poniedziałek, 24 października 2022

19 - Geny

 

 Rozdział 19

Geny

Lisa

 

 

Dobę później

Obudziłam się kilka minut temu i od razu to poczułam, więc przypomniałam sobie.

Ostatnim co widziałam, były płomienie.

A dokładniej ogień strzelający niczym żywy potwór w moją stronę ze sterty papierów, płonących na stole przede mną.

Zamknęłam wtedy oczy.

Później słyszałam głos Davida, uspokajającego mnie, krzyczącego na innych mężczyzn, rozkazującego wszystkim dookoła.

Słonko, wszystko dobrze. Nie otwieraj oczu. Już wszystko dobrze.

Nic nie było dobrze.

Tak strasznie bolało.

Miałam nie otwierać oczu, ale i tak nie mogłam.

Bolała mnie skóra na twarzy, bolały oczy, bolał każdy oddech, nieopatrznie wciągnięty przez nos.

To przypomniało mi o oddechu.

Po przebytej przeze mnie przed kilku laty chorobie, tak zwanej przez lekarzy fibromialgii, która miała być podobno powikłaniem po boreliozie, o której nawet nie wiedziałam, że ją przeszłam, nauczyłam się ukrywać ból.

W tamtej chorobie bowiem przez pół roku bolało mnie wszystko do tego stopnia, że nie mogłam chodzić, siedzieć, utrzymać długopisu w ręce lub czegokolwiek innego.

Wtedy ukrywanie bólu, czego nauczyłam się po miesiącu choroby, wynikało z konieczności ukrywania się przed nazbyt dociekliwymi lekarzami i, przed niezbyt według mnie tolerancyjnym, tatą.

Teraz powiedziałabym, że tata denerwował się, bo się o mnie martwił.

Nie wtedy.

Lekarze natomiast natychmiast byli gotowi podawać mi kolejne leki, co powodowało, że byłam godzinami nieprzytomna lub ospała, więc nie mogłam normalnie funkcjonować.

Nie lubiłam tego.

Więc nie pokazywałam tego, że mnie bolało i przez kilka miesięcy żyłam z bólem na co dzień.

Ale teraz, po przebudzeniu, stwierdziłam, że oddychałam głównie przez usta, bo miałam w nich rurkę, która jednak nie wchodziła do gardła.

Ktoś zadbał o to, bym nie zamykała warg przez sen, żebym ciągle oddychała przez usta, a wtedy oddech mnie nie bolał.

Więc to było dobre.

Miałam wolne, niezabandażowane ręce, nie słyszałam zbyt wiele pikających aparatów wokół mnie, mogłam się poruszać.

Więcej dobrego.

- Lisa - usłyszałam obok siebie łagodny, kobiecy głos.

Poznałam go.

To była Ania.

Poruszyłam lekko palcami lewej ręki, bo Ania była po mojej lewej stronie.

Poczułam na ręce dotyk jej miękkiej dłoni, a potem pochyliła się nade mną, więc poczułam ciepło jej ciała.

- Jesteś w szpitalu - powiedziała delikatnie - Masz poparzoną twarz i kolana. Zaraz przyjdzie tu lekarz, żeby cię zbadać. Zabiorę rurkę z twoich ust, ale postaraj się ich nie zamykać.

Skinęłam lekko głową, a potem poczułam, że rurka wysuwała się spomiędzy moich zębów, więc ją puściłam.

Zamknęłam usta i przełknęłam ślinę.

Gardło mnie nie bolało, co było zaskoczeniem, ale też ulgą.

Jeszcze jedna dobra rzecz.

- Mark tu był - powiedziała mi Ania - ale musiał pójść do administratora szpitala, załatwić opłatę za twoje leczenie…

Przerwała, kiedy usłyszałam, jak do sali wszedł ktoś, ale nie poznałam kto.

Był to lekarz, który przedstawił mi się, powiedział mi trochę o tym, co miałam zranione, jak bardzo i jak długo powinno potrwać leczenie, ale nie powiedział mi najważniejszego.

Więc zapytałam.

- Doktorze… - zawahałam się i przełknęłam ślinę - a co z moimi oczami.

Nastąpiła sekunda przerwy, kiedy wręcz namacalnie poczułam, jak wymieniali się spojrzeniami, ktokolwiek koło mnie był.

- Proszę powiedzieć prawdę - powiedziałam - Przyjmę to.

- Racja - mruknął lekarz - Chodzi jednak o to, że nie wiemy. Jest za wcześnie, żeby powiedzieć na pewno.

Westchnęłam w duchu, bo już to słyszałam.

Kiedy byłam chora, co tydzień lub dwa słyszałam, że było za wcześnie, żeby stwierdzić, czy choroba się cofała, czy już mnie nie będzie bolało, czy będę mogła chodzić i tak dalej.

Nie pozostawało mi nic innego, jak czekać.

Uśmiechnęłam się lekko, ale, jak miałam nadzieję, zapewniająco, podziękowałam mu i słuchałam pożegnania, by odpowiedzieć takim samym.

Nie było to do widzenia.

Zwykłe później.

Ania została ze mną.

- Aniu - zwróciłam się do niej z prośbą o coś, co mnie dręczyło - czy mogłabyś poprosić Evę, żeby mnie odwiedziła?

Musiałam porozmawiać z moją przyjaciółką.

- Dobrze, kochanie - powiedziała Ania, a ja zastanowiłam się przelotnie, skąd ona mogła pochodzić, bo nie mówiła do mnie, jak mawiali tutejsi Słonko, ale kochanie - Maggie też chciała cię odwiedzić.

- Dobrze, ale przede wszystkim Eva, dobrze? - poprosiłam ponownie.

- Tak - szepnęła Ania, a potem usłyszałam gwałtowne otwarcie drzwi po mojej prawej stronie.

- Mark - Ania odezwała się prawie takim warknięciem, jak zdarzało się to mężczyznom - To sala opieki specjalnej. Ostrożniej, proszę.

- Okej - mruknął Mark, a potem poczułam siłę i gorąco jego ciała tuż obok mojego łóżka.

Ojej, jak ja za nim tęskniłam.

- Mark - szepnęłam i wyciągnęłam prawą rękę w jego stronę, zapominając o danej sobie obietnicy, by go odepchnąć od siebie.

Poczułam, że moją rękę coś ogranicza, a Ania złapała mnie za nią, przechylając się nad moim ciałem.

- Lisa - powiedziała znowu tym łagodnym tonem, więc wyobraziłam sobie, że tak mówiła do dzieci, które leczyła - Masz tu wbity wenflon i podłączoną kroplówkę. Nie ruszaj tą ręką zbyt mocno.

Och, więc dostawałam leki, prawdopodobnie przeciwbólowe, przeciwzapalne i nie wiedziałam co jeszcze.

Nie zapytałam lekarza, kiedy tu był i nie zwróciłam uwagi na to, co mówił.

Mark dotarł do mnie, Ania się odsunęła i zrobiła mu miejsce po mojej lewej, więc tam usiadł, prawdopodobnie na krzesełku, wziął moją rękę w swoją dużą, ciepłą dłoń i poczułam na palcach jego oddech.

- Lady - mruknął.

Usłyszałam i poczułam, że Ania wyszła z sali, żegnając się cicho, a potem zostaliśmy we dwójkę.

Więc przeżyłam.

Pamiętałam, że powiedziałam Ani, żeby Mark przeczytał list.

Nie wiedziałam, czy to zrobił.

Myślałam tylko o tym, że Mark musiał się dowiedzieć, że nie mogłam dać mu zdrowych dzieci, nie mogłam dać mu tego, na co zasługiwał, o czy marzył.

Poczułam, że Mark przesunął moją otwartą dłoń na swój szorstki od zarostu policzek, więc, wbrew sobie i swoim myślom, uśmiechnęłam się.

- Drapiesz - powiedziałam cicho.

- Przepraszam - mruknął Mark.

- Będziesz musiał się ogolić - zażartowałam - Bo będziesz mnie drapał po twarzy przy całowaniu.

Ojej, jaka ja była głupia.

Zamiast go odpychać, robiłam mu nadzieję na coś więcej.

Poczułam, że Mark zesztywniał.

- Przepraszam - tym razem jęknął z bólem.

- Mark - szepnęłam ze strachem - co się…

- Miałem cię chronić - Mark mówił z taką pasją, z takim bólem, że skupiłam się na nim - Zawiodłem cię - wyrzucił z siebie, a ja zrozumiałam.

Nie mogłam go odpychać.

Nie mogłam zrobić nic, co mogłoby go zranić, bo już był zraniony.

Czuł się winny tego, że mnie to spotkało.

- Mark - powiedziałam z mocą, poruszając jego ręką na mojej - to była moja wina. Byłam głupia i dałam się mu podejść. Oszukał mnie jak małe dziecko.

- Lisa - Mark zacisnął moje palce w dłoni i przycisnął je do czoła, więc wiedziałam, że skulił się obok mnie.

Wyciągnęłam do niego prawą rękę, ignorując napięcie wenflonu.

- Proszę, kochanie - powiedziałam, kiedy udało mi się dotknąć jego włosów - wysłuchaj mnie. Byłeś zajęty. To ja nie zostałam w domu. Nie zadzwoniłam do Filipa ani do Davida.

- Widziałem to zdjęcie - wyznał mi Mark, podnosząc głowę i łapiąc moją prawą rękę, by odłożyć ją na kołdrę po prawej stronie mnie.

- Och - szepnęłam.

Nie byłam w stanie zrobić nic więcej.

Nie wtedy.

- Dom jest bez ciebie taki pusty - dodał Mark cichym, smutnym tonem, więc wiedziałam na pewno.

Nie mogłam go odpychać, kiedy był w takim stanie.

- Czytałeś list? - zapytałam jednak, by mieć pewność.

- Tak - ton głosu Marka stał się bardziej pogodny, co mnie zaskoczyło.

Zacisnęłam na chwilę wargi, by rozchylić usta z powrotem, kiedy wciągnęłam do nosa powietrze i poczułam ból.

- To wspaniałe - mówił Mark, więc wiedziałam, że nie zrozumiał - Twoja mama cię kochała - tak, wiedziałam, że zwrócił na to uwagę - Twój tata też, chociaż na koniec zepsuł wszystko - wymamrotał to ostatnie, a ja przełknęłam ślinę.

Musiałam to odpuścić.

Porozmawialibyśmy później, kiedy już wróciłabym do domu i Mark inaczej patrzyłby na ostatnie wydarzenia.

Na razie musiałam go zapewnić, że miałam się dobrze i że nie było jego winy w tym, że zostałam poparzona.

- Tak, kochanie - powiedziałam więc łagodnie, a potem rozłożyłam palce lewej dłoni, by go pogłaskać po szorstkim policzku.

- Mógłbyś mnie pocałować? - spytałam z nadzieją w głosie.

Trzymałam wciąż palce na jego policzku, więc czułam, jak jego twarz zbliżyła się do mojej i mogłam podnieść trochę brodę, by dotknąć ustami do jego ust.

Bardzo delikatnie i na pewno zbyt słabo, za krótko.

Tak bardzo brakowało mi jego zapachu i widoku jego pięknych ciemnobrązowych oczu.

Miałam ochotę na więcej, chociaż czułam się bardzo zmęczona.

- Kocham cię - szepnęłam.

- Kocham cię, Lady - mruknął Mark, siadając z powrotem.

Leżałam przez chwilę spokojnie, kiedy mój oddech się uspokajał.

Poczułam zmęczenie, które mogło wynikać z działania leków.

- Śpij spokojnie. Jesteś bezpieczna - usłyszałam jeszcze - Kocham cię do Słońca i Księżyca, moja Księżniczko.

Łzy zakręciły mi się w nosie i nie mogły wypłynąć przez oczy, więc spłynęły mi do gardła, przez co musiałam chrząknąć bardzo nieładnie i nie jak księżniczka.

To dlatego księżniczki nie płaczą.

*****

Cztery dni później

Weszliśmy do naszego domu po tym, jak Mark wjechał swoim pickupem prostu do garażu.

Nie wiem, jak to zrobił, że pozwolili mi opuścić szpital tak szybko, bo ja sobie nie pozwoliłabym wyjść.

Nadal trochę piekło mnie podczas oddychania przez nos, chociaż już nie bolało tak strasznie, a lek, który dostałam do inhalacji i nawilżania twarzy, rozpylany w mgiełkę w specjalnym urządzeniu, które Mark natychmiast kupił, świetnie łagodził wszelkie moje dolegliwości.

Nadal również musiałam mieć w specjalny sposób pielęgnowaną skórę kolan, twarzy i powieki, czego nie mogłam robić sama, bo nie widziałam.

No, właśnie.

Nadal nie widziałam.

Nie musiałam nosić opatrunku na oczach, ale lekarz kazał mi zakładać okulary przeciwsłoneczne przy wychodzeniu na dwór i w ogóle chronić się przed słońcem.

Miałam się zgłosić za tydzień na kontrolę, chyba że „zajdą jakieś nieprzewidziane okoliczności”.

To też już kiedyś słyszałam.

W szpitalu jednak bywało dziwnie.

Nie wiedziałam, co się działo, ale słyszałam przez uchylone drzwi, jak na korytarzu Ania wieczorem następnego dnia po tym, kiedy mnie obudzono, powiedziała do kogoś całkiem głośno „Taylor”, a potem weszła do mojej sali bardzo zadowolona i mówiła do mnie ze śmiechem w głosie.

Na moje pytania odpowiadała jednak wymijająco, więc przestałam pytać, chociaż pomyślałam, że powinnam zapytać o to kiedyś Marka, bo to na pewno była jego sprawka.

To było tego dnia, kiedy odwiedziły mnie zarówno Eva jak i Maggie i mogłam z nimi porozmawiać.

Przyszły razem i początkowo chciałam poprosić, żeby Eva została trochę dłużej, ale potem, sama nie wiedząc dlaczego, w środku rozmowy o czymś innym wypaliłam przy nich wszystkich, bo Ania również była wtedy w moim pokoju:

- Nie mogę dać Markowi zdrowych dzieci.

Poczułam, że wszystkie trzy zamarły w bezruchu na sekundę lub dwie, a później jedna z nich ujęła delikatnie moją rękę.

- Dlaczego tak mówisz, kochanie? - usłyszałam głos Evy.

- W mojej rodzinie skumulowały się złe geny - powiedziałam im, czując taką samą rozpacz, jaką czułam odkąd przeczytałam ten straszny fragment listu od mojego taty.

Usłyszały to.

- Och, kochanie - szepnęła Eva, a w jej głosie usłyszałam łzy.

Podobno Eva często płakała, ale to potwierdzało mój nastrój.

- Kochanie - to był głos Ani - Czy ty wiesz jak działają geny?

Zawahałam się, a potem pokręciłam głową.

Nie wiedziałam, bo nigdy nie interesowała mnie ani trochę biologia, medycyna czy genetyka.

Moimi dziedzinami były matematyka, społeczeństwo i zarządzanie.

- Opowiedz mi, dlaczego tak mówisz - zażądała Ania łagodnym głosem.

Nie byłam już taka pewna, czy mój tata miał rację, ale opowiedziałam jej wszystko, co pamiętałam z listu taty.

Nie odzywała się przez cały czas mojej wypowiedzi, tylko trzymały moje ręce, każda z nich z innej strony, przy czym dłoń Maggie też czułam z ręką Evy lub Ani.

Czułam to.

Wsparcie przyjaciółek.

Nie oceniały, nie mówiły, że mówiłam głupstwa, że nie znałam się.

Słuchały.

Kiedy skończyłam, przez chwilę milczały.

- Z tego, co mówisz i co widzę, mogę ci powiedzieć tylko, że widzę w tobie geny recesywne, które ujawniły się z powodu pokrewieństwa twoich rodziców - wyznała Ania, a ja wciągnęłam przez nos krótki, bolesny wdech, którego natychmiast pożałowałam.

- Co to są te… recesywne? - zapytała Maggie, która najwyraźniej znała się na genach tak, jak ja i byłam jej wdzięczna za to pytanie.

- Cóż, to geny, które ujawniają się tylko, jeśli taki sam odziedziczysz od mamy i taty - wyjaśniła Ania.

Potem poczułam, że znowu zwróciła się do mnie, bo pochyliła się nad łóżkiem w moją stronę.

- To twoje rude włosy, blada skóra i piegi - dokończyła, a mnie otworzyły się usta, które i tak miałam mieć otwarte.

To nie było nic złego, bo Mark lubił we mnie te cechy.

Zresztą, one nie powodowały śmierci dziecka.

Prawda?

- Ale sądzę, że należałoby przeprowadzić badania, skoro ostrzegali twojego tatę przed posiadaniem syna… - kontynuowała Ania - bo może tu chodzić o hemofilię lub którąś z takich chorób, które ujawniają się u dzieci płci męskiej.

- Och - westchnęłam z nadzieją - badania?

- Tak, kochanie - odparła łagodnie Ania - Teraz można zrobić badania genetyczne i sprawdzić, czy ktoś jest nosicielem wadliwego genu.

- Czy możesz… - zaczęłam, ale mi przerwała.

- Myślę, że to byłoby bardzo wskazane w twoim przypadku - wyjaśniła - ale lepiej byłoby, gdybyś miała jakiekolwiek podejrzenia, o jakie choroby chodzi.

- Ja… - przyznałam - Ja nie wiem.

- Cóż - powiedziała Ania bardzo zdecydowanie - Jeśli na to pozwolisz, to Filip wydobędzie dokumentację medyczną twojej mamy i brata.

Nagle nie byłam taka pewna, czy chciałam wiedzieć.

- Lisa, kochanie - Eva odezwała się cicho z mojej drugiej strony, więc odwróciłam tam głowę - Myślę, że powinnaś się zgodzić. Będziesz się lepiej czuła, wiedząc.

Westchnęłam cicho przez rozchylone wargi i skinęłam głową.

- Tak - szepnęłam w stronę Ani - niech to zrobi.

- Ale, wiesz - odezwała się nagle Maggie - Powinnaś powiedzieć o swoich obawach Markowi, on to zrozumie, a teraz martwi się tym, że cię zawiódł.

- Wiem - szepnęłam, bo wiedziałam.

Mark przychodził do mnie dosyć często, o różnych porach, chociaż wiedziałam, że pilnie pracowali z facetami nad złapaniem tego, kto zrobił mi krzywdę.

Był kochany, delikatny, czuły i bardzo troskliwy, ale czułam w nim pokłady poczucia winy, których nie mogłam usunąć zwykłym zapewnianiem go, że to ja zawiniłam.

- Lisa - powiedział delikatnie do mnie Eva - Przecież możecie mieć dzieci, których ty nie urodzisz. Też będą wasze.

Och, tak.

Nie pomyślałam o tym.

Tak się zafiksowałam na tym, że miałam urodzić dzieci Markowi, że nie pomyślałam o tym, że moje przyjaciółki miały dzieci, które nie były przez nie urodzone, ale były ich.

Kochały je tak, jakby je urodziły.

Poczułam się lepiej.

Tak fantastycznie było mieć przyjaciółki.

Więc Ania jeszcze tego samego dnia sprowadziła panią z laboratorium, która pobrała mi próbkę krwi do badań genetycznych.

Pierwsze wyniki, w kierunku nosicielstwa hemofilii miały być już niedługo, a Filip wkrótce miał mi przynieść dokumentację medyczną mojej mamy, żeby określić, jakie badania należało zrobić w następnej kolejności.

Ponieważ nadal nie widziałam, więc musiałam wcześniej powiedzieć o wszystkim Markowi, żeby się nie zdenerwował, że coś przed nim ukrywałam.

To był jeden z powodów, dla których byłam zdenerwowana tym, że tak wcześnie wróciłam do domu.

Drugim powodem było to, że nie czułam się zbyt pewnie z moją ślepotą.

Poprzedniego dnia nauczono mnie poruszania się za pomocą laski, którą Mark, oczywiście, kupił.

Miała jakiś czujnik, więc jak szłam z nią, wyciągniętą przed siebie, bzyczała, kiedy miałam wejść na przeszkodę.

Nie lubiłam tego, że po naszym domu będę musiała poruszać się po omacku, o lasce, nie widząc kominka, nie mogąc obejrzeć z Markiem telewizji.

Dlatego siedziałam na siedzeniu pasażera w samochodzie Marka, chociaż już dawno byliśmy w garażu i usłyszałam, że wrota zamknęły się za nami.

Mark wysiadł w końcu, przeszedł na moja stronę, usłyszałam, jak otwierał moje drzwi, a potem poczułam powiew powietrza z prawego boku.

- Może powinnam zostać w szpitalu - wypaliłam przed siebie.

Poczułam, że Mark zesztywniał przy mnie.

Jaka ja byłam głupia.

Miałam być dzielna, pokazywać mu, że wszystko było w porządku, że go nie oskarżam, a zaczęłam od pokazania mu, że bałam się naszego domu.

- Nie, przepraszam - powiedziałam i wyciągnęłam do niego rękę - Po prostu trochę się boję. Jak będziesz ze mną, to wszystko będzie dobrze.

- Tak - mruknął Mark i poczułam jego dłoń na mojej ręce, więc owinęłam mocno o nią palce i przesunęłam kolana w jego stronę.

Odsunął się, żeby mi ich nie urażać, pomógł mi wyjść z pickupa, a ja poczułam bliską obecność metalu, więc stanęłam i wyciągnęłam tam drugą rękę.

- Chłopaki przyprowadzili twoje Audi - powiedział mi Mark, naprowadzając moją dłoń na dach mojego SUV-a.

Pogłaskałam znaną powierzchnię i nagle zatęskniłam za możliwością samodzielnego pojechania do sklepu.

Nigdy bym się o to nie podejrzewała.

Opuściłam rękę i pozwoliłam poprowadzić się do domu.

Mark był troskliwy i na każdym progu przypominał mi, ile stopni należało wejść w górę lub zejść na dół.

Za wejściem do domu zatrzymał nas i usłyszałam pikanie, kiedy przełączał alarm, a potem dźwięk rozciągania laski, który znałam ze szpitala i Mark dał mi ją do ręki.

Wzięłam ją i ruszyłam przed siebie, jak mnie nauczono, ale wciąż ściskałam drugą ręką dłoń Marka, jakby była jedyną siłą utrzymującą mnie w równowadze.

Więc wiedział, jak się bałam.

Prowadził mnie przez salon, mówiąc cicho, gdzie stały nasze meble, bo przestawił jeden stolik do kawy, bojąc się, że mogłabym na niego wejść.

Pamiętałam dokładnie, gdzie postawiliśmy każdy mebel, więc nie weszłabym na niego, ale to było bardzo miłe z jego strony.

Nie odezwałam się, skupiona na słuchaniu dźwięków wydawanych przez laskę, którą nerwowo ściskałam w dłoni.

Przeszliśmy do korytarza, potem na schody, potem do galerii, którą zobaczyłam oczami wyobraźni urządzoną tak, jak sobie wymarzyłam.

Ania, Eva i Maggie sprawiły, że ożyło we mnie marzenie, by usiąść tam kiedyś z dzieckiem wtulonym w moje kolana.

Może nawet mogłabym mu czytać książkę.

Zobaczymy.

Weszliśmy do naszej sypialni, Mark podprowadził mnie do łóżka, potem do garderoby, a na koniec do drzwi łazienki.

Do łóżka wróciłam sama.

Stwierdziłam, że chyba sobie poradzę w naszym apartamencie.

- Mogę cię tu zostawić? - mruknął Mark, podchodząc za mną do łóżka i pochylając się do mojego policzka.

Odchyliłam głowę do niego, przez sekundę poczułam skronią gładkość jego szczęki, zanim odsunął się, a ja poczułam się opuszczona.

- Tak - mruknęłam, starając się brzmieć naturalnie.

- Co się stało? - Mark udowodnił mi, że był uwrażliwiony na moje nastroje.

- Nic - szepnęłam, a potem zdecydowałam się na szczerość - Tęsknię za twoim dotykiem - powiedziałam, odwracając się do niego przodem.

Podniosłam rękę i znalazłam jego klatkę piersiową tak blisko, że zadrżałam.

- Lady - mruknął Mark z żalem w głosie - Nie chcę cię zranić.

- Przecież możesz mnie pocałować - poprosiłam - We włosy, w usta, w ramię - wymieniałam, a potem poczułam jego rękę na talii.

Oparłam się całym przodem o jego przód i podniosłam głowę tak, jak podnosiłam ją, kiedy miał mnie pocałować.

- Nie wiesz, jak mnie boli to, że cię taką oglądam - powiedział Mark złamanym tonem - Kopię się w myślach, że przeze mnie cierpisz. Nie mogę zobaczyć twoich pięknych, zielonych oczu. Słyszę, jak zatrzymujesz oddech, kiedy weźmiesz go przez nos. Boję się zrobić ci większą krzywdę.

 - Mark - szepnęłam - To nie była twoja wina i to nie będzie lepiej, jeśli się ode mnie odsuniesz. Czy mam pomyśleć, że już ci się nie podobam?

Nie wiedziałam, skąd przyszło mi to do głowy.

Kiedyś uznałabym taki tekst za kokieteryjny, podpuszczający i za niegodny mnie szantaż emocjonalny, ale teraz byłam na wojnie.

A na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone.

Więc, muszę powiedzieć, że ten chwyt zadziałał.

Mark jęknął, pochylił się i pocałował mnie.

Zaczął delikatnie i powoli, ale stopniowo rozgrzał się i wysunął język między moje rozchylone wargi, więc następną walką była walka naszych języków.

Niestety, musiałam zaczerpnąć oddech.

Więc oderwałam się od niego.

Ale nie dosunęłam się, tylko stałam tak blisko, dysząc ciężko i trzymając ręce na jego ramionach, kiedy jego ręce były już: jedna w moich włosach, a druga w mojej koszulce.

- Dziękuję - wyszeptałam.

Mark warknął - Czemu ty ciągle mi dziękujesz, skoro to jest dla mnie czysta przyjemność?

Och, tak myślał?

Nie odpowiedziałam.

Myślałam o czymś innym.

Przesunęłam ręce na jego przód i pomyślałam, że nie mogę tchórzyć i zwlekać z wyznaniem mu tego, co mnie dręczyło od tygodnia, skoro on mówił mi o swoich zmartwieniach.

- Mark - powiedziałam do niego cicho, opuszczając głowę - Musimy porozmawiać o tym liście.

Mark podprowadził mnie kilka kroków, zabrał mi z rąk laskę i skierował w odpowiednią stronę, więc wyczułam nogami brzeg naszego łóżka.

Przez cały ten czas trzymałam obie ręce na nim.

- Tak? - Mark posadził mnie na łóżku i usiadł obok mnie - zauważyłem, że coś cię w nim zdenerwowało, ale nie wiem co.

- Tam… - wciągnęłam wdech, pamiętając już, że musiałam to robić przez usta - Mój tata napisał mi, że w naszej rodzinie skumulowały się złe geny.

Zamilkłam, czekając na jego reakcję, ale ona nie nadeszła.

Mark nawet się nie spiął.

Więc mówiłam dalej.

- Boję się, że nie będę mogła dać ci zdrowych dzieci - wyznałam szeptem.

- To cię tak dręczyło? - ton głosu Marka był lekki, wręcz rozbawiony.

- Tak - szepnęłam z bólem - Marzysz o dzieciach. Chciałam ci je dać.

- Lady - Mark powiedział do mnie zdecydowanym, chociaż delikatnym tonem - To fantastycznie, że tak myślisz, ale możemy mieć dzieci. Przecież wciąż myślisz o tych dzieciach, które nie mają domu. Możemy jakiemuś taki dać.

Ojej, kochałam go.

Nagle po raz kolejny miałam ochotę płakać, kiedy moje kanaliki łzowe wciąż były zatkane, więc wilgoć spłynęła mi do gardła.

Chrząknęłam, pochyliłam się w jego stronę, a on objął dłonią mój kark i przytulił do swojej piersi bok mojej głowy.

- Lady - mruknął z czułością w głosie, po czym przechylił się razem ze mną, położył nas na łóżku tak, że leżał za moimi plecami i trzymał mnie mocno ramionami owiniętymi, jednym wokół moich żeber, a drugim w górze klatki piersiowej, kiedy opierałam bok głowy na jego bicepsie.

Uspokajałam się powoli, kiedy powiedział:

- Chcę ci dać wszystko, ale musisz mi powiedzieć, o czym marzysz.

- Marzę o półkach pełnych książek na galerii przed naszą sypialnią i o stojącym tam głębokim fotelu, w którym będę mogła usiąść z dzieckiem na kolanach - wybełkotałam.

- Tak? - szepnął Mark zachwyconym tonem, jakby ta wizja nagle ogarnęła również jego marzenia.

Milczeliśmy przez chwilę, oboje zatopieni w swoich myślach.

- Poprosiłam Anię, żeby zrobiła mi badania genetyczne - wyznałam mu.

- Dobrze - mruknął Mark.

- Filip ma wyciągnąć dokumentację medyczną mojego brata i mojej mamy, żeby wiedzieć jakich chorób można się spodziewać - zwierzałam się dalej.

Nie widziałam twarzy Marka, ale powinnam poczuć to, jak zesztywniało jego ciało.

I poczułam.

- Zrobiłam źle? - wyszeptałam przestraszona.

- Nie, Lady - mruknął Mark i rozluźnił się - Po prostu nie lubię, jak ktoś za bardzo grzebie w prywatnych aktach moich lub kogoś mi bliskiego.

- Ale to Filip - szepnęłam.

- Tak, masz rację - mruknął Mark, prawie przekonany - To Filip.

Leżeliśmy tak przez dłuższą chwilę, więc poczułam, jak ogarnęło mnie zmęczenie, a potem zasnęłam.

*****

Kilka godzin później

Obudziłam się i od razu wiedziałam, że byłam sama w naszym łóżku.

Nie czułam się pewnie, ale, kiedy usiadłam na łóżku, bez problemów znalazłam stopami jego brzeg, zsunęłam nogi na podłogę, a potem wyciągnęłam rękę do miejsca, gdzie powinna stać szafka nocna.

Była tam.

Leżała na niej moja laska, którą Mark najwyraźniej złożył, i mój telefon.

Telefon, który Filip dostosował dla mnie, to znaczy zdjął poprzednie zabezpieczenia, skoro nie mogłabym odblokować go kodem, przesuwaniem kropek ani wyglądem twarzy.

Teraz odblokowywałam go kciukiem, a dokładniej odciskiem palca, ale Filip ostrzegł mnie, że musiałam do tego mieć czyste i suche ręce.

Drugą sprawą było to, że Filip spędził ze mną pół godziny, by „nauczyć” mój telefon mojego głosu, bo wybieranie numerów odbywało się przez polecenia głosowe.

Wzięłam go teraz do ręki i postanowiłam to wypróbować.

Uaktywniłam go, ustawiłam na wprost swoich ust i powiedziałam cichym, pewnym głosem, jak pokazał mi Filip - Dzwoń do Marka.

Ucieszyłam się, kiedy usłyszałam sygnał wybieranego numeru.

- Yo - Mark odebrał trochę zdziwionym tonem.

- Hej, kochanie - powiedziałam prawie szczęśliwa, że mogłam mu pokazać, jak bardzo byłam samodzielna - Właśnie się obudziłam i idę do łazienki. Gdzie jesteś?

- W kuchni - odpowiedział, ale usłyszałam, że się natychmiast zaczął poruszać - Już do ciebie idę.

- Dobrze - odparłam - Ale chyba sobie poradzę.

- Tak - mruknął Mark i rozłączył się.

Uch!

Uznałam, że zdzwoniłam do niego zbyt szybko.

Potrzebowałam coś zrobić w toalecie, a wolałabym to zrobić bez niego.

Więc wsunęłam telefon do kieszeni luźnych, letnich spodni do kolan, które wciąż miałam na sobie od przyjazdu ze szpitala, złapałam laskę, rozwinęłam ją  i poszłam w stronę łazienki.

Ledwie tam weszłam i znalazłam toaletę, kiedy drzwi się otworzyły.

- Mogłaś na mnie poczekać - Mark odezwał się z zaniepokojeniem w głosie.

- Mark - powiedziałam ciepło, ale z zawstydzeniem - poradzę tu sobie. Czy mógłbyś wyjść…

- Lady - mruknął Mark i usłyszałam jego głos bardzo blisko mnie - Nie musisz się mnie wstydzić.

- Ja… - moje skrępowanie osiągnęło szczyt - Przynajmniej się odwróć.

- No, dobrze - usłyszałam lekką nutkę rozbawienia w jego głosie - Już się odwróciłem.

- Przecież słyszę, że nie - powiedziałam ze złością, bo słyszałam.

Usłyszałam szelest stóp na podłodze, westchnęłam, odłożyłam laskę na bok, rozwiązałam sznurek spodni i zaczęłam je zdejmować z bioder.

Kiedy miałam gołą pupę, wymacałam sedes, a potem zaczęłam powoli i ostrożnie siadać.

Początkowo nie trafiłam, ale wkrótce udało mi się, zrobiłam, co potrzebowałam, wyciągnęłam rękę na pamięć, by znaleźć wiszący tam papier toaletowy, wytarłam się, wstałam, podciągnęłam spodnie i wyciągnęłam rękę, by trafić dłonią na przycisk spłuczki.

Potem schyliłam się, by znaleźć laskę, ale jej nie znalazłam.

Natrafiłam natomiast na rękę Marka.

- Mark - prychnęłam z oburzeniem, bo było oczywiste, że mnie nie posłuchał i podglądał.

- No, dobrze - mruknął bez rozbawienia - Wierzę ci, że sobie poradzisz.

Złość minęła mi w tej samej sekundzie.

Martwił się o mnie.

- Chcesz się wykąpać? - zapytał mnie, a ja stanęłam nagle unieruchomiona.

Bardzo chciałam.

Ale nie wiedziałam, jak byłoby to możliwe, bo on pod prysznicem mógł mieć mytą tylko dolną część ciała, ale ja miałam ranne właśnie kolana.

- Tak - szepnęłam więc i postanowiłam mu wyjaśnić swoje wątpliwości - ale prysznic przecież…

- Lisa - przerwał mi łagodnie - wanna, nie prysznic.

Co, wanna?

Ale jak?

- Słucham? - zapytałam na wydechu i odwróciłam głowę tam, gdzie powinna być wanna, z której jeszcze nie korzystałam.

- Chcesz? - Mark zapytał ponownie, a brzmiał tak, jakby miał dla mnie jakąś niespodziankę, więc skinęłam głową.

Byłam ciekawa.

Zaprowadził mnie w tamtą stronę z dłonią na moich plecach, dokładnie tak, jak prowadził mnie po naszym tańcu i potem jeszcze kilka razy.

Uwielbiałam to.

Zatrzymał mnie, poczułam, że się pochylił i usłyszałam, jak woda zaczęła napełniać wannę.

Potem ręce Marka wróciły do mnie, rozwiązał sznurek moich spodni i zsunął je na podłogę, więc usłyszałam stukot telefonu.

Mark schylił się i poczułam, jak jego obecność się oddaliła na krótką chwilę, kiedy stałam nieruchomo i czekałam.

Potem nagle był blisko, jego palce chwyciły za brzeg mojej koszulki i podjechała do góry, więc podniosłam ręce.

Nie miałam stanika i nagle poczułam się naga.

Nadal miałam na sobie majtki, które podciągnęłam wcześniej ze spodniami, więc teraz one również znalazły się na podłodze.

Wyszłam z nich, kiedy Mark podał mi rękę i kazał to zrobić.

Poczułam, że schylił się i machnął w bok, więc podejrzewałam, że odrzucił moje ubranie gdzieś dalej.

Byłam podniecona.

Stałam naga w naszej łazience naprzeciwko Marka, prawdopodobnie całkiem ubranego, ale nie widziałam tego.

Czułam tylko, że moje sutki zareagowały na to, podobnie jak miejsce między moimi nogami i usłyszałam przyspieszony oddech Marka.

A potem oddalił się, pochylił, usłyszałam, że mieszał wodę, zakręcił kran i znowu do mnie podszedł.

- Lisa - wymamrotał szorstkim głosem - Podniosę cię i włożę do wanny.

- Dobrze - szepnęłam i skinęłam głową.

Ufałam mu.

Podniósł mnie ostrożnie, chwytając jedną ręką moje nogi pod kolanami, a drugą otaczając moje plecy, a potem odwrócił się ze mną z ramionach i zaczął pochylać.

Kiedy moje pośladki dotknęły ciepłej wody, spięłam się, ale natychmiast później rozluźniłam, bo to było bardzo przyjemne.

A potem moje plecy dotknęły jakiegoś oparcia.

Leżałam w wodzie z nogami nad nią, opartymi o jakiś rodzaj rusztowania, podobnie jak moje ramiona.

Moja głowa była oparta wygodnie, niczym w fotelu u fryzjera.

- Och - westchnęłam z radością i uśmiechnęłam się.

- Dobrze? - zapytał Mark, wyraźnie zadowolony z mojej reakcji.

- Tak - westchnęłam ponownie z taką samą radością - Dziękuję.

Przez chwilę Mark nie odzywał się, tylko gładził moje ciało długimi pociągnięciami, dłonią w której trzymał myjkę.

Chciałabym móc czuć zapach płynu do kąpieli, który bez wątpienia był miły i relaksujący, ale nie powiedziałam tego.

Po prostu leżałam tak, odprężając się i sama również gładząc swoją skórę.

- Chcesz, żebym ci umył włosy? - nagle Mark zapytał głosem tak mocno schrypniętym, że pomyślałam o tym, że był bardzo podniecony.

- Poproszę - odparłam cicho, zastanawiając się, w jaki sposób moglibyśmy to rozwiązać.

Rozładować nasze podniecenie tak, by Mark nie czuł, że robił mi krzywdę, a jednocześnie żeby było miło.

Mark polał mi głowę letnią wodą, poczułam, że przeczesywał mi włosy, rozgarniał je, polewał wodą jeszcze raz, a potem odsunął się i usłyszałam charakterystyczny zgrzyt otwierania butelki z szamponem.

A potem poczułam się jak w niebie.

Masował mi skórę głowy jak zawodowy fryzjer.

Ale, ponieważ wiedziałam, że to był on, było mi jeszcze lepiej.

Kiedy przegarnął moje włosy, wtarł szampon w ich końce i zaczął masować skórę mojej głowy, jęknęłam z rozkoszy i zadrżałam.

Chrząknął i nagle zaczął się spieszyć.

Spłukał mi głowę raz, potem jeszcze raz, poczułam, że sięgnął na dno wanny i nagle woda zaczęła się wylewać, powodując u mnie niekomfortowe uczucie ciężkości i zimna.

Usłyszałam odkręcany prysznic, a potem poczułam strumień wody, obmywający łagodnie moje ciało i włosy.

Nie oddychałam prawidłowo, ale słyszałam, że Mark też nie.

Odszedł na krótką chwilę, a potem nagle pojawił się obok, pochylił się i wyciągnął mnie z wanny dokładnie tak, jak mnie tam włożył.

Otaczając mnie ramionami pod kolanami i pod plecami.

Przytulił mnie do siebie i poczułam jego nagi tors.

Zdjął koszulkę.

Oparłam dłoń na włosach na jego klatce piersiowej i odwróciłam twarz w jego stronę, ale on już pochylał się, żeby posadzić mnie na czymś, co okazało się być wygodnym fotelem, wyłożonym prześcieradłem kąpielowym.

Jednym z tych, które kupiłam jakiś czas temu i leżały dotąd nie używane w naszej garderobie.

Znalazł je.

Owinął mnie w prześcieradło, więc zaczęłam wycierać się w nie, a Mark w tym samym momencie podszedł do mojej głowy i owinął mi włosy drugim ręcznikiem.

- Mark - szepnęłam.

- Hm? - mruknął swoje pytanie.

- Proszę - nadal szeptałam, przepełniona nagłą potrzebą.

- O co? - Mark nadal wycierał mi włosy i udawał, że nie zauważał mojego podniecenia.

- Kochanie! - jęknęłam całkiem głośno z desperacją w głosie - Proszę.

Puścił wreszcie moje włosy, przeszedł do mojego przodu i przykucnął tam.

- Nie możemy - wymamrotał, ale usłyszałam to.

Była to dokładnie taka sama potrzeba, jak ta, którą ja czułam.

Rozchyliłam nogi, jednocześnie wyciągając ręce, by mi nie uciekł, wychyliłam się, więc prześcieradło kąpielowe opadło z moich ramion, ale udało mi się złapać jego szyję.

Przyciągnęłam jego głowę do siebie.

Kiedy wreszcie poddał się i mnie pocałował, czułam między nogami, na moim wrażliwym miejscu, jego twardość, osłoniętą drapiącym materiałem spodni, a na piersiach szorstkość włosów jego klatki piersiowej.

Jedną rękę wbiłam w jego włosy, a drugą przesunęłam po jego ramionach w dół, między jego łopatki i poczułam napięcie jego wspaniałych mięśni.

Wygięłam kręgosłup, by wreszcie otrzeć się piersiami o jego klatkę piersiową i zajęczałam w jego usta.

W trakcie tego wsunął palce jednej dłoni w moje włosy, więc, kiedy zajęczałam, odciągnął moją głowę od swoich ust.

- Nie! - krzyknęłam z frustracją.

- Lady - mruknął Mark z rozpaczą - Zranię cię.

Zaśmiałam się niewesoło.

- A pamiętasz, jak ja nie chciałam cię zranić? - spytałam trzymając teraz jedną ręką jego ramiona, a drugą jego szczękę, żeby czuć jego bliskość.

Warknął, pochylił się i pocałował mnie.

To było naglące, gorące, stęsknione i namiętne.

Odzyskałam go.

Odsunął swoje usta z moich warg, ale na szczęście tylko po to, żeby zjechać nimi niżej, na mój dekolt i na moje piersi, co powitałam odchyleniem się w fotelu i głośnym Tak!

Mark pieścił mnie tam, gdzie najbardziej lubiłam, tak, jak najbardziej lubiłam i prawie dochodziłam od tego.

A potem usłyszałam, że rozpiął swoje spodnie i poczułam jego twardość na moim wilgotnym miejscu.

Byłam w ekstazie, ale coś sobie przypomniałam.

- Nie brałam tabletek - wyjęczałam do niego.

- Kurwa - warknął Mark, a ja wzdrygnęłam się.

- Przepraszam, Lady - wymamrotał - Nie mam gumek.

- Może - zawahałam się mu to zaproponować, ale to było moje najbardziej skryte pragnienie, odkąd zobaczyłam, że chyba podobały mu się moje piersi - No, wiesz - szeptałam - Może zrobisz to pieszcząc się o moje piersi?

Poczułam, że Mark zamarł, a potem ujął moje piersi w obie dłonie, więc znowu wygięłam się do niego.

- Jesteś pewna? - spytał, ale już to usłyszałam w jego głosie.

Też tego chciał.

- Tak - szepnęłam, a wyszło to prawie jak moje radosne „tak”, kiedy wreszcie mnie pocałował.

Mark pochylił się, pocałował mnie w usta i poczułam jego uśmiech.

A potem wziął mnie na ręce bez ręcznika i wyszliśmy z łazienki do naszej sypialni.

Słyszałam przy każdym jego kroku dźwięczenie klamry od paska, więc jego spodnie były rozpięte, chociaż niósł mnie tak wysoko, że nie czułam jego męskości na biodrze.

Żałowałam, że nie mogłam go dosięgnąć.

Położył mnie delikatnie na łóżku i zszedł, by zrzucić w pośpiechu swoje ubranie, co usłyszałam, bo uderzało o podłogę.

Zaraz potem poczułam, że łóżko uginało się od jego ciężaru, kiedy położył się wzdłuż mnie, opierając się jednym przedramieniem obok mojej głowy, więc poczułam jego oddech na ustach.

- Jesteś pewna? - spytał znowu, a ja poczułam zniecierpliwienie.

- Daj mi go - warknęłam, przyciągając go do siebie za to ramię, które zdołałam dosięgnąć.

Pocałował mnie, zjechał ustami po mojej szyi, po dekolcie, aż na pierś, którą ujął jedną ręką, złapał sutek kciukiem i palcem wskazującym i zatoczył.

Krzyknęłam z rozkoszy.

- Kurwa - stęknął Mark - jaka gorąca.

Podniósł się, uklęknął nade mną tak, że czułam jego uda po obu stronach moich bioder, a jego męskość na swoim brzuchu i nadal mnie pieścił.

Uwielbiałam to, że był taki sprawny.

Wiłam się pod nim, kiedy nagle przestał, poczułam jego palce między moją skórą a jego męskością, a potem mruknął:

- Obejmij swoje cycki  po bokach i ściśnij do środka.

Zrobiłam, jak mi kazał, co dało mi wspaniałe uczucie jego twardości między moimi piersiami, od czego moja rozkosz poszybowała na niewyobrażalne wyżyny, więc jęknęłam.

Usłyszałam jęk Marka, a potem zaczął się ruszać.

Nigdy w życiu nie spodziewałabym się czegoś tak wspaniałego.

To było jak nasze kochanie się, ale tą częścią mojego ciała, której nikt przez Markiem nie kochał.

Trwało to przez krótką chwilę, kiedy Mark dodatkowo pieścił oba moje sutki na zmianę palcami jednej dłoni, kiedy opierał się na drugiej, wisząc nade mną, a ja wygięłam lekko szyję, by spróbować językiem dosięgnąć jego czubka.

Nie pozwolił mi na to, ale też straciłam kontrolę nad swoim podnieceniem.

Odgięłam głowę i poczułam nadchodzące spełnienie.

- Mark - wyjęczałam - ja zaraz…

- Nie powstrzymuj się - warknął Mark, więc nie powstrzymałam się.

Kiedy krzyczałam swoją rozkosz, usłyszałam jego stęknięcia, a potem poczułam gorące krople na moim dekolcie, szyi i, kiedy się trochę odsunął, na piersiach.

Tak bardzo, bardzo chciałabym zobaczyć jego twarz, by wiedzieć, że go to nie odpychało ode mnie.

Byłam nienormalna.

To nie było normalne, że pieszczoty piersi podniecały mnie tak bardzo, że osiągnęłam przez nie spełnienie.

Ale nadal, byłam wdzięczna, że mi to dał.

- Dziękuję - szepnęłam.

Mark osunął się ciężko obok mnie, a wtedy usłyszałam, że się śmiał.

Uch!

Znowu.

Czemu śmiał się zawsze, kiedy ja najbardziej przeżywałam coś, tego nie rozumiałam.

Ale tym razem zrobiło mi się przykro.

Zaczęłam odsuwać się od niego, żeby znaleźć jakiś ręcznik i zetrzeć z siebie jego nasienie.

- Lisa - wymruczał do mnie czule, zatrzymując mnie przy sobie bez najmniejszego wysiłku - kochanie, uwierz mi, to było bardziej dla mnie niż dla ciebie.

- Ale ja - zagryzłam wargi - podnieca mnie, jak pieścisz moje piersi - wyszeptałam swoje wyznanie.

- Tak jakby zauważyłem - wymruczał z humorem w głosie.

- To nie jest normalne - zwierzyłam mu się.

- Nie jest normalne również to… - zwierzył mi się w zamian - że twoje piersi podniecają mnie tak bardzo, że prawie doszedłem w spodnie, kiedy je po raz pierwszy zobaczyłem.

- Tak? - wyszeptałam z radością i nadzieją.

- Tak - powiedział stanowczo - I żeby była jasność. Nie zauważam w tobie żadnych złych genów.

Zamarłam z otwartymi ustami, co przywykłam robić, chociaż oddech przez nos już mnie nie bolał.

- Wszystko, co widzę… - Mark przeciągnął ręką po moim brzuchu, piersi, dekolcie i szyi, zbierając swoje krople i rozcierając je - to samo piękno. Wyłącznie dobre geny. Dlatego chciałbym, żebyś dała je naszej córce.

- Mark - szepnęłam z radością, a ponieważ właśnie się nade mną pochylił, więc wyszło to wprost w jego usta.

I dało mi pocałunek, jaki zawsze dostawałam przy tej okazji, więc mogłam uznać, że mój Mark wreszcie pogodził się z tym, że musi stać się kreatywny ze względu na moje rany.

Jak był kreatywny w przypadku jego ran.

Kiedy się oderwał, miał jednak coś jeszcze do załatwienia.

- Ale musisz mi wyjaśnić, czemu za każdym razem mi dziękujesz.

Ojej.

Chyba tym razem nie uda mi się tego uniknąć.

1 komentarz: