domyślić.
-
Lady - zaczął łagodnie, ale zdecydowanie, jednocześnie przyciągając ją do
siebie ramieniem - Ja płacę za remont domu, meble i takie gówno.
Skinęła
głową, chociaż trochę się skrzywiła na ostatnie słowo.
-
Jak kupujesz coś do domu, nie obchodzi mnie - Mark tym razem się powstrzymał od
przekleństwa - To jest twoje, kup co chcesz.
-
To nie jest moje - powiedziała mu cicho - To nasze.
Mark
zamarł, a potem szarpnął ją jeszcze bliżej siebie, więc pochyliła się, a on
wziął jej usta w mocnym, mokrym, głębokim i długim
pocałunku.
Pocałunek
ich rozpalił, jak zwykle to robił, a Mark dłonią na tyłku Lisy wyczuł coś, co
chciał obejrzeć, więc odwrócił się do niej całkiem przodem i wsunął rękę w górę
pod jej koszulkę.
-
Tu chyba też jest coś, czego nie powinnaś przede mną kryć - wymruczał do jej
brzucha.
Położyła
obie ręce na jego ramionach, zadrżała i pochyliła się nad nim.
-
Tu? - spytała z niedowierzaniem i nadzieją w głosie, więc Mark poczuł, że jego
kutas jeszcze mocniej uwierał go w spodniach.
Tak,
to zdecydowanie było coś miłego.
Zjechał
ręką w jej spodnie, a potem niżej po jej tyłku, zabierając z niego spodnie i
patrząc na to z bliska.
Kiedy
zjechały poniżej jej bioder, Lisa odsunęła się o pół kroku, przeciągnęła dłońmi
po swoich biodrach i pomogła spodniom spaść na podłogę.
Była
ubrana w cholernie seksowne miękkie, beżowe figi z białą koronką na brzegu, w
Mark czuł więcej tej koronki na jej tyłku.
Lisa
oblizała wargi, wygięła się, podniosła ręce i przeciągnęła koszulkę przez
głowę, pozbywając się jej jednym wolnym, kuszącym ruchem.
Jej
stanik był dopasowany do majtek, więc również z jedwabiu i koronki.
Jezu!
Tak
cholernie seksowna.
-
Niespodzianka - szepnęła.
Mark
zagapił się.
-
Podoba ci się? - spytała, kiedy nic nie mówił.
Jak
mogła pytać o takie gówno, Mark nie wiedział, ale to nie było pierwszy raz,
kiedy nie była pewna jego reakcji.
Więc
jej pokazał.
Podniósł
się, zaczął rozpinać swoje spodnie, kiedy zobaczył, jak opuściła tak wzrok i
zaczęła dyszeć, kiedy zobaczyła, jaki był duży i twardy.
Szarpnął
spodnie razem ze slipkami ze swoich bioder, jego kutas wyskoczył na wolność, a
potem usiadł na stołku gołym tyłkiem.
-
Usiądź na nim - rozkazał.
Zaczęła
wchodzić na jego kolana w tej bieliźnie, ale Mark pomyślał, że to nawet było
lepsze niż bez majtek.
Weźmie
ją w nich i będzie na to patrzył.
Kiedy
Lisa już tam siedziała, Mark odchylił się i oparł plecami o blat wyspy, który
był za nim.
-
Odchyl majtki i weź go w siebie - rozkazał niskim głosem, szorstkim od
podniecenia, trzymając prawą dłoń na jej biodrze.
Wykonała
polecenie, patrząc przez cały czas w jego oczy i dysząc przez rozchylone usta.
Kurwa,
jaka piękna.
Mark
poczuł, jak się w niej zagłębiał, a potem czuł i patrzył, jak jego Lady jechała
na nim do spełnienia jej i jego.
Gdzieś
po drodze zsunął prawą dłonią miseczkę jej stanika, złapał jej pierś i zrolował
cudowny, duży, miękki sutek, co dało mu rozpalający go uścisk na kutasie i jej
jęk rozkoszy.
*****
Lisa
Po
kolacji i po reakcji Marka na moją nową bieliznę, przeszliśmy się po naszym
domu, bo miałam do Marka kilka pytań na jego temat.
Kiedy
odkładałam pranie do pomieszczenia gospodarczego, przyszło mi do głowy, by
kupić kosz na bieliznę i to zrobiłam.
Chciałam
go wstawić do łazienki lub naszej garderoby, ale najpierw powinniśmy mieć garderobę.
Weszliśmy
do sypialni, by przejść do garderoby i przy okazji obejrzeliśmy naszą
sypialnię, w której ściany były co prawda jeszcze „surowe”, ale za to podłoga
była prawie na ukończeniu.
Mężczyźni,
którzy dzisiaj tu pracowali wyjęli gniazdka i włączniki, obnażyli kabel do
lampy głównej i lampek bocznych, wyrównali niektóre miejsca w ścianie, ale
potem zajęli się położeniem parkietu.
Dębowe,
szare, nieobrobione deski pokrywały już ponad połowę przestrzeni i pokój zaczął
wyglądać jak przywracany do życia.
Przestał
być taki smutny, zimny i opuszczony.
Weszliśmy
do garderoby i zaczęłam tłumaczyć Markowi, jak sobie wyobrażałam jej
wyposażenie, ale w połowie mi przerwał.
-
Lady - powiedział z niecierpliwością w głosie - powiedziałem ci, że mnie to nie
interesuje. Jak to zrobisz, tak będzie mi się podobało. Tylko tym razem weź
faktury. Kup co chcesz, a ja zapłacę. Okej?
-
Okej - szepnęłam i zapatrzyłam się na niego.
Nie
mogłam zrozumieć, dlaczego jego małżeństwo było nieudane.
Był
wyrozumiały, porozumiewał się dużo lepiej niż ja i był taki dobry.
A
do tego świetny w łóżku.
-
Co? - spytał, kiedy zauważył moje zagapienie.
-
Nic - szepnęłam i odwróciłam się, by przejść do salonu.
Mark
szczęśliwie poszedł za mną.
Miałam
jeszcze jedną sprawę.
W
salonie stanęłam na środku i zapytałam Marka bez tej obawy, którą czułam, kiedy
szliśmy do garderoby.
-
Tutaj chciałam postawić kominek - wskazałam na odpowiednie miejsce ręką - taki
z szybą, ale nie wiem, jak to by wyglądało.
-
Racja - mruknął Mark, który w trakcie mojej wypowiedzi podszedł do ściany i coś
oglądał przy suficie, stojąc tam z zadartą głową.
-
Ale kominek musiałby być bardziej tutaj - powiedział mi, pokazując na miejsce
oddalone o kilka kroków od tego, jakie ja mu pokazałam.
-
Dlaczego? - spytałam nieco rozczarowana, bo to trochę zaburzało moją koncepcję
ustawienia mebli w salonie.
-
Tutaj jest komin - pokazał mi ręką na okrągły placek z innego materiału niż
reszta ściany, widniejący pod sufitem.
-
Ale kominek byłby tu - pokazałam płaską dłonią na poziom w okolicy pół metra od
podłogi.
-
Mała - powiedział Mark ze śmiechem w głosie - To, co ci pokazuję, to tylko
wylot, a komin schodzi dużo niżej. Chodzi o to, że w tym miejscu jest ujście
nad dach, wyprowadzenie dymu.
-
Och - szepnęłam i jeszcze raz spojrzałam na całą przestrzeń.
Mogłam
to odpuścić.
Pomyślałam,
że resztą zajmę się następnego dnia, bo na wtedy Sophie umówiła mnie ze
specjalistą, który robił kominki i miał mi przywieźć katalog, żebym wybrała
taki, który by mi odpowiadał.
Ale
chodziło mi po głowie jeszcze jedno.
-
A czy zastanawiałeś się nad telewizorem? - zapytałam Marka, który był już gotów
odejść, bo uznał, że skończyliśmy temat.
-
Telewizor kupię sam z facetami - odpowiedział mi stanowczo.
Cóż,
to kończyło dyskusję.
Przecież
obiecałam sobie, że będę słuchała Marka, jak się będzie rządził.
Zresztą
w tej sprawie i tak nie miałabym nic do powiedzenia, bo się na tym nie znałam i
telewizja mnie nie fascynowała.
Resztą
miałam się zająć stopniowo.
Kiedy
już będziemy mieli zrobioną sypialnię, poproszę ekipę Sophie o pomalowanie
jadalni, salonu, a może bawialni, a dopiero później zastanowię się, jakie meble
kupować.
Jak
powiedziała Eva.
Po
kolei i najpierw ustalić, co było najważniejsze.
Na
razie rysowałam w głowie plan urządzenia garderoby i myślałam o kupnie kilku
zasłon, firanek, poduszek ozdobnych, a może ramek na zdjęcia, doniczek na
kwiaty, bo spodobało mi się w domu Evy to, jak miała nimi przybrane parapety i
blaty komód.
I
ja za to zapłacę.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuń