George
Dobę później
Byli
w domu we dwoje, bo Mark pojechał po coś na krótko do mieszkania Filipa, a
potem znowu spotkać się z facetami.
To
było grono przyjaciół, które powstało w dziwny sposób, podobno powoli, ale
bardzo się wspierali.
I
wyglądało na to, że lubili Czołga.
Czołg
nigdy wcześniej nie miał przyjaciół.
Nie
lubił nikogo.
Nie
miał rodziny.
Jego
mama, która była słodką, łagodną kobietą, a którą jego tata kochał, wielbił i nosił
na rękach, zmarła, kiedy George miał niecałe dwanaście lat.
W
ostatnich miesiącach jej życia tata George’a musiał ją dosłownie nosić na rękach, bo żyła w bólu.
Nikt
o tym nie wiedział oprócz George’a i nikt tego nawet nie podejrzewał, bo dla
wszystkich pozostałych jego tata był cholernym skurczybykiem.
Wielkim,
brzydkim, popieprzonym skurczybykiem.
Sąsiedzi
z nim nie rozmawiali, nauczyciele nie wzywali go, a wszyscy go unikali jak
zadżumionego.
Nawet
w stosunku do Czołga taki był, kiedy jego mama w końcu umarła i zostali tylko
we dwóch.
Wkrótce
po tym, jak George skończył dwanaście lat, przestał być George’m, bo zaczął
rosnąć tak szybko, że w ciągu dwóch lat stał się największy najpierw w klasie,
a potem w całej szkole.
Chłopaki
zaczęli mu dokuczać, a on raz i drugi wściekł się i zaatakował ich jak
rozjuszony byk, co nadało mu ksywkę Czołg, bo „przejechał się” po dwóch czy
trzech takich, co nie zdążyli mu zejść z drogi.
Po
rozmowie z dyrektorem tata zabrał się za wychowywanie Czołga.
Byli
tylko oni, więc nie było nikogo, kto złagodziłby to, jak brutalnie tata Czołga
wpajał swojemu synowi metody ataku i potrzebę obrony.
Czołg
miał prawie trzynaście lat, kiedy jego tata zorganizował w ich piwnicy ring
bokserski dla nich dwóch.
Walczyli
bez rękawic i ochraniaczy.
Czołg
dostawał na tym ringu codziennie taki wpierdol od taty, że nauczył się nie czuć
bólu, ale też osłaniać najwrażliwsze miejsca.
Nikogo
nigdy nie interesowało to, czy przychodził do szkoły z podbitym okiem lub
pokaleczonymi kłykciami.
Trzy
lata później Czołg potrafił bić się na pięści najlepiej nie tylko w swojej szkole,
w całym mieście, ale nawet w ich stanie.
Do
tego czasu wszyscy nauczyli się omijać go dalekim łukiem i nikt już mu nie
dokuczał.
Kolejne
dwa lata później Czołg został zauważony przez pierwszego łowcę talentów i
dostał stypendium do college’u, gdzie przez trzy lata walczył w ligach
uczelnianych na coraz wyższych szczeblach.
Został
mistrzem.
Okazało
się wtedy, że laski lubiły go trochę, chociaż żadna nie chciała być z nim, bo do pokazywania się w ich
towarzystwie był za brzydki.
Do
jednorazowego seksu był w sam raz.
College
ukończył z niezłą lokatą, bo dodatkowo okazał się mieć trochę oleju w głowie,
ale to wciąż nie uchroniło go przed wyzwiskami i lekceważeniem przez tych, którzy
widzieli przede wszystkim ogrom jego ciała i jego brzydotę.
Więc
znowu musiał walczyć nie tylko na ringu.
Kiedy
miał dwadzieścia jeden lat i dyplom licencjata z architektury krajobrazu,
wystartował w boksie zawodowym.
W
ciągu pół roku jego sława wystrzeliła na taki poziom, że zaczął otrzymywać
pogróżki, co spowodowało zaniepokojenie jego managera i zatrudnienie ochrony.
Właśnie
tak i właśnie wtedy poznał Marka.
Miał
dwadzieścia dwa lata.
Mark
miał tyle samo lat co on, pracował wcześniej w różnych miejscach, o których nie
chciał mówić i miał żonę, z którą bardzo szybko potem się rozwiódł.
Przez
ponad rok Czołg i Cień byli nierozłączni, chociaż Czołg bardzo niedługo później,
już po kolejnym roku, przestał walczyć na ringu zawodowym i nie potrzebował ochrony.
Po
zakończeniu kariery zawodowej zdarzało mu się jeszcze kilka razy walczyć w
podziemiu, a tytuł niekwestowanego mistrza w boksie zawodowym i stale wygrywane
walki podziemne dały mu kupę szmalu.
Mógł
żyć spokojnie, chociaż nie miał z kim.
Jego
tata zmarł, kiedy Czołg był w college’u, a żadna z kobiet nie mogła znieść jego
wyglądu na tyle długo, by zostać w jego otoczeniu, kiedy wschodziło słońce, nawet
po spędzeniu całej nocy razem z nim.
A
przyjaźń Czołga z Cieniem zacieśniły wyprawy do szemranych barów, kiedy ramię w
ramię, a raczej plecy w plecy, bili się z tłumokami, którzy chcieli się
sprawdzić w walce z nimi i obrywali od nich wpierdol.
Ich
przyjaźń jednak zaczęła się od tego, że Mark przyjął na siebie cios nożem,
który był przeznaczony dla Czołga.
Takich
rzeczy się nie zapomina.
To
był dług nie do spłacenia, chociaż Mark nigdy by tego tak nie nazwał.
Czołg
jednak wiedział zawsze, że życie Marka było więcej warte niż jego własne, więc
to doceniał.
Czołg
był wtedy zawodowcem, mistrzem i miał stalkera, który pisywał do niego o
nierównej walce jego z innym pięściarzem, bo tamten został podobno
niesprawiedliwie potraktowany przez sędziów.
Dlaczego
Czołg miał być temu winien, tego nikt
nie wiedział.
Wydawało
się, że sprawa została załatwiona za pomocą dużych pieniędzy przez jego
menagera, ale nie była.
Po
jednej z walk wychodzili we dwóch z Cieniem na parking podziemny, by wsiąść do
samochodu, kiedy zaatakował ich samotny mężczyzna.
Mark
zasłonił wtedy Czołga własnym ciałem.
Więc
teraz, kiedy Czołg wreszcie zobaczył przyjaciela szczęśliwego z jakąś dobrą
kobietą, chciał mu to dać na dłużej.
Lubił
tę kobietę.
Była
inna niż wszystkie.
Lisa
była sprytna, nie dała sobie w kaszę dmuchać i potrafiła rzucić ciętą ripostę
na ich przekomarzanie.
Nie
obrażała się o byle co.
Nie
załamało ją to, że nie widziała.
Nie
narzekała.
Była
dobra i miła dla swoich przyjaciółek, dla ich facetów, dla Marka i dla Czołga, który nie zaznał tego zbyt
wiele w swoim życiu.
Kobieta
bywała zabawna, jak na przykład wtedy, kiedy myślał, że rozbierała się przed
nim, myląc go ze swoim facetem.
-
Nabrałam was! Szkoda, że nie włączyłam kamerki - wołała wtedy, kuląc się ze
śmiechu - Chciałabym zobaczyć wasze miny. Pewno były bezcenne.
Były.
Mark
też biegł wtedy, żeby ją powstrzymać przed zdjęciem koszulki, a jego mina
spowodowałabym śmiech Czołga, gdyby sam nie był taki spłoszony.
Dobrze,
że siebie nie widział.
-
Skąd wiedziałaś? - wydusił wtedy z siebie Mark pytanie, jakie Czołg też chciał
zadać, kiedy zobaczyli drugą koszulkę pod tą, którą zdejmowała.
-
Już od pewnego czasu rozróżniam wasze kroki - przyznała im się, a Czołg zdziwił
się skrycie, bo to była nowina.
Nie
spotkał na swojej drodze zbyt wielu ludzi, którzy w ogóle byli w stanie
usłyszeć, jak się poruszał, a co dopiero odróżnialiby go od innych osób.
Kobieta
była prawdziwa spryciarą.
A
to jej Język, panowie! w reakcji na
ich przekleństwa.
Po
prostu boki zrywać.
Do
tego dochodziło to, że, sądząc z tych resztek, które Czołg wyjadł w pierwszym
tygodniu mieszkania u nich w domu, kurewsko dobrze gotowała.
A
Mark był spokojniejszy, częściej się uśmiechał i patrzył na nią jakby nie było
na świecie innych pieprzonych babek.
Jego
Lady.
Tak,
Czołg miał zamiar zrobić wszystko, co musiałby, żeby kobieta była zdrowa,
szczęśliwa i żeby uszczęśliwiała jego przyjaciela.
Oddałby
za nią życie, żeby dalej to robiła.
Dlatego
znosił to, że musiał być jej niańką przez te kilka godzin, skoro żona Davida
właśnie postanowiła urodzić ich drugą córkę, a faceci wymyślili jakiś podstęp,
by złapać wreszcie tego popieprzonego kutasa, który psuł im krew.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń