środa, 26 października 2022

21 - Oddałby za nią życie

 

 Rozdział 21

Oddałby za nią życie

George

 

 

Dobę później

Byli w domu we dwoje, bo Mark pojechał po coś na krótko do mieszkania Filipa, a potem znowu spotkać się z facetami.

To było grono przyjaciół, które powstało w dziwny sposób, podobno powoli, ale bardzo się wspierali.

I wyglądało na to, że lubili Czołga.

Czołg nigdy wcześniej nie miał przyjaciół.

Nie lubił nikogo.

Nie miał rodziny.

Jego mama, która była słodką, łagodną kobietą, a którą jego tata kochał, wielbił i nosił na rękach, zmarła, kiedy George miał niecałe dwanaście lat.

W ostatnich miesiącach jej życia tata George’a musiał ją dosłownie nosić na rękach, bo żyła w bólu.

Nikt o tym nie wiedział oprócz George’a i nikt tego nawet nie podejrzewał, bo dla wszystkich pozostałych jego tata był cholernym skurczybykiem.

Wielkim, brzydkim, popieprzonym skurczybykiem.

Sąsiedzi z nim nie rozmawiali, nauczyciele nie wzywali go, a wszyscy go unikali jak zadżumionego.

Nawet w stosunku do Czołga taki był, kiedy jego mama w końcu umarła i zostali tylko we dwóch.

Wkrótce po tym, jak George skończył dwanaście lat, przestał być George’m, bo zaczął rosnąć tak szybko, że w ciągu dwóch lat stał się największy najpierw w klasie, a potem w całej szkole.

Chłopaki zaczęli mu dokuczać, a on raz i drugi wściekł się i zaatakował ich jak rozjuszony byk, co nadało mu ksywkę Czołg, bo „przejechał się” po dwóch czy trzech takich, co nie zdążyli mu zejść z drogi.

Po rozmowie z dyrektorem tata zabrał się za wychowywanie Czołga.

Byli tylko oni, więc nie było nikogo, kto złagodziłby to, jak brutalnie tata Czołga wpajał swojemu synowi metody ataku i potrzebę obrony.

Czołg miał prawie trzynaście lat, kiedy jego tata zorganizował w ich piwnicy ring bokserski dla nich dwóch.

Walczyli bez rękawic i ochraniaczy.

Czołg dostawał na tym ringu codziennie taki wpierdol od taty, że nauczył się nie czuć bólu, ale też osłaniać najwrażliwsze miejsca.

Nikogo nigdy nie interesowało to, czy przychodził do szkoły z podbitym okiem lub pokaleczonymi kłykciami.

Trzy lata później Czołg potrafił bić się na pięści najlepiej nie tylko w swojej szkole, w całym mieście, ale nawet w ich stanie.

Do tego czasu wszyscy nauczyli się omijać go dalekim łukiem i nikt już mu nie dokuczał.

Kolejne dwa lata później Czołg został zauważony przez pierwszego łowcę talentów i dostał stypendium do college’u, gdzie przez trzy lata walczył w ligach uczelnianych na coraz wyższych szczeblach.

Został mistrzem.

Okazało się wtedy, że laski lubiły go trochę, chociaż żadna nie chciała być z nim, bo do pokazywania się w ich towarzystwie był za brzydki.

Do jednorazowego seksu był w sam raz.

College ukończył z niezłą lokatą, bo dodatkowo okazał się mieć trochę oleju w głowie, ale to wciąż nie uchroniło go przed wyzwiskami i lekceważeniem przez tych, którzy widzieli przede wszystkim ogrom jego ciała i jego brzydotę.

Więc znowu musiał walczyć nie tylko na ringu.

Kiedy miał dwadzieścia jeden lat i dyplom licencjata z architektury krajobrazu, wystartował w boksie zawodowym.

W ciągu pół roku jego sława wystrzeliła na taki poziom, że zaczął otrzymywać pogróżki, co spowodowało zaniepokojenie jego managera i zatrudnienie ochrony.

Właśnie tak i właśnie wtedy poznał Marka.

Miał dwadzieścia dwa lata.

Mark miał tyle samo lat co on, pracował wcześniej w różnych miejscach, o których nie chciał mówić i miał żonę, z którą bardzo szybko potem się rozwiódł.

Przez ponad rok Czołg i Cień byli nierozłączni, chociaż Czołg bardzo niedługo później, już po kolejnym roku, przestał walczyć na ringu zawodowym i nie potrzebował ochrony.

Po zakończeniu kariery zawodowej zdarzało mu się jeszcze kilka razy walczyć w podziemiu, a tytuł niekwestowanego mistrza w boksie zawodowym i stale wygrywane walki podziemne dały mu kupę szmalu.

Mógł żyć spokojnie, chociaż nie miał z kim.

Jego tata zmarł, kiedy Czołg był w college’u, a żadna z kobiet nie mogła znieść jego wyglądu na tyle długo, by zostać w jego otoczeniu, kiedy wschodziło słońce, nawet po spędzeniu całej nocy razem z nim.

A przyjaźń Czołga z Cieniem zacieśniły wyprawy do szemranych barów, kiedy ramię w ramię, a raczej plecy w plecy, bili się z tłumokami, którzy chcieli się sprawdzić w walce z nimi i obrywali od nich wpierdol.

Ich przyjaźń jednak zaczęła się od tego, że Mark przyjął na siebie cios nożem, który był przeznaczony dla Czołga.

Takich rzeczy się nie zapomina.

To był dług nie do spłacenia, chociaż Mark nigdy by tego tak nie nazwał.

Czołg jednak wiedział zawsze, że życie Marka było więcej warte niż jego własne, więc to doceniał.

Czołg był wtedy zawodowcem, mistrzem i miał stalkera, który pisywał do niego o nierównej walce jego z innym pięściarzem, bo tamten został podobno niesprawiedliwie potraktowany przez sędziów.

Dlaczego Czołg miał być temu winien, tego nikt nie wiedział.

Wydawało się, że sprawa została załatwiona za pomocą dużych pieniędzy przez jego menagera, ale nie była.

Po jednej z walk wychodzili we dwóch z Cieniem na parking podziemny, by wsiąść do samochodu, kiedy zaatakował ich samotny mężczyzna.

Mark zasłonił wtedy Czołga własnym ciałem.

Więc teraz, kiedy Czołg wreszcie zobaczył przyjaciela szczęśliwego z jakąś dobrą kobietą, chciał mu to dać na dłużej.

Lubił tę kobietę.

Była inna niż wszystkie.

Lisa była sprytna, nie dała sobie w kaszę dmuchać i potrafiła rzucić ciętą ripostę na ich przekomarzanie.

Nie obrażała się o byle co.

Nie załamało ją to, że nie widziała.

Nie narzekała.

Była dobra i miła dla swoich przyjaciółek, dla ich facetów, dla Marka i dla Czołga, który nie zaznał tego zbyt wiele w swoim życiu.

Kobieta bywała zabawna, jak na przykład wtedy, kiedy myślał, że rozbierała się przed nim, myląc go ze swoim facetem.

- Nabrałam was! Szkoda, że nie włączyłam kamerki - wołała wtedy, kuląc się ze śmiechu - Chciałabym zobaczyć wasze miny. Pewno były bezcenne.

Były.

Mark też biegł wtedy, żeby ją powstrzymać przed zdjęciem koszulki, a jego mina spowodowałabym śmiech Czołga, gdyby sam nie był taki spłoszony.

Dobrze, że siebie nie widział.

- Skąd wiedziałaś? - wydusił wtedy z siebie Mark pytanie, jakie Czołg też chciał zadać, kiedy zobaczyli drugą koszulkę pod tą, którą zdejmowała.

- Już od pewnego czasu rozróżniam wasze kroki - przyznała im się, a Czołg zdziwił się skrycie, bo to była nowina.

Nie spotkał na swojej drodze zbyt wielu ludzi, którzy w ogóle byli w stanie usłyszeć, jak się poruszał, a co dopiero odróżnialiby go od innych osób.

Kobieta była prawdziwa spryciarą.

A to jej Język, panowie! w reakcji na ich przekleństwa.

Po prostu boki zrywać.

Do tego dochodziło to, że, sądząc z tych resztek, które Czołg wyjadł w pierwszym tygodniu mieszkania u nich w domu, kurewsko dobrze gotowała.

A Mark był spokojniejszy, częściej się uśmiechał i patrzył na nią jakby nie było na świecie innych pieprzonych babek.

Jego Lady.

Tak, Czołg miał zamiar zrobić wszystko, co musiałby, żeby kobieta była zdrowa, szczęśliwa i żeby uszczęśliwiała jego przyjaciela.

Oddałby za nią życie, żeby dalej to robiła.

Dlatego znosił to, że musiał być jej niańką przez te kilka godzin, skoro żona Davida właśnie postanowiła urodzić ich drugą córkę, a faceci wymyślili jakiś podstęp, by złapać wreszcie tego popieprzonego kutasa, który psuł im krew.

1 komentarz: