Lisa
Dobę później
Obudziłam
się kilka minut temu i od razu to poczułam, więc przypomniałam sobie.
Ostatnim
co widziałam, były płomienie.
A
dokładniej ogień strzelający niczym żywy potwór w moją stronę ze sterty
papierów, płonących na stole przede mną.
Zamknęłam
wtedy oczy.
Później
słyszałam głos Davida, uspokajającego mnie, krzyczącego na innych mężczyzn,
rozkazującego wszystkim dookoła.
Słonko, wszystko dobrze. Nie otwieraj
oczu. Już wszystko dobrze.
Nic
nie było dobrze.
Tak
strasznie bolało.
Miałam
nie otwierać oczu, ale i tak nie mogłam.
Bolała
mnie skóra na twarzy, bolały oczy, bolał każdy oddech, nieopatrznie wciągnięty
przez nos.
To
przypomniało mi o oddechu.
Po
przebytej przeze mnie przed kilku laty chorobie, tak zwanej przez lekarzy fibromialgii,
która miała być podobno powikłaniem po boreliozie, o której nawet nie
wiedziałam, że ją przeszłam, nauczyłam się ukrywać ból.
W
tamtej chorobie bowiem przez pół roku bolało mnie wszystko do tego stopnia, że nie mogłam chodzić, siedzieć, utrzymać
długopisu w ręce lub czegokolwiek innego.
Wtedy
ukrywanie bólu, czego nauczyłam się po miesiącu choroby, wynikało z
konieczności ukrywania się przed nazbyt dociekliwymi lekarzami i, przed niezbyt
według mnie tolerancyjnym, tatą.
Teraz
powiedziałabym, że tata denerwował się, bo się o mnie martwił.
Nie
wtedy.
Lekarze
natomiast natychmiast byli gotowi podawać mi kolejne leki, co powodowało, że
byłam godzinami nieprzytomna lub ospała, więc nie mogłam normalnie
funkcjonować.
Nie
lubiłam tego.
Więc
nie pokazywałam tego, że mnie bolało i przez kilka miesięcy żyłam z bólem na co
dzień.
Ale
teraz, po przebudzeniu, stwierdziłam, że oddychałam głównie przez usta, bo
miałam w nich rurkę, która jednak nie wchodziła do gardła.
Ktoś
zadbał o to, bym nie zamykała warg przez sen, żebym ciągle oddychała przez
usta, a wtedy oddech mnie nie bolał.
Więc
to było dobre.
Miałam
wolne, niezabandażowane ręce, nie słyszałam zbyt wiele pikających aparatów
wokół mnie, mogłam się poruszać.
Więcej
dobrego.
-
Lisa - usłyszałam obok siebie łagodny, kobiecy głos.
Poznałam
go.
To
była Ania.
Poruszyłam
lekko palcami lewej ręki, bo Ania była po mojej lewej stronie.
Poczułam
na ręce dotyk jej miękkiej dłoni, a potem pochyliła się nade mną, więc poczułam
ciepło jej ciała.
-
Jesteś w szpitalu - powiedziała delikatnie - Masz poparzoną twarz i kolana.
Zaraz przyjdzie tu lekarz, żeby cię zbadać. Zabiorę rurkę z twoich ust, ale
postaraj się ich nie zamykać.
Skinęłam
lekko głową, a potem poczułam, że rurka wysuwała się spomiędzy moich zębów,
więc ją puściłam.
Zamknęłam
usta i przełknęłam ślinę.
Gardło
mnie nie bolało, co było zaskoczeniem, ale też ulgą.
Jeszcze
jedna dobra rzecz.
-
Mark tu był - powiedziała mi Ania - ale musiał pójść do administratora
szpitala, załatwić opłatę za twoje leczenie…
Przerwała,
kiedy usłyszałam, jak do sali wszedł ktoś, ale nie poznałam kto.
Był
to lekarz, który przedstawił mi się, powiedział mi trochę o tym, co miałam
zranione, jak bardzo i jak długo powinno potrwać leczenie, ale nie powiedział
mi najważniejszego.
Więc
zapytałam.
-
Doktorze… - zawahałam się i przełknęłam ślinę - a co z moimi oczami.
Nastąpiła
sekunda przerwy, kiedy wręcz namacalnie poczułam, jak wymieniali się
spojrzeniami, ktokolwiek koło mnie był.
-
Proszę powiedzieć prawdę - powiedziałam - Przyjmę to.
-
Racja - mruknął lekarz - Chodzi jednak o to, że nie wiemy. Jest za wcześnie,
żeby powiedzieć na pewno.
Westchnęłam
w duchu, bo już to słyszałam.
Kiedy
byłam chora, co tydzień lub dwa słyszałam, że było za wcześnie, żeby
stwierdzić, czy choroba się cofała, czy już mnie nie będzie bolało, czy będę
mogła chodzić i tak dalej.
Nie
pozostawało mi nic innego, jak czekać.
Uśmiechnęłam
się lekko, ale, jak miałam nadzieję, zapewniająco, podziękowałam mu i słuchałam
pożegnania, by odpowiedzieć takim samym.
Nie
było to do widzenia.
Zwykłe
później.
Ania
została ze mną.
-
Aniu - zwróciłam się do niej z prośbą o coś, co mnie dręczyło - czy mogłabyś
poprosić Evę, żeby mnie odwiedziła?
Musiałam
porozmawiać z moją przyjaciółką.
-
Dobrze, kochanie - powiedziała Ania, a ja zastanowiłam się przelotnie, skąd ona
mogła pochodzić, bo nie mówiła do mnie, jak mawiali tutejsi Słonko, ale kochanie - Maggie też chciała cię odwiedzić.
-
Dobrze, ale przede wszystkim Eva, dobrze? - poprosiłam ponownie.
-
Tak - szepnęła Ania, a potem usłyszałam gwałtowne otwarcie drzwi po mojej
prawej stronie.
-
Mark - Ania odezwała się prawie takim warknięciem, jak zdarzało się to
mężczyznom - To sala opieki specjalnej. Ostrożniej,
proszę.
-
Okej - mruknął Mark, a potem poczułam siłę i gorąco jego ciała tuż obok mojego
łóżka.
Ojej,
jak ja za nim tęskniłam.
-
Mark - szepnęłam i wyciągnęłam prawą rękę w jego stronę, zapominając o danej
sobie obietnicy, by go odepchnąć od siebie.
Poczułam,
że moją rękę coś ogranicza, a Ania złapała mnie za nią, przechylając się nad
moim ciałem.
-
Lisa - powiedziała znowu tym łagodnym tonem, więc wyobraziłam sobie, że tak
mówiła do dzieci, które leczyła - Masz tu wbity wenflon i podłączoną kroplówkę.
Nie ruszaj tą ręką zbyt mocno.
Och,
więc dostawałam leki, prawdopodobnie przeciwbólowe, przeciwzapalne i nie
wiedziałam co jeszcze.
Nie
zapytałam lekarza, kiedy tu był i nie zwróciłam uwagi na to, co mówił.
Mark
dotarł do mnie, Ania się odsunęła i zrobiła mu miejsce po mojej lewej, więc tam
usiadł, prawdopodobnie na krzesełku, wziął moją rękę w swoją dużą, ciepłą dłoń
i poczułam na palcach jego oddech.
-
Lady - mruknął.
Usłyszałam
i poczułam, że Ania wyszła z sali, żegnając się cicho, a potem zostaliśmy we
dwójkę.
Więc
przeżyłam.
Pamiętałam,
że powiedziałam Ani, żeby Mark przeczytał list.
Nie
wiedziałam, czy to zrobił.
Myślałam
tylko o tym, że Mark musiał się
dowiedzieć, że nie mogłam dać mu zdrowych dzieci, nie mogłam dać mu tego, na co
zasługiwał, o czy marzył.
Poczułam,
że Mark przesunął moją otwartą dłoń na swój szorstki od zarostu policzek, więc,
wbrew sobie i swoim myślom, uśmiechnęłam się.
-
Drapiesz - powiedziałam cicho.
-
Przepraszam - mruknął Mark.
-
Będziesz musiał się ogolić - zażartowałam - Bo będziesz mnie drapał po twarzy
przy całowaniu.
Ojej,
jaka ja była głupia.
Zamiast
go odpychać, robiłam mu nadzieję na coś więcej.
Poczułam,
że Mark zesztywniał.
-
Przepraszam - tym razem jęknął z bólem.
-
Mark - szepnęłam ze strachem - co się…
-
Miałem cię chronić - Mark mówił z
taką pasją, z takim bólem, że skupiłam się na nim - Zawiodłem cię - wyrzucił z
siebie, a ja zrozumiałam.
Nie mogłam
go odpychać.
Nie
mogłam zrobić nic, co mogłoby go
zranić, bo już był zraniony.
Czuł
się winny tego, że mnie to spotkało.
-
Mark - powiedziałam z mocą, poruszając jego ręką na mojej - to była moja wina. Byłam głupia i dałam się mu podejść. Oszukał mnie jak małe dziecko.
-
Lisa - Mark zacisnął moje palce w dłoni i przycisnął je do czoła, więc
wiedziałam, że skulił się obok mnie.
Wyciągnęłam
do niego prawą rękę, ignorując napięcie wenflonu.
-
Proszę, kochanie - powiedziałam,
kiedy udało mi się dotknąć jego włosów - wysłuchaj
mnie. Byłeś zajęty. To ja nie zostałam w domu. Nie zadzwoniłam do Filipa ani do Davida.
-
Widziałem to zdjęcie - wyznał mi Mark, podnosząc głowę i łapiąc moją prawą
rękę, by odłożyć ją na kołdrę po prawej stronie mnie.
-
Och - szepnęłam.
Nie
byłam w stanie zrobić nic więcej.
Nie
wtedy.
-
Dom jest bez ciebie taki pusty - dodał Mark cichym, smutnym tonem, więc
wiedziałam na pewno.
Nie
mogłam go odpychać, kiedy był w takim stanie.
-
Czytałeś list? - zapytałam jednak, by mieć pewność.
-
Tak - ton głosu Marka stał się bardziej pogodny, co mnie zaskoczyło.
Zacisnęłam
na chwilę wargi, by rozchylić usta z powrotem, kiedy wciągnęłam do nosa
powietrze i poczułam ból.
-
To wspaniałe - mówił Mark, więc wiedziałam, że nie zrozumiał - Twoja mama cię kochała - tak, wiedziałam, że
zwrócił na to uwagę - Twój tata też,
chociaż na koniec zepsuł wszystko - wymamrotał to ostatnie, a ja przełknęłam
ślinę.
Musiałam
to odpuścić.
Porozmawialibyśmy
później, kiedy już wróciłabym do domu i Mark inaczej patrzyłby na ostatnie wydarzenia.
Na
razie musiałam go zapewnić, że miałam się dobrze i że nie było jego winy w tym,
że zostałam poparzona.
-
Tak, kochanie - powiedziałam więc łagodnie, a potem rozłożyłam palce lewej
dłoni, by go pogłaskać po szorstkim policzku.
-
Mógłbyś mnie pocałować? - spytałam z nadzieją w głosie.
Trzymałam
wciąż palce na jego policzku, więc czułam, jak jego twarz zbliżyła się do mojej
i mogłam podnieść trochę brodę, by dotknąć ustami do jego ust.
Bardzo
delikatnie i na pewno zbyt słabo, za krótko.
Tak
bardzo brakowało mi jego zapachu i widoku jego pięknych ciemnobrązowych oczu.
Miałam
ochotę na więcej, chociaż czułam się bardzo zmęczona.
-
Kocham cię - szepnęłam.
-
Kocham cię, Lady - mruknął Mark, siadając z powrotem.
Leżałam
przez chwilę spokojnie, kiedy mój oddech się uspokajał.
Poczułam
zmęczenie, które mogło wynikać z działania leków.
-
Śpij spokojnie. Jesteś bezpieczna - usłyszałam jeszcze - Kocham cię do Słońca i
Księżyca, moja Księżniczko.
Łzy
zakręciły mi się w nosie i nie mogły wypłynąć przez oczy, więc spłynęły mi do
gardła, przez co musiałam chrząknąć bardzo nieładnie i nie jak księżniczka.
To
dlatego księżniczki nie płaczą.
*****
Cztery dni później
Weszliśmy
do naszego domu po tym, jak Mark wjechał swoim pickupem prostu do garażu.
Nie
wiem, jak to zrobił, że pozwolili mi opuścić szpital tak szybko, bo ja sobie
nie pozwoliłabym wyjść.
Nadal
trochę piekło mnie podczas oddychania przez nos, chociaż już nie bolało tak
strasznie, a lek, który dostałam do inhalacji i nawilżania twarzy, rozpylany w
mgiełkę w specjalnym urządzeniu, które Mark natychmiast kupił, świetnie łagodził
wszelkie moje dolegliwości.
Nadal
również musiałam mieć w specjalny sposób pielęgnowaną skórę kolan, twarzy i
powieki, czego nie mogłam robić sama, bo nie widziałam.
No,
właśnie.
Nadal
nie widziałam.
Nie
musiałam nosić opatrunku na oczach, ale lekarz kazał mi zakładać okulary
przeciwsłoneczne przy wychodzeniu na dwór i w ogóle chronić się przed słońcem.
Miałam
się zgłosić za tydzień na kontrolę, chyba że „zajdą jakieś nieprzewidziane
okoliczności”.
To
też już kiedyś słyszałam.
W
szpitalu jednak bywało dziwnie.
Nie
wiedziałam, co się działo, ale
słyszałam przez uchylone drzwi, jak na korytarzu Ania wieczorem następnego dnia
po tym, kiedy mnie obudzono, powiedziała do kogoś całkiem głośno „Taylor”, a
potem weszła do mojej sali bardzo zadowolona i mówiła do mnie ze śmiechem w
głosie.
Na
moje pytania odpowiadała jednak wymijająco, więc przestałam pytać, chociaż
pomyślałam, że powinnam zapytać o to kiedyś Marka, bo to na pewno była jego sprawka.
To
było tego dnia, kiedy odwiedziły mnie zarówno Eva jak i Maggie i mogłam z nimi
porozmawiać.
Przyszły
razem i początkowo chciałam poprosić, żeby Eva została trochę dłużej, ale
potem, sama nie wiedząc dlaczego, w środku rozmowy o czymś innym wypaliłam przy
nich wszystkich, bo Ania również była wtedy w moim pokoju:
-
Nie mogę dać Markowi zdrowych dzieci.
Poczułam,
że wszystkie trzy zamarły w bezruchu na sekundę lub dwie, a później jedna z
nich ujęła delikatnie moją rękę.
-
Dlaczego tak mówisz, kochanie? - usłyszałam głos Evy.
-
W mojej rodzinie skumulowały się złe geny - powiedziałam im, czując taką samą
rozpacz, jaką czułam odkąd przeczytałam ten straszny
fragment listu od mojego taty.
Usłyszały
to.
-
Och, kochanie - szepnęła Eva, a w jej głosie usłyszałam łzy.
Podobno
Eva często płakała, ale to potwierdzało mój nastrój.
-
Kochanie - to był głos Ani - Czy ty wiesz jak
działają geny?
Zawahałam
się, a potem pokręciłam głową.
Nie
wiedziałam, bo nigdy nie interesowała mnie ani trochę biologia, medycyna czy
genetyka.
Moimi
dziedzinami były matematyka, społeczeństwo i zarządzanie.
-
Opowiedz mi, dlaczego tak mówisz - zażądała Ania łagodnym głosem.
Nie
byłam już taka pewna, czy mój tata miał rację, ale opowiedziałam jej wszystko,
co pamiętałam z listu taty.
Nie
odzywała się przez cały czas mojej wypowiedzi, tylko trzymały moje ręce, każda
z nich z innej strony, przy czym dłoń Maggie też czułam z ręką Evy lub Ani.
Czułam
to.
Wsparcie
przyjaciółek.
Nie
oceniały, nie mówiły, że mówiłam głupstwa, że nie znałam się.
Słuchały.
Kiedy
skończyłam, przez chwilę milczały.
-
Z tego, co mówisz i co widzę, mogę ci powiedzieć tylko, że widzę w tobie geny recesywne, które ujawniły się z powodu
pokrewieństwa twoich rodziców - wyznała Ania, a ja wciągnęłam przez nos krótki,
bolesny wdech, którego natychmiast pożałowałam.
-
Co to są te… recesywne? - zapytała
Maggie, która najwyraźniej znała się na genach tak, jak ja i byłam jej
wdzięczna za to pytanie.
-
Cóż, to geny, które ujawniają się tylko, jeśli taki sam odziedziczysz od mamy i
taty - wyjaśniła Ania.
Potem
poczułam, że znowu zwróciła się do mnie, bo pochyliła się nad łóżkiem w moją
stronę.
-
To twoje rude włosy, blada skóra i piegi - dokończyła, a mnie otworzyły się
usta, które i tak miałam mieć otwarte.
To nie było nic
złego, bo Mark lubił we mnie te cechy.
Zresztą,
one nie powodowały śmierci dziecka.
Prawda?
-
Ale sądzę, że należałoby przeprowadzić badania, skoro ostrzegali twojego tatę
przed posiadaniem syna… - kontynuowała Ania - bo może tu chodzić o hemofilię
lub którąś z takich chorób, które ujawniają się u dzieci płci męskiej.
-
Och - westchnęłam z nadzieją - badania?
-
Tak, kochanie - odparła łagodnie Ania - Teraz można zrobić badania genetyczne i
sprawdzić, czy ktoś jest nosicielem
wadliwego genu.
-
Czy możesz… - zaczęłam, ale mi przerwała.
-
Myślę, że to byłoby bardzo wskazane w twoim przypadku - wyjaśniła - ale lepiej
byłoby, gdybyś miała jakiekolwiek podejrzenia, o jakie choroby chodzi.
-
Ja… - przyznałam - Ja nie wiem.
-
Cóż - powiedziała Ania bardzo zdecydowanie - Jeśli na to pozwolisz, to Filip
wydobędzie dokumentację medyczną twojej mamy i brata.
Nagle
nie byłam taka pewna, czy chciałam wiedzieć.
-
Lisa, kochanie - Eva odezwała się cicho z mojej drugiej strony, więc odwróciłam
tam głowę - Myślę, że powinnaś się zgodzić. Będziesz się lepiej czuła, wiedząc.
Westchnęłam
cicho przez rozchylone wargi i skinęłam głową.
-
Tak - szepnęłam w stronę Ani - niech to zrobi.
-
Ale, wiesz - odezwała się nagle Maggie - Powinnaś powiedzieć o swoich obawach
Markowi, on to zrozumie, a teraz martwi się tym, że cię zawiódł.
-
Wiem - szepnęłam, bo wiedziałam.
Mark
przychodził do mnie dosyć często, o różnych porach, chociaż wiedziałam, że
pilnie pracowali z facetami nad złapaniem tego, kto zrobił mi krzywdę.
Był
kochany, delikatny, czuły i bardzo troskliwy, ale czułam w nim pokłady poczucia winy, których nie
mogłam usunąć zwykłym zapewnianiem go, że to ja zawiniłam.
-
Lisa - powiedział delikatnie do mnie Eva - Przecież możecie mieć dzieci,
których ty nie urodzisz. Też będą wasze.
Och,
tak.
Nie
pomyślałam o tym.
Tak
się zafiksowałam na tym, że miałam urodzić
dzieci Markowi, że nie pomyślałam o tym, że moje przyjaciółki miały dzieci,
które nie były przez nie urodzone, ale były ich.
Kochały
je tak, jakby je urodziły.
Poczułam
się lepiej.
Tak
fantastycznie było mieć przyjaciółki.
Więc
Ania jeszcze tego samego dnia sprowadziła panią z laboratorium, która pobrała
mi próbkę krwi do badań genetycznych.
Pierwsze
wyniki, w kierunku nosicielstwa hemofilii miały być już niedługo, a Filip
wkrótce miał mi przynieść dokumentację medyczną mojej mamy, żeby określić,
jakie badania należało zrobić w następnej kolejności.
Ponieważ
nadal nie widziałam, więc musiałam wcześniej powiedzieć o wszystkim Markowi,
żeby się nie zdenerwował, że coś przed nim ukrywałam.
To
był jeden z powodów, dla których byłam zdenerwowana tym, że tak wcześnie
wróciłam do domu.
Drugim
powodem było to, że nie czułam się zbyt pewnie z moją ślepotą.
Poprzedniego
dnia nauczono mnie poruszania się za pomocą laski, którą Mark, oczywiście,
kupił.
Miała
jakiś czujnik, więc jak szłam z nią, wyciągniętą przed siebie, bzyczała, kiedy
miałam wejść na przeszkodę.
Nie
lubiłam tego, że po naszym domu będę musiała poruszać się po omacku, o lasce,
nie widząc kominka, nie mogąc obejrzeć z Markiem telewizji.
Dlatego
siedziałam na siedzeniu pasażera w samochodzie Marka, chociaż już dawno byliśmy
w garażu i usłyszałam, że wrota zamknęły się za nami.
Mark
wysiadł w końcu, przeszedł na moja stronę, usłyszałam, jak otwierał moje drzwi,
a potem poczułam powiew powietrza z prawego boku.
-
Może powinnam zostać w szpitalu - wypaliłam przed siebie.
Poczułam,
że Mark zesztywniał przy mnie.
Jaka
ja byłam głupia.
Miałam
być dzielna, pokazywać mu, że wszystko było w porządku, że go nie oskarżam, a
zaczęłam od pokazania mu, że bałam się naszego domu.
-
Nie, przepraszam - powiedziałam i wyciągnęłam do niego rękę - Po prostu trochę
się boję. Jak będziesz ze mną, to wszystko będzie dobrze.
-
Tak - mruknął Mark i poczułam jego dłoń na mojej ręce, więc owinęłam mocno o
nią palce i przesunęłam kolana w jego stronę.
Odsunął
się, żeby mi ich nie urażać, pomógł mi wyjść z pickupa, a ja poczułam bliską
obecność metalu, więc stanęłam i wyciągnęłam tam drugą rękę.
-
Chłopaki przyprowadzili twoje Audi - powiedział mi Mark, naprowadzając moją
dłoń na dach mojego SUV-a.
Pogłaskałam
znaną powierzchnię i nagle zatęskniłam za możliwością samodzielnego pojechania
do sklepu.
Nigdy
bym się o to nie podejrzewała.
Opuściłam
rękę i pozwoliłam poprowadzić się do domu.
Mark
był troskliwy i na każdym progu przypominał mi, ile stopni należało wejść w
górę lub zejść na dół.
Za
wejściem do domu zatrzymał nas i usłyszałam pikanie, kiedy przełączał alarm, a
potem dźwięk rozciągania laski, który znałam ze szpitala i Mark dał mi ją do
ręki.
Wzięłam
ją i ruszyłam przed siebie, jak mnie nauczono, ale wciąż ściskałam drugą ręką
dłoń Marka, jakby była jedyną siłą utrzymującą mnie w równowadze.
Więc
wiedział, jak się bałam.
Prowadził
mnie przez salon, mówiąc cicho, gdzie stały nasze meble, bo przestawił jeden
stolik do kawy, bojąc się, że mogłabym na niego wejść.
Pamiętałam
dokładnie, gdzie postawiliśmy każdy mebel, więc nie weszłabym na niego, ale to
było bardzo miłe z jego strony.
Nie
odezwałam się, skupiona na słuchaniu dźwięków wydawanych przez laskę, którą
nerwowo ściskałam w dłoni.
Przeszliśmy
do korytarza, potem na schody, potem do galerii, którą zobaczyłam oczami
wyobraźni urządzoną tak, jak sobie wymarzyłam.
Ania,
Eva i Maggie sprawiły, że ożyło we mnie marzenie, by usiąść tam kiedyś z
dzieckiem wtulonym w moje kolana.
Może
nawet mogłabym mu czytać książkę.
Zobaczymy.
Weszliśmy
do naszej sypialni, Mark podprowadził mnie do łóżka, potem do garderoby, a na
koniec do drzwi łazienki.
Do
łóżka wróciłam sama.
Stwierdziłam,
że chyba sobie poradzę w naszym apartamencie.
-
Mogę cię tu zostawić? - mruknął Mark, podchodząc za mną do łóżka i pochylając
się do mojego policzka.
Odchyliłam
głowę do niego, przez sekundę poczułam skronią gładkość jego szczęki, zanim odsunął
się, a ja poczułam się opuszczona.
-
Tak - mruknęłam, starając się brzmieć naturalnie.
-
Co się stało? - Mark udowodnił mi, że był uwrażliwiony na moje nastroje.
-
Nic - szepnęłam, a potem zdecydowałam się na szczerość - Tęsknię za twoim
dotykiem - powiedziałam, odwracając się do niego przodem.
Podniosłam
rękę i znalazłam jego klatkę piersiową tak blisko, że zadrżałam.
-
Lady - mruknął Mark z żalem w głosie - Nie chcę cię zranić.
-
Przecież możesz mnie pocałować - poprosiłam - We włosy, w usta, w ramię -
wymieniałam, a potem poczułam jego rękę na talii.
Oparłam
się całym przodem o jego przód i podniosłam głowę tak, jak podnosiłam ją, kiedy
miał mnie pocałować.
-
Nie wiesz, jak mnie boli to, że cię taką oglądam - powiedział Mark złamanym
tonem - Kopię się w myślach, że przeze mnie cierpisz. Nie mogę zobaczyć twoich pięknych,
zielonych oczu. Słyszę, jak zatrzymujesz oddech, kiedy weźmiesz go przez nos.
Boję się zrobić ci większą krzywdę.
- Mark - szepnęłam - To nie była twoja wina i to nie
będzie lepiej, jeśli się ode mnie odsuniesz. Czy mam pomyśleć, że już ci
się nie podobam?
Nie
wiedziałam, skąd przyszło mi to do głowy.
Kiedyś uznałabym taki tekst za kokieteryjny, podpuszczający i za niegodny mnie szantaż
emocjonalny, ale teraz byłam na wojnie.
A
na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone.
Więc,
muszę powiedzieć, że ten chwyt
zadziałał.
Mark
jęknął, pochylił się i pocałował mnie.
Zaczął
delikatnie i powoli, ale stopniowo rozgrzał się i wysunął język między moje
rozchylone wargi, więc następną walką była walka naszych języków.
Niestety,
musiałam zaczerpnąć oddech.
Więc
oderwałam się od niego.
Ale
nie dosunęłam się, tylko stałam tak blisko, dysząc ciężko i trzymając ręce na
jego ramionach, kiedy jego ręce były już: jedna w moich włosach, a druga w mojej
koszulce.
-
Dziękuję - wyszeptałam.
Mark
warknął - Czemu ty ciągle mi dziękujesz, skoro to jest dla mnie czysta
przyjemność?
Och,
tak myślał?
Nie
odpowiedziałam.
Myślałam
o czymś innym.
Przesunęłam
ręce na jego przód i pomyślałam, że nie mogę tchórzyć i zwlekać z wyznaniem mu
tego, co mnie dręczyło od tygodnia, skoro on mówił mi o swoich zmartwieniach.
-
Mark - powiedziałam do niego cicho, opuszczając głowę - Musimy porozmawiać o
tym liście.
Mark
podprowadził mnie kilka kroków, zabrał mi z rąk laskę i skierował w odpowiednią
stronę, więc wyczułam nogami brzeg naszego łóżka.
Przez
cały ten czas trzymałam obie ręce na nim.
-
Tak? - Mark posadził mnie na łóżku i usiadł obok mnie - zauważyłem, że coś cię
w nim zdenerwowało, ale nie wiem co.
-
Tam… - wciągnęłam wdech, pamiętając już, że musiałam to robić przez usta - Mój
tata napisał mi, że w naszej rodzinie skumulowały się złe geny.
Zamilkłam,
czekając na jego reakcję, ale ona nie nadeszła.
Mark
nawet się nie spiął.
Więc
mówiłam dalej.
-
Boję się, że nie będę mogła dać ci zdrowych dzieci - wyznałam szeptem.
-
To cię tak dręczyło? - ton głosu Marka był lekki, wręcz rozbawiony.
-
Tak - szepnęłam z bólem - Marzysz o dzieciach. Chciałam ci je dać.
-
Lady - Mark powiedział do mnie zdecydowanym, chociaż delikatnym tonem - To
fantastycznie, że tak myślisz, ale możemy
mieć dzieci. Przecież wciąż myślisz o tych dzieciach, które nie mają domu.
Możemy jakiemuś taki dać.
Ojej,
kochałam go.
Nagle
po raz kolejny miałam ochotę płakać, kiedy moje kanaliki łzowe wciąż były zatkane,
więc wilgoć spłynęła mi do gardła.
Chrząknęłam,
pochyliłam się w jego stronę, a on objął dłonią mój kark i przytulił do swojej
piersi bok mojej głowy.
-
Lady - mruknął z czułością w głosie, po czym przechylił się razem ze mną,
położył nas na łóżku tak, że leżał za moimi plecami i trzymał mnie mocno
ramionami owiniętymi, jednym wokół moich żeber, a drugim w górze klatki
piersiowej, kiedy opierałam bok głowy na jego bicepsie.
Uspokajałam
się powoli, kiedy powiedział:
-
Chcę ci dać wszystko, ale musisz mi powiedzieć, o czym marzysz.
-
Marzę o półkach pełnych książek na galerii przed naszą sypialnią i o stojącym
tam głębokim fotelu, w którym będę mogła usiąść z dzieckiem na kolanach -
wybełkotałam.
-
Tak? - szepnął Mark zachwyconym tonem, jakby ta wizja nagle ogarnęła również
jego marzenia.
Milczeliśmy
przez chwilę, oboje zatopieni w swoich myślach.
-
Poprosiłam Anię, żeby zrobiła mi badania genetyczne - wyznałam mu.
-
Dobrze - mruknął Mark.
-
Filip ma wyciągnąć dokumentację medyczną mojego brata i mojej mamy, żeby
wiedzieć jakich chorób można się spodziewać - zwierzałam się dalej.
Nie
widziałam twarzy Marka, ale powinnam poczuć to, jak zesztywniało jego ciało.
I
poczułam.
-
Zrobiłam źle? - wyszeptałam przestraszona.
-
Nie, Lady - mruknął Mark i rozluźnił się - Po prostu nie lubię, jak ktoś za
bardzo grzebie w prywatnych aktach moich lub kogoś mi bliskiego.
-
Ale to Filip - szepnęłam.
-
Tak, masz rację - mruknął Mark, prawie przekonany - To Filip.
Leżeliśmy
tak przez dłuższą chwilę, więc poczułam, jak ogarnęło mnie zmęczenie, a potem
zasnęłam.
*****
Kilka godzin później
Obudziłam
się i od razu wiedziałam, że byłam sama w naszym łóżku.
Nie
czułam się pewnie, ale, kiedy usiadłam na łóżku, bez problemów znalazłam
stopami jego brzeg, zsunęłam nogi na podłogę, a potem wyciągnęłam rękę do
miejsca, gdzie powinna stać szafka nocna.
Była
tam.
Leżała
na niej moja laska, którą Mark najwyraźniej złożył, i mój telefon.
Telefon,
który Filip dostosował dla mnie, to znaczy zdjął poprzednie zabezpieczenia,
skoro nie mogłabym odblokować go kodem, przesuwaniem kropek ani wyglądem
twarzy.
Teraz
odblokowywałam go kciukiem, a dokładniej odciskiem palca, ale Filip ostrzegł
mnie, że musiałam do tego mieć czyste i suche ręce.
Drugą
sprawą było to, że Filip spędził ze mną pół godziny, by „nauczyć” mój telefon
mojego głosu, bo wybieranie numerów odbywało się przez polecenia głosowe.
Wzięłam
go teraz do ręki i postanowiłam to wypróbować.
Uaktywniłam
go, ustawiłam na wprost swoich ust i powiedziałam cichym, pewnym głosem, jak
pokazał mi Filip - Dzwoń do Marka.
Ucieszyłam
się, kiedy usłyszałam sygnał wybieranego numeru.
-
Yo - Mark odebrał trochę zdziwionym tonem.
-
Hej, kochanie - powiedziałam prawie szczęśliwa, że mogłam mu pokazać, jak
bardzo byłam samodzielna - Właśnie się obudziłam i idę do łazienki. Gdzie
jesteś?
-
W kuchni - odpowiedział, ale usłyszałam, że się natychmiast zaczął poruszać -
Już do ciebie idę.
-
Dobrze - odparłam - Ale chyba sobie poradzę.
-
Tak - mruknął Mark i rozłączył się.
Uch!
Uznałam,
że zdzwoniłam do niego zbyt szybko.
Potrzebowałam
coś zrobić w toalecie, a wolałabym to zrobić bez niego.
Więc
wsunęłam telefon do kieszeni luźnych, letnich spodni do kolan, które wciąż
miałam na sobie od przyjazdu ze szpitala, złapałam laskę, rozwinęłam ją i poszłam w stronę łazienki.
Ledwie
tam weszłam i znalazłam toaletę, kiedy drzwi się otworzyły.
-
Mogłaś na mnie poczekać - Mark odezwał się z zaniepokojeniem w głosie.
-
Mark - powiedziałam ciepło, ale z zawstydzeniem - poradzę tu sobie. Czy mógłbyś
wyjść…
-
Lady - mruknął Mark i usłyszałam jego głos bardzo blisko mnie - Nie musisz się
mnie wstydzić.
-
Ja… - moje skrępowanie osiągnęło szczyt - Przynajmniej
się odwróć.
-
No, dobrze - usłyszałam lekką nutkę rozbawienia w jego głosie - Już się
odwróciłem.
-
Przecież słyszę, że nie -
powiedziałam ze złością, bo słyszałam.
Usłyszałam
szelest stóp na podłodze, westchnęłam, odłożyłam laskę na bok, rozwiązałam
sznurek spodni i zaczęłam je zdejmować z bioder.
Kiedy
miałam gołą pupę, wymacałam sedes, a potem zaczęłam powoli i ostrożnie siadać.
Początkowo
nie trafiłam, ale wkrótce udało mi się, zrobiłam, co potrzebowałam, wyciągnęłam
rękę na pamięć, by znaleźć wiszący tam papier toaletowy, wytarłam się, wstałam,
podciągnęłam spodnie i wyciągnęłam rękę, by trafić dłonią na przycisk spłuczki.
Potem
schyliłam się, by znaleźć laskę, ale jej nie znalazłam.
Natrafiłam
natomiast na rękę Marka.
-
Mark - prychnęłam z oburzeniem, bo było oczywiste, że mnie nie posłuchał i
podglądał.
-
No, dobrze - mruknął bez rozbawienia - Wierzę ci, że sobie poradzisz.
Złość
minęła mi w tej samej sekundzie.
Martwił
się o mnie.
-
Chcesz się wykąpać? - zapytał mnie, a ja stanęłam nagle unieruchomiona.
Bardzo
chciałam.
Ale
nie wiedziałam, jak byłoby to możliwe, bo on pod prysznicem mógł mieć mytą
tylko dolną część ciała, ale ja miałam ranne właśnie kolana.
-
Tak - szepnęłam więc i postanowiłam mu wyjaśnić swoje wątpliwości - ale
prysznic przecież…
-
Lisa - przerwał mi łagodnie - wanna, nie prysznic.
Co,
wanna?
Ale jak?
-
Słucham? - zapytałam na wydechu i odwróciłam głowę tam, gdzie powinna być
wanna, z której jeszcze nie korzystałam.
-
Chcesz? - Mark zapytał ponownie, a brzmiał tak, jakby miał dla mnie jakąś
niespodziankę, więc skinęłam głową.
Byłam
ciekawa.
Zaprowadził
mnie w tamtą stronę z dłonią na moich plecach, dokładnie tak, jak prowadził
mnie po naszym tańcu i potem jeszcze kilka razy.
Uwielbiałam
to.
Zatrzymał
mnie, poczułam, że się pochylił i usłyszałam, jak woda zaczęła napełniać wannę.
Potem
ręce Marka wróciły do mnie, rozwiązał sznurek moich spodni i zsunął je na
podłogę, więc usłyszałam stukot telefonu.
Mark
schylił się i poczułam, jak jego obecność się oddaliła na krótką chwilę, kiedy
stałam nieruchomo i czekałam.
Potem
nagle był blisko, jego palce chwyciły za brzeg mojej koszulki i podjechała do
góry, więc podniosłam ręce.
Nie
miałam stanika i nagle poczułam się naga.
Nadal
miałam na sobie majtki, które podciągnęłam wcześniej ze spodniami, więc teraz
one również znalazły się na podłodze.
Wyszłam
z nich, kiedy Mark podał mi rękę i kazał to zrobić.
Poczułam,
że schylił się i machnął w bok, więc podejrzewałam, że odrzucił moje ubranie
gdzieś dalej.
Byłam
podniecona.
Stałam
naga w naszej łazience naprzeciwko Marka, prawdopodobnie całkiem ubranego, ale
nie widziałam tego.
Czułam
tylko, że moje sutki zareagowały na to, podobnie jak miejsce między moimi
nogami i usłyszałam przyspieszony oddech Marka.
A
potem oddalił się, pochylił, usłyszałam, że mieszał wodę, zakręcił kran i znowu
do mnie podszedł.
-
Lisa - wymamrotał szorstkim głosem - Podniosę cię i włożę do wanny.
-
Dobrze - szepnęłam i skinęłam głową.
Ufałam
mu.
Podniósł
mnie ostrożnie, chwytając jedną ręką moje nogi pod kolanami, a drugą otaczając
moje plecy, a potem odwrócił się ze mną z ramionach i zaczął pochylać.
Kiedy
moje pośladki dotknęły ciepłej wody, spięłam się, ale natychmiast później
rozluźniłam, bo to było bardzo
przyjemne.
A
potem moje plecy dotknęły jakiegoś oparcia.
Leżałam
w wodzie z nogami nad nią, opartymi o jakiś rodzaj rusztowania, podobnie jak
moje ramiona.
Moja
głowa była oparta wygodnie, niczym w fotelu u fryzjera.
-
Och - westchnęłam z radością i uśmiechnęłam się.
-
Dobrze? - zapytał Mark, wyraźnie zadowolony z mojej reakcji.
-
Tak - westchnęłam ponownie z taką
samą radością - Dziękuję.
Przez
chwilę Mark nie odzywał się, tylko gładził moje ciało długimi pociągnięciami,
dłonią w której trzymał myjkę.
Chciałabym
móc czuć zapach płynu do kąpieli, który bez wątpienia był miły i relaksujący,
ale nie powiedziałam tego.
Po
prostu leżałam tak, odprężając się i sama również gładząc swoją skórę.
-
Chcesz, żebym ci umył włosy? - nagle Mark zapytał głosem tak mocno
schrypniętym, że pomyślałam o tym, że był bardzo podniecony.
-
Poproszę - odparłam cicho, zastanawiając się, w jaki sposób moglibyśmy to
rozwiązać.
Rozładować
nasze podniecenie tak, by Mark nie czuł, że robił mi krzywdę, a jednocześnie
żeby było miło.
Mark
polał mi głowę letnią wodą, poczułam, że przeczesywał mi włosy, rozgarniał je,
polewał wodą jeszcze raz, a potem odsunął się i usłyszałam charakterystyczny
zgrzyt otwierania butelki z szamponem.
A
potem poczułam się jak w niebie.
Masował
mi skórę głowy jak zawodowy fryzjer.
Ale,
ponieważ wiedziałam, że to był on, było mi jeszcze
lepiej.
Kiedy
przegarnął moje włosy, wtarł szampon w ich końce i zaczął masować skórę mojej
głowy, jęknęłam z rozkoszy i zadrżałam.
Chrząknął
i nagle zaczął się spieszyć.
Spłukał
mi głowę raz, potem jeszcze raz, poczułam, że sięgnął na dno wanny i nagle woda
zaczęła się wylewać, powodując u mnie niekomfortowe uczucie ciężkości i zimna.
Usłyszałam
odkręcany prysznic, a potem poczułam strumień wody, obmywający łagodnie moje
ciało i włosy.
Nie
oddychałam prawidłowo, ale słyszałam, że Mark też nie.
Odszedł
na krótką chwilę, a potem nagle pojawił się obok, pochylił się i wyciągnął mnie
z wanny dokładnie tak, jak mnie tam włożył.
Otaczając
mnie ramionami pod kolanami i pod plecami.
Przytulił
mnie do siebie i poczułam jego nagi tors.
Zdjął
koszulkę.
Oparłam
dłoń na włosach na jego klatce piersiowej i odwróciłam twarz w jego stronę, ale
on już pochylał się, żeby posadzić mnie na czymś, co okazało się być wygodnym
fotelem, wyłożonym prześcieradłem kąpielowym.
Jednym
z tych, które kupiłam jakiś czas temu i leżały dotąd nie używane w naszej
garderobie.
Znalazł
je.
Owinął
mnie w prześcieradło, więc zaczęłam wycierać się w nie, a Mark w tym samym
momencie podszedł do mojej głowy i owinął mi włosy drugim ręcznikiem.
-
Mark - szepnęłam.
-
Hm? - mruknął swoje pytanie.
-
Proszę - nadal szeptałam, przepełniona nagłą potrzebą.
-
O co? - Mark nadal wycierał mi włosy i udawał, że nie zauważał mojego
podniecenia.
-
Kochanie! - jęknęłam całkiem głośno z desperacją w głosie - Proszę.
Puścił
wreszcie moje włosy, przeszedł do mojego przodu i przykucnął tam.
-
Nie możemy - wymamrotał, ale usłyszałam to.
Była
to dokładnie taka sama potrzeba, jak ta, którą ja czułam.
Rozchyliłam
nogi, jednocześnie wyciągając ręce, by mi nie uciekł, wychyliłam się, więc
prześcieradło kąpielowe opadło z moich ramion, ale udało mi się złapać jego
szyję.
Przyciągnęłam
jego głowę do siebie.
Kiedy
wreszcie poddał się i mnie pocałował, czułam między nogami, na moim wrażliwym
miejscu, jego twardość, osłoniętą drapiącym materiałem spodni, a na piersiach
szorstkość włosów jego klatki piersiowej.
Jedną
rękę wbiłam w jego włosy, a drugą przesunęłam po jego ramionach w dół, między
jego łopatki i poczułam napięcie jego wspaniałych mięśni.
Wygięłam
kręgosłup, by wreszcie otrzeć się
piersiami o jego klatkę piersiową i zajęczałam w jego usta.
W
trakcie tego wsunął palce jednej dłoni w moje włosy, więc, kiedy zajęczałam,
odciągnął moją głowę od swoich ust.
-
Nie! - krzyknęłam z frustracją.
-
Lady - mruknął Mark z rozpaczą - Zranię cię.
Zaśmiałam
się niewesoło.
-
A pamiętasz, jak ja nie chciałam cię
zranić? - spytałam trzymając teraz jedną ręką jego ramiona, a drugą jego
szczękę, żeby czuć jego bliskość.
Warknął,
pochylił się i pocałował mnie.
To
było naglące, gorące, stęsknione i namiętne.
Odzyskałam
go.
Odsunął
swoje usta z moich warg, ale na szczęście tylko po to, żeby zjechać nimi niżej,
na mój dekolt i na moje piersi, co powitałam odchyleniem się w fotelu i głośnym
Tak!
Mark
pieścił mnie tam, gdzie najbardziej lubiłam, tak, jak najbardziej lubiłam i
prawie dochodziłam od tego.
A
potem usłyszałam, że rozpiął swoje spodnie i poczułam jego twardość na moim
wilgotnym miejscu.
Byłam
w ekstazie, ale coś sobie przypomniałam.
-
Nie brałam tabletek - wyjęczałam do niego.
-
Kurwa - warknął Mark, a ja wzdrygnęłam się.
-
Przepraszam, Lady - wymamrotał - Nie mam gumek.
-
Może - zawahałam się mu to zaproponować, ale to było moje najbardziej skryte
pragnienie, odkąd zobaczyłam, że chyba podobały mu się moje piersi - No, wiesz
- szeptałam - Może zrobisz to pieszcząc się o moje piersi?
Poczułam,
że Mark zamarł, a potem ujął moje piersi w obie dłonie, więc znowu wygięłam się
do niego.
-
Jesteś pewna? - spytał, ale już to usłyszałam w jego głosie.
Też
tego chciał.
-
Tak - szepnęłam, a wyszło to prawie jak moje radosne „tak”, kiedy wreszcie mnie
pocałował.
Mark
pochylił się, pocałował mnie w usta i poczułam jego uśmiech.
A
potem wziął mnie na ręce bez ręcznika i wyszliśmy z łazienki do naszej
sypialni.
Słyszałam
przy każdym jego kroku dźwięczenie klamry od paska, więc jego spodnie były
rozpięte, chociaż niósł mnie tak wysoko, że nie czułam jego męskości na
biodrze.
Żałowałam,
że nie mogłam go dosięgnąć.
Położył
mnie delikatnie na łóżku i zszedł, by zrzucić w pośpiechu swoje ubranie, co
usłyszałam, bo uderzało o podłogę.
Zaraz
potem poczułam, że łóżko uginało się od jego ciężaru, kiedy położył się wzdłuż
mnie, opierając się jednym przedramieniem obok mojej głowy, więc poczułam jego
oddech na ustach.
-
Jesteś pewna? - spytał znowu, a ja poczułam zniecierpliwienie.
-
Daj mi go - warknęłam, przyciągając
go do siebie za to ramię, które zdołałam dosięgnąć.
Pocałował
mnie, zjechał ustami po mojej szyi, po dekolcie, aż na pierś, którą ujął jedną
ręką, złapał sutek kciukiem i palcem wskazującym i zatoczył.
Krzyknęłam
z rozkoszy.
-
Kurwa - stęknął Mark - jaka gorąca.
Podniósł
się, uklęknął nade mną tak, że czułam jego uda po obu stronach moich bioder, a
jego męskość na swoim brzuchu i nadal mnie pieścił.
Uwielbiałam
to, że był taki sprawny.
Wiłam
się pod nim, kiedy nagle przestał, poczułam jego palce między moją skórą a jego
męskością, a potem mruknął:
-
Obejmij swoje cycki po bokach i ściśnij
do środka.
Zrobiłam,
jak mi kazał, co dało mi wspaniałe uczucie jego twardości między moimi
piersiami, od czego moja rozkosz poszybowała na niewyobrażalne wyżyny, więc
jęknęłam.
Usłyszałam
jęk Marka, a potem zaczął się ruszać.
Nigdy
w życiu nie spodziewałabym się czegoś tak wspaniałego.
To
było jak nasze kochanie się, ale tą częścią mojego ciała, której nikt przez
Markiem nie kochał.
Trwało
to przez krótką chwilę, kiedy Mark dodatkowo pieścił oba moje sutki na zmianę
palcami jednej dłoni, kiedy opierał się na drugiej, wisząc nade mną, a ja
wygięłam lekko szyję, by spróbować językiem dosięgnąć jego czubka.
Nie
pozwolił mi na to, ale też straciłam kontrolę nad swoim podnieceniem.
Odgięłam
głowę i poczułam nadchodzące spełnienie.
-
Mark - wyjęczałam - ja zaraz…
-
Nie powstrzymuj się - warknął Mark, więc nie powstrzymałam się.
Kiedy
krzyczałam swoją rozkosz, usłyszałam jego stęknięcia, a potem poczułam gorące
krople na moim dekolcie, szyi i, kiedy się trochę odsunął, na piersiach.
Tak
bardzo, bardzo chciałabym zobaczyć jego twarz, by wiedzieć, że go to nie
odpychało ode mnie.
Byłam
nienormalna.
To
nie było normalne, że pieszczoty piersi podniecały mnie tak bardzo, że
osiągnęłam przez nie spełnienie.
Ale
nadal, byłam wdzięczna, że mi to dał.
-
Dziękuję - szepnęłam.
Mark
osunął się ciężko obok mnie, a wtedy usłyszałam, że się śmiał.
Uch!
Znowu.
Czemu
śmiał się zawsze, kiedy ja najbardziej przeżywałam coś, tego nie rozumiałam.
Ale
tym razem zrobiło mi się przykro.
Zaczęłam
odsuwać się od niego, żeby znaleźć jakiś ręcznik i zetrzeć z siebie jego
nasienie.
-
Lisa - wymruczał do mnie czule, zatrzymując mnie przy sobie bez najmniejszego
wysiłku - kochanie, uwierz mi, to było bardziej dla mnie niż dla ciebie.
-
Ale ja - zagryzłam wargi - podnieca mnie, jak pieścisz moje piersi -
wyszeptałam swoje wyznanie.
-
Tak jakby zauważyłem - wymruczał z humorem w głosie.
-
To nie jest normalne - zwierzyłam mu się.
-
Nie jest normalne również to… - zwierzył mi się w zamian - że twoje piersi
podniecają mnie tak bardzo, że prawie
doszedłem w spodnie, kiedy je po raz pierwszy zobaczyłem.
-
Tak? - wyszeptałam z radością i
nadzieją.
-
Tak - powiedział stanowczo - I żeby była jasność. Nie zauważam w tobie żadnych złych genów.
Zamarłam
z otwartymi ustami, co przywykłam robić, chociaż oddech przez nos już mnie nie
bolał.
-
Wszystko, co widzę… - Mark przeciągnął ręką po moim brzuchu, piersi, dekolcie i
szyi, zbierając swoje krople i rozcierając je - to samo piękno. Wyłącznie dobre geny. Dlatego chciałbym, żebyś dała je naszej córce.
-
Mark - szepnęłam z radością, a ponieważ właśnie się nade mną pochylił, więc
wyszło to wprost w jego usta.
I
dało mi pocałunek, jaki zawsze dostawałam przy tej okazji, więc mogłam uznać,
że mój Mark wreszcie pogodził się z tym, że musi stać się kreatywny ze względu
na moje rany.
Jak
był kreatywny w przypadku jego ran.
Kiedy
się oderwał, miał jednak coś jeszcze do załatwienia.
-
Ale musisz mi wyjaśnić, czemu za każdym razem mi dziękujesz.
Ojej.
Chyba
tym razem nie uda mi się tego uniknąć.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń