Rozdział 11
Lisa
Kiedy
tylko David odjechał, zabrałam się za robienie dla nas lunchu i przekonałam się
że w kuchni Marka brakuje wielu, nawet tych najpotrzebniejszych, sprzętów.
Nie
miał trzepaczki, miski, miał tylko jedną patelnię i tak dalej.
Ale
nie miał też blendera, tostera, nie mówiąc o grillu elektrycznym, czy robocie
kuchennym.
Miał
wbudowane w szafki niezłą kuchenkę gazową, dużą lodówkę, zmywarkę, mikrofalówkę
i piekarnik, ale to było wszystko.
Mark
przez ten czas postarał się rozstawić i uruchomić ekspres do kawy, żebyśmy
mogli po lunchu wypić dobrą, ale musiałam mu ciągle pomagać, bo nie mógł sobie
poradzić z wieloma czynnościami, posługując się jedną ręką.
Nadal
nie powiedział mi, jakie właściwie odniósł rany, więc na wszelki wypadek nie
pozwalałam mu zbyt dużo robić, ale też wydawało się, że on sam unikał
obciążania lewej ręki i to nie dlatego, że była na temblaku, bo dłoń miał
wolną, chociaż nie poruszał ramieniem.
Może
go bolało?
Po
wyjęciu ekspresu z pudełka podłączył go do gniazdka, włączył pierwsze płukanie
i poszedł poczytać instrukcję.
Nie
odszedł daleko, bo okazało się, że jedyne w zasięgu wzroku krzesło stało przy
wyspie, a w jadalni i salonie nie było przecież innych mebli.
Czytał
mi na głos, jakie kawy mogliśmy zrobić tym ekspresem i jakich przycisków
należało użyć, a ja starałam się zapamiętać, ale nie byłam pewna, czy dam radę,
bo byłam zajęta naszym lunchem.
Udało
mi się zrobić dla nas dwa proste omlety z produktów, które kupiliśmy i nalałam
do dwóch różnych szklanek sok pomarańczowy, który nie zdążył się schłodzić w
lodówce.
Postawiłam
omlety z podgrzanymi w mikrofalówce tostami wyłożone na dwóch różnych talerzach
na blacie wyspy i Mark zerwał się, by pójść szybkim krokiem w stronę jednego z tych
pomieszczeń, których jeszcze nie znałam.
Chwilę później wrócił, pchając przed sobą skórzany
fotel z wysokim oparciem na kółkach.
Okej,
więc Mark miał gdzieś tam urządzone biuro.
Pomyślałam,
że powinien mieć również jakieś pomieszczenie gospodarcze z pralką, ale nie
zapytałam o to.
Usiedliśmy
przy wyspie, zjedliśmy omlety, wypiliśmy sok, a wtedy poczułam, że ogarnia mnie
wreszcie zmęczenie, jakie powinnam przecież poczuć po tylu godzinach spędzonych
w podróży.
Stwierdziłam,
że nie dam rady poczekać na kawę.
-
Śpiąca? - spytał Mark, obserwując, jak zamykały mi się oczy.
-
Mhm - mruknęłam niezbyt składnie, czego nigdy, przenigdy nie zrobiłabym w domu.
Mark
wstał, wyciągnął do mnie rękę i powiedział:
-
Zaniosłem twoją walizkę i moją torbę do naszej sypialni.
Podciągnęłam
się na jego ręce, przysunęłam całym ciałem do niego i zatrzymałam na chwilę oddech,
bo to tak ładnie zabrzmiało: nasza
sypialnia.
A
potem Mark nas poruszył, popychając mnie lekko tuż przed sobą z prawą ręką na
moim krzyżu, jak szliśmy, kiedy odprowadzał mnie na moje miejsce w czasie balu.
Przeszliśmy
na drugą stronę domu, gdzie był ukryty za ścianką działową korytarz, od którego
odchodziły na dwie różne strony dwa łukowate wejścia z trzema schodkami w górę jedno,
a bez schodków drugie.
Mark
powiedział mi, że jedno z nich prowadziło do pokoi gościnnych, a drugie do
sypialni rodziny.
Część
rodzinna.
Weszliśmy
po schodkach w tę część, którą Mark nazwał rodzinną, przeszliśmy obok różnych
drzwi i stanęliśmy przed większą przestrzenią, do której prowadziły następne
trzy szerokie schody.
W
części obniżonej stały dwa przyrządy do ćwiczeń, ale ja zapatrzyłam się na
część, która była wyżej.
Było
tam coś w rodzaju małej galerii wykończonej boazerią z szarego dębu,
oddzielonej od obniżenia drewnianą barierką, na której po lewej stronie w
ścianach były wbudowane puste, otwarte półki.
Wyobraziłam
je sobie natychmiast wypełnione książkami, a w miejscu, gdzie na końcu galerii
była niewielka wnęka z oknem i podwójne drzwi balkonowe, wyobraziłam sobie
głęboki fotel z podnóżkiem, lampą stojącą z abażurem i siebie w tym fotelu z
dzieckiem skulonym na moich kolanach, kiedy czytałabym mu na głos.
Mój
sen.
Moje
najstarsze marzenie.
To
miejsce było tak idealne, że aż nierzeczywiste.
Mark
nie zauważył mojego zagapienia się na to, bo pociągnął mnie w stronę dużych,
podwójnych drzwi, które były po przeciwnej stronie galerii.
Kiedy
je otworzył, ponownie zagapiłam się, ale z innego powodu.
Był
to apartament małżeński z wielką sypialnią, której ściany nie były pomalowane,
a tylko pobielone, z otwartymi dużymi rozsuwanymi drzwiami z listewek,
prowadzącymi do garderoby i drugimi zamkniętymi, które najwyraźniej prowadziły
do łazienki.
Ale
nie było w niej ani jednego mebla.
Ani
jednego!
Prawie
całkowicie pusta, duża przestrzeń.
Zimna
i martwa.
Na
podłodze leżał olbrzymi materac, na którym była rozrzucona pościel, a obok
niego stała na podłodze mała lampka.
I
tyle.
Przy
ścianie stała moja walizka.
Nawet
nie wiedziałam, co w niej było, bo nie ja ją pakowałam.
Stałam
tak, oniemiała i niezdolna do ruchu, kiedy Mark wreszcie zauważył moje
zaskoczenie.
-
Przepraszam - mruknął, podchodząc do mnie - Nie miałem motywacji, żeby to
urządzić. Mama chciała się za to zabrać, moja siostra była gotowa się w to
włączyć, ale ja nie chciałem.
Patrzyłam
nadal na niego bez słowa, bo myślałam tylko o tym, że Mark żył tyle lat bez domu.
Nie
miał nic.
Tak
jak ja.
-
Teraz uważam, że dobrze się stało - mówił dalej Mark - Możesz urządzić to tak,
jak ci się spodoba. Powiedz tylko, czego chcesz.
-
Mark - szepnęłam w końcu, podnosząc dłoń do jego szyi.
A
kiedy wymówiłam jego imię, jego twarz zmieniła się, wciągnął nagle powietrze do
płuc, szarpnął głową do góry, złapał mnie prawą ręką w pasie i przyciągnął do
siebie.
Nareszcie.
Pocałował
mnie tak, jak chciałam, żeby mnie pocałował, odkąd go zobaczyłam w szpitalu,
ale tak dużo się działo, że może lepiej się stało, że zrobił to dopiero w
swojej, w naszej sypialni.
Przesunęłam
jedną rękę na jego obandażowane ramię, drugą wsunęłam w jego krótkie, cudownie
miękkie włosy na karku, przechyliłam głowę i rozchyliłam dla niego wargi.
A
on wziął moje usta w gorącym, mokrym, miażdżącym pocałunku, od którego zmiękły
mi kolana.
Smakował
genialnie.
-
Uwielbiam, jak wymawiasz tak moje imię - powiedział schrypniętym głosem, kiedy
odsunął się ode mnie na kilka centymetrów.
Patrzyłam
z bliska w jego piękne, czarne oczy, uśmiechnęłam się lekko i wydyszałam - Mark.
Warknął,
pochylił się do mnie i znowu mnie pocałował.
W
końcu odsunął się.
Nie
chciałam go puścić, ale jakby nie zauważył mojego oporu, a ja uznałam, że to
dlatego, że był ranny i go to bolało, więc musiałam mu to dać.
Puściłam
go.
-
Przebierz się w piżamę lub dres - rozkazał nadal szorstkim głosem - Dom nie
jest wyziębiony, bo mam ogrzewanie gazowe ustawione na stałą temperaturę, ale
dość niską, więc może być ci chłodno.
Co?
Nie!
-
Nie chcę kłaść się sama - szepnęłam
przestraszona tym, że zamierzał mnie tam zostawić.
Zawahał
się, ale objął mnie i podprowadził do walizki.
-
Okej - powiedział - Zaraz wrócę. Muszę tylko sprawdzić pocztę i pozamykać
wszystko. Tam jest łazienka - pokazał brodą na drzwi, za którymi już wcześniej
podejrzewałam, że była łazienka - jak się przebierzesz, połóż się, a ja do
ciebie przyjdę. Dobrze?
-
Dobrze - szepnęłam i opuściłam ręce.
Pocałował
czubek mojego nosa i odsunął się na dwa kroki.
Stałam
tak przez sekundę, aż zrozumiałam, że czekał, żebym poszła do walizki i do
łazienki.
Więc
to zrobiłam.
Uklękłam
przy walizce, położyłam ją na płasko i otworzyłam.
Na
wierzchu leżała moja skórzana kurtka, którą sama tam włożyłam po tym, jak
przebrałam się w toalecie na lotnisku w Nowym Jorku i brązowe botki.
Wyjęłam
to i położyłam obok walizki na podłodze.
Mark
natychmiast podszedł, schylił się, podniósł to i zaniósł do garderoby.
Pomyślałam,
że miał tam jakieś wieszaki, ale nie sprawdziłam.
Nie
poszłam za nim.
Bo
pod torbą z laptopem, który wyjęłam jako następną, zauważyłam małą foliową, strunową,
przezroczystą torebkę z mini kosmetykami.
Sara
musiała je dla mnie kupić i spakować mi ją na podróż.
Ojej!
W
czasie przesiadek z samolotu na samolot byłam tak zajęta myślą o tym, że Mark
został postrzelony, że nie zauważyłam jej.
A
przecież musiałam wyjmować laptop i to chyba też.
Nie
pamiętałam.
Znowu
zrobiło mi się ciepło koło serca, bo doceniłam to, jak dobrze Sara mnie znała i
jak wspaniale dbała o moje wygody.
Było
tam wszystko, czego potrzebowałam.
Wzięłam
kosmetyki, podniosłam się, zauważyłam, że Mark wychodził już za drzwi sypialni
i poszłam do drzwi łazienki.
A
kiedy otworzyłam je i zrobiłam dwa kroki do środka, zamarłam z zachwytu.
Łazienka
była całkowicie, kompletnie urządzona
i była piękna.
Podłoga
była tu wyłożona jasnym drewnem lub jego imitacją.
Łazienka
była olbrzymia, w całości wyłożona biało, żółto, złotymi kafelkami o różnych
wielkościach i miała elementy dekoracyjne w kolorze postarzanego złota.
Ponieważ
była podzielona na sekcje użytkowe, więc każda z nich została w ten sposób
wyróżniona - wielkością płytek.
Pod
oknem, wzdłuż przeciwległej do drzwi ściany płytki były duże i prostokątne, a stała
tam duża, wolnostojąca, biała wanna na lwich złotych nogach z pazurami, a nad
nią była złota armatura z białą rączką prysznica.
Po
mojej lewej stronie w długim marmurowym blacie osadzone były dwie głębokie, owalne,
białe umywalki, nad którymi wisiało olbrzymie lustro z wbudowanymi kilkoma małymi
złotymi lampkami.
Marmur
był biały z licznymi beżowymi żyłkami, szafki pod umywalkami były białe ze
złotymi rączkami, a kafelki były kwadratowe, dwukolorowe i ułożone w
szachownicę.
Po
mojej prawej była długa przestrzeń, wyłożona drobnymi kafelkami z
połyskującymi, złotymi wstawkami, a oddzielona od reszty szklanymi drzwiami od
sufitu do podłogi i taką samą ścianką, za którymi było widać prysznic,
podzielony na deszczownicę i zwykły natrysk.
W
części po prawej przy drzwiach wejściowych, kącik osłonięty nieprzejrzystym murkiem,
przeznaczony był na sedes i bidet.
Tutaj
też królowały kwadratowe kafelki ułożone w szachownicę.
Do
pełnego urządzenia tej cudownej łazienki brakowało mi jednak ręczników,
prześcieradeł kąpielowych, chodników i tego rodzaju drobiazgów, o jakie powinna
zadbać kobieta.
A
ja byłam kobietą i lubiłam się
otaczać takimi miękkimi drobiazgami.
Rozstawiłam
swoje mini kosmetyki przy wolnej umywalce, bo przy jednej zauważyłam męskie
kosmetyki, które oznaczały, że Mark korzystał z tej łazienki.
Na
blacie leżał jeden biały ręcznik do rąk.
Potem
zrobiłam to, co potrzebowałam, obmyłam się, ale nie kąpałam, przebrałam się w bawełnianą,
bordową piżamę, którą mi spakowano, a wolałam myśleć, że zrobiła to Sara a nie
Frank, umyłam zęby i wyszłam do sypialni.
Weszłam
na materac i nie wiedziałam, co zrobić później.
Usiadłam
po turecku i czekałam.
Kiedy
Mark wszedł przez drzwi do sypialni, patrzyłam na niego i zobaczyłam, jak
zatrzymał się w progu, patrzył na mnie z dziwnym, nieodgadnionym wyrazem
twarzy, by nagle trzema dużymi krokami znaleźć się przy mnie, uklęknąć na
materacu, złapać mnie w swoje ramiona, a właściwie w jedno ramię i wymamrotać
mi do szyi:
-
Witaj w domu, Lady.
Witaj w domu!
*****
Następnego dnia rano
Obudził
nas dzwonek telefonu Marka, leżącego na podłodze obok materaca, na którym
spaliśmy.
Ja
właściwie nie spałam na materacu, bo, sądząc po tym jak się obudziłam, spałam
prawie całkowicie na Marku, chociaż
kiedy się kładliśmy, bardzo uważałam, żeby nie urażać jego rany i położyłam się
obok niego.
Później
mnie przytulił ramieniem.
Później
położyłam się bliżej nogami.
A
później…
Cóż,
nie pamiętam.
Wieczorem
nie kochaliśmy się, co było dla mnie trochę rozczarowujące, ale byłam tak
zmęczona i tak martwiłam się o ramię Marka, które najwyraźniej go bolało,
chociaż tego nie chciał przyznać, że nie nalegałam.
Kiedy
położyliśmy się w pościeli, zawahałam się, ale musiałam go przeprosić za tamte podłe
słowa, nawet, jak byłam bardzo zmęczona podróżą.
Po
prostu musiałam.
Więc
leżałam na plecach obok Marka, bojąc się, że go zranię, jeśli będę leżała na
nim tak, jak miałam ochotę i zbierałam się na odwagę.
-
Mark? - zawołałam cicho.
-
Hm? - mruknął w odpowiedzi.
-
Ja… hmmm - zaczęłam i przerwałam.
-
Co, Lady? - powiedział przytomniejszym głosem i poczułam, że odwrócił głowę w
moją stronę - Mieliśmy to wypracować, a tym celu rozmawiać - przypomniał mi.
-
Tak - szepnęłam i cała odwróciłam się do niego, krzyżując obie ręce przed sobą
na piersiach - Przepraszam za tego e-maila.
-
Lady - mruknął Mark łagodnie i ze zrozumieniem - Wiem, że to babka cię do tego
zmusiła.
Zamilkłam,
bo to było bardzo wspaniałomyślne.
-
Ale to było… - zaczęłam znowu.
-
Nie mówmy o tym - przerwał mi Mark.
Dobrze,
mogliśmy nie mówić o tym.
Ale
miałam coś jeszcze do powiedzenia.
-
Ja… - znowu się zawahałam, bo to nie było łatwe, ale poczułam, że przesunął
ramię nad moją głowę, więc odwrócił się do mnie całkiem bokiem.
Nagle
moja twarz był schowana w jego koszulce, którą włożył do spania i poczułam się
taka bezpieczna, w domu.
-
Jak miałam piętnaście lat - opowiedziałam tam - straciłam dziewictwo z
chłopakiem, z którym chodziłam. Z jedynym,
z którym kiedykolwiek chodziłam. Na drugi dzień opis tego pojawił się w prasie
brukowej, a on przechwalał się tym w szkole… Po tym wydarzeniu zawsze wszędzie
wypatrywałam zdrady.
-
Więc myślałaś, że to ja? Ten artykuł - spytał Mark nieszczęśliwym tonem i
wystraszyłam się.
-
Nie! - krzyknęłam cicho i lekko poderwałam
głowę, ale wtedy trafiłam czołem w jego szyję i tak zostałam.
Przytulona.
-
Ufałam tylko Sarze… Frankowi… a najbardziej tobie
- wyznałam tam szeptem.
-
Dobrze, mała - mruknął Mark.
-
A potem martwiłam się, że pomyślisz sobie… - przerwałam, bo już zakazał mi o
tym mówić, a poza tym, to już nie było ważne.
-
David mi wszystko wytłumaczył - powiedział Mark cichym głosem, a ja ponownie
poczułam wdzięczność, że Mark miał takiego przyjaciela.
Milczeliśmy
przez chwilę i poczułam, że zasypiałam.
-
Chodź tu - mruknął Mark, przewracając się na plecy i przyciągając mnie prawym
ramieniem do swojego boku.
Ułożyłam
się przy nim, z nogami zgiętymi i częściowo splątanymi z jego, z dłonią na jego
klatce piersiowej.
I
bardzo szybko zasnęłam.
I
po raz pierwszy od lat nie miałam jetlag, więc przespałam całą noc.
Wcześniej,
moja drzemka po lunchu poprzedniego dnia trwała dwie godziny i obudziłam się
zdezorientowana.
Marka
nie było ze mną.
Wstałam
i wyszłam z sypialni na jego
poszukiwanie po domu w piżamie, bo nie wiedziałam, która była godzina.
Stwierdziłam,
że powinnam sobie kupić telefon.
Pomyślałam,
że powinnam w ogóle zrobić listę zakupów, bo wciąż chodziły mi po głowie
niedostatki wyposażenia kuchni Marka.
Tak
bardzo marzyłam o gotowaniu mu różnych posiłków, a tu nie mogłam.
Przechodząc
przez dom, notowałam sobie w pamięci kolejne rzeczy, które powinniśmy kupić, aż
się przestraszyłam.
Lista
była wręcz przerażająco długa.
Jakim
cudem mieliśmy mieszkać w tym domu, zrobić go naszym domem i nie oszaleć?
Potrzebowaliśmy
planu.
Usłyszałam
odgłosy rozmowy dochodzące z otwartych drzwi przylegających do bawialni, więc
poszłam w tamtą stronę.
To
było małe biuro, w którym stały półki z segregatorami, duże biurko z
komputerem, kosz na papiery i niewiele więcej.
Męskie
biuro.
Mark
siedział na skórzanym fotelu, który znałam, rozmawiał przez telefon odwrócony w
stronę okna, ale chyba mnie usłyszał, bo zakręcił fotelem i odwrócił się w moją
stronę.
Spojrzał
na mnie i jego oczy się rozjaśniły.
-
O, właśnie wstała - powiedział do telefonu - Tak, mamo. Obiecuję - przerwał i
słuchał z uśmiechem, kiedy ja zamarłam na chwilę ze strachu - Jak tylko trochę
tu wszystko ogarniemy - znowu przerwał, skinął brodą i przewrócił oczami,
wskazując mi, żebym usiadła na kolanach - Dobrze. Przecież obiecałem - słuchał,
kiedy sadowiłam się na nim - Dobrze. Na razie.
Odjął
telefon od ucha, dotknął do kciukiem, patrząc na ekran i odłożył na biurko.
-
Moja mama chce cię jak najszybciej poznać - powiedział do mnie, przesuwając
palcami włosy z mojej skroni na bok głowy - Nie rozmawiałem z nimi odkąd
skończyłem poprzednią pracę i denerwowali się.
-
Mark - szepnęłam.
Zobaczyłam,
jak zmienił mu się wyraz twarzy i przypomniałam sobie, że powiedział, że lubił,
jak tak mówiłam.
Więc
zapragnęłam pokazać mu, że ja też to lubiłam.
Pochyliłam
się do niego i przyłożyłam usta do jego ust.
Pocałowaliśmy
się delikatnie i krótko, co rozumiałam, bo oboje chcieliśmy tego za bardzo,
żeby to było dla Marka zdrowe.
Powinnam
lepiej o niego dbać.
-
Jesteś głodny? - spytałam go, kiedy się odsunęłam.
-
Tak - mruknął, ale patrzył na moje usta w taki sposób, że wiedziałam, że nie
miał na myśli jedzenia i to mi się podobało.
Za
bardzo.
-
Powinniśmy porozmawiać… - powiedziałam - i
zrobić zakupy - dodałam szybko, żeby zapanować nad ogarniającym mnie
podnieceniem.
-
Okej - mruknął Mark i poluzował uchwyt swojego ramienia na moim biodrze - Co
chcesz kupić? - zapytał.
Opanowałam
się w jednej sekundzie.
-
No, wiesz… - powiedziałam ostrożnie - Brakuje tu kilku rzeczy.
Westchnął,
zacisnął usta, spojrzał za moje ramię w stronę wnętrza domu, a potem z powrotem
w moje oczy.
-
Lady - powiedział - nie znam się na tym. Nie jestem fanem zakupów i wyposażania
domu. Może porozmawiasz z moją mamą albo z kimś innym i sama zadecydujesz, co
chcesz tu mieć.
-
Ale to twój dom - powiedziałam
cichutko i nieśmiało, bo nie czułam się dobrze z tym, że miałabym sama urządzać
jego dom.
-
Lisa - powiedział poważnie, naciskając moje biodro, żebym zwracała na niego
pilną uwagę - To są ściany. Wypełnij je. Jak to zrobisz, to będzie nasz dom.
Zapomniałam
jak się oddycha.
Nasz dom.
Kiedy
powiedział to wcześniej, nie dotarło to do mnie.
Teraz,
kiedy powiedział to, co powiedział, znaczenie tych słów mnie przeniknęło, bo
zrozumiałam, że chciał mnie tutaj, w swoim domu.
Pochyliłam
się do jego twarzy.
-
Tak - westchnęłam z zachwytem.
-
Kurwa - warknął, a ja się wzdrygnęłam - To brzmiało nawet lepiej niż moje imię
mówione w taki sam sposób.
Zagapiłam
się na niego i byłam prawie pewna, że miałam rozchylone usta.
To
było takie podniecające, że go
podniecało nawet to, jak mówiłam jego imię, ale przecież postanowiłam
wcześniej, że zadbam o niego, o jego zdrowie.
Jednak
to, co działo się między nami spowodowało, że poczułam pożądanie, było ono
dominujące i obezwładniające i moja kontrola nad własnymi uczuciami zaczęła się
ześlizgiwać.
Oblizałam
wargi.
-
Lisa - warknął Mark, patrząc na to.
Zerwałam
się z jego kolan.
-
Jesteś głodny! - krzyknęłam znowu wysokim
głosem, który wyrażał moją panikę i okręciłam się wokół własnej osi.
Mark
złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-
Lady - mruknął do mnie nieszczęśliwym głosem i ze zmartwionym wyrazem twarzy.
Tak
nieszczęśliwym, że się opanowałam w sekundę, więc oparłam się delikatnie dłonią
o jego ramię, spojrzałam w jego oczy i moja twarz złagodniała.
-
Jesteś ranny - powiedziałam mu coś, co wiedział - Muszę o ciebie zadbać.
Mark
wtedy zaczął wyglądać, jak ktoś, kto dostał najlepszy w życiu prezent, bo jego
oczy się zaświeciły, twarz rozpogodziła i wypchnął oddech.
-
Dziękuję - powiedział z tym oddechem.
-
Nie ma za co - powiedziałam nieco zdziwiona.
-
Jest - mruknął i wtulił twarz w mój brzuch, a ja objęłam go za ramiona i
dopiero wtedy zaczęłam zauważać.
Ojej!
Jego
lewe ramię nie było po prostu opatrzone, ale zostało mocno owinięte bandażem,
którego było dużo, więc nie tylko nie
chciał podnosić tej ręki, ale nie mógł, bo miał bardzo ograniczone ruchy, był jakby związany.
Zastanawiałam
się, jak się ubierał i rozbierał, czy go to nie bolało, dlaczego miał to
opatrzone aż tak mocno?
Czegoś
mi nie powiedział.
Ale
zostawiłam to na później.
Na
razie pocałowałam go lekko w skroń, odsunęłam się i poszłam do sypialni, by
ubrać się, a potem do kuchni, by zrobić nam
kolację.
Nie
udało mi się.
Pół
godziny później zadzwoniliśmy po grillowanego kurczaka na wynos, bo okazało
się, że nie miałam na czym przygotować
kolacji.
Powiedziałam
Markowi, że potrzebuję szybko wybrać
się do sklepu z wyposażeniem do domu.
Dało
nam to okazję do przedyskutowania tego, z
kim mogłabym zabrać się za urządzanie naszego domu.
-
Lady - mówił Mark z przekonaniem - moja mama albo moja siostra to naprawdę
dobre towarzyszki na takie wyprawy jak zakupy do domu.
-
Wiesz… - zawahałam się, bo nie chciałam, żeby poczuł, że odrzucam jego rodzinę
- Jak mieszkaliśmy tu poprzednio, poznaliśmy grupę kobiet.
Zobaczyłam,
że przez jego twarz przepłynęło zrozumienie.
-
Jedna z nich pomogła nam znaleźć odpowiednie meble… - kontynuowałam - inna
mówiła, że wykańcza mieszkania. Czułam, że mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić.
-
Okej - mruknął Mark - więc Maggie i jej grupa - powiedział, pochylił się do
mojej twarzy i pocałował mnie w nos.
Ojej!
Ale
to było miłe.
Ale
skupiłam się na czymś innym.
-
Znasz Maggie? - zapytałam z radością, bo lubiłam ją.
-
To żona Davida - odparł.
No,
tak.
Całkiem
zapomniałam.
Skoro
David mu pomagał, zachowywał się wobec niego jak przyjaciel, to Mark zapewne
poznał już Maggie.
-
Nie poznałem jej - zastrzegł Mark - ale David mi trochę opowiadał, jak działają
te kobiety. Możesz mieć rację. Pomogą ci najlepiej.
Uśmiechnęłam
się z wdzięcznością, że mnie zrozumiał, że nie forsował na siłę mojej
współpracy z jego mamą lub siostrą przy urządzaniu naszego domu.
Mark
spojrzał na mój uśmiech i odwrócił się do blatu kuchennego, od którego
zdążyliśmy się odsunąć, kiedy już zadzwoniliśmy po naszą kolację, by włączyć
ekspres na kawę i wziąć telefon.
Zanim
dostarczyli nam kurczaka, byłam umówiona na następny dzień na spotkanie z Evą w
jej domu, a Mark miał tam ze mną pojechać, żebyśmy poznali się wzajemnie.
Miał
być tam Jimmy i mieli przyjechać Maggie z Davidem, a także Sophie z Alex’em.
Dlatego
właśnie tego ranka leżeliśmy jeszcze na materacu na podłodze sypialni, która
miała stać się naszą sypialnią, kiedy zadzwonił telefon Marka.
Mark
podniósł go, spojrzał na wyświetlacz, spojrzał na mnie i wymamrotał - Muszę
odebrać - kiedy podnosił się i wyczołgiwał spod kołdry nogami do przodu.
W
prawej ręce trzymał telefon i podpierał się na niej na łokciu, a lewą ręką nie
był w stanie nawet podtrzymać przykrycia, które ciągnął za sobą.
Sięgnęłam
na jego brzuch i przytrzymałam to, częściowo podnosząc, by mógł wstać.
Ponownie
pomyślałam o tym, że to usztywnienie jego lewego ramienia przeszkadzało mu
bardziej, niż się do tego przyznawał.
Poprzedniego
wieczoru rozbierałam go z koszulki i pomagałam mu rozpinać i zdejmować spodnie,
co było trudne, bo było bardzo podniecające, ale też zmartwiło mnie, bo
spojrzałam z bliska na jego klatkę piersiową, a poprzednio się jej nie
przyjrzałam.
Mark
miał tam i na brzuchu kilka blizn, które świadczyły dobitnie o tym, że jego
życie nie było ciche i spokojne.
Może
kiedyś mi by o tym opowiedział, ale nie o to mi chodziło.
Martwiłam
się trochę tym, że babka Charlotta szperała w historii jego życia i mogła się
dowiedzieć czegoś, co zechciałaby wykorzystać przeciwko nam.
By
skrzywdzić Marka.
Mogłam
czuć się bezpieczniejsza tyle tysięcy mil od niej, ale bałam się tego, jak
daleko sięgały jej powiązania.
Innym
spostrzeżeniem było to, że bandaż, który Mark miał na ramieniu przypominał
ochraniacz przy grze w football, jaki kiedyś widziałam w telewizji.
Albo
naramiennik w zbroi rycerskiej.
Wokół
ramienia Mark miał inny opatrunek, a ten „ochraniacz” był przywiązany razem z
lewym ramieniem bandażem owiniętym wokół żeber Marka do jego klatki piersiowej.
Więc
w ogóle nie mógł podnosić lewej ręki.
Kiedy
Mark wyszedł z sypialni, wstałam i poszłam do garderoby, gdzie poprzedniego
wieczoru przed snem zostawiłam swoją walizkę.
Częściowo
ją rozpakowałam, ale, po wejściu do garderoby, przekonałam się, że nie mogłam
tego zrobić do końca.
Nie
było tam bowiem żadnych półek, szuflad, a jedynie kilka wieszaków zaczepionych
na hakach sterczących ze ścian.
Westchnęłam.
Z
dwóch powodów.
Po
pierwsze: garderoba była kolejnym miejscem, które musieliśmy urządzić i to
zrobić to szybko.
Po
drugie: w mojej walizce znalazłam nieco bielizny, ze trzy koszulki, ale nic
więcej.
Nie
miałam wiele opcji ubioru.
Tak.
Pakował
ją Frank.
Dobrze,
że pomyślał o spakowaniu mi piżamy, chociaż, śpiąc z Markiem wolałabym jedną z
moich jedwabnych koszulek nocnych.
Chociaż…
to mogłoby być dla nas niezbyt
zdrowe.
Dla
Marka.
Kiedy
nad tym rozmyślałam, Mark wrócił do sypialni, znalazł mnie w garderobie i
przyszedł do mnie, by złapać z pudła, które udawało jego szafkę z ubraniami
jakieś elementy stroju.
-
Prysznic? - zapytał, odwracając się do mnie, a ja zamarłam.
Wspólny
prysznic był czymś, co sobie odmawiałam ze względu na jego zdrowie, chociaż
marzyłam o tym ze względu na swoje… cóż… marzenia.
-
Wspólny? - spytałam i wyszło to bez tchu.
-
Tak! - ciepło szepnął Mark, ale nie przysunął się do mnie, tylko wyciągnął prawą
rękę po tym, jak na lewej przewiesił ubrania.
Schwyciłam
jego dłoń, a on pociągnął mnie w stronę
łazienki.
Kiedy
tam byliśmy, dowiedziałam się, że Mark miał jakieś ręczniki i były one
pochowane w szafkach pod umywalkami, ale było ich bardzo mało.
Tak,
koniecznie musiałam kupić kilka i to szybko.
Rozebraliśmy
się, zanim weszliśmy do kabiny prysznicowej, a ja musiałam przy tym pomóc
Markowi, ale tym się nie martwiłam.
Martwiłam
się, bo zastanawiałam się, jak go umyć, żeby nie zamoczyć mu opatrunku na lewym
ramieniu.
Wyglądało
na to, że Mark się nie martwił.
Niczym.
Kiedy
zdjęłam bluzę od piżamy, patrzył wyłącznie na moje piersi i zamruczał z
zachwytem.
Zawstydziłam
się.
Mark
spojrzał w moje oczy z rozbawieniem.
-
Nie sądziłem, że z twoim temperamentem będziesz się wstydziła być przy mnie
naga - powiedział, a to rozbawienie zabrzmiało również w jego głosie.
A
to co miało znaczyć?
Tak,
będziemy musieli kiedyś sobie wszystko wyjaśnić.
Ale
nie wtedy.
Wtedy
Mark zdjął bowiem spodnie od piżamy i zobaczyłam, że był gotowy na mnie,
twardy, drgający i piękny dokładnie tak, jak to zapamiętałam.
Jęknęłam
z zachwytu.
Weszliśmy
do kabiny prysznicowej, a Mark uruchomił moduł, który obmywał nas od pasa w
dół, więc nie moczył jego bandaży, co było bardzo dobre.
Nałożyłam
nieco żelu do kąpieli na dłonie i potarłam je, by zrobić pianę, a potem
zaczęłam myć to ciepłe, silne ciało, którego witalność tak uwielbiałam.
Mark
mi na to pozwolił, trzymając moje biodro wolną ręką i patrząc przez cały czas w
moje oczy.
No,
może niezupełnie, bo ja patrzyłam na to, jak przesuwały się moje dłonie, a
właściwie po czym.
Ujęłam
jego męskość i zaczęłam go myć, chociaż nie wiedziałam, co mogłabym zrobić,
żeby było mu dobrze.
Podczas
moich sesji seksu to moi kochankowie starali się mnie zaspokoić, a nie ja ich, więc nie umiałam pieścić mężczyzny.
Przeciągnęłam
dłonią, owijając palce wokół niego, a Mark jęknął.
Kiedy
spojrzałam na niego, zobaczyłam, że odchylił głowę, a na jego twarzy widniał
wyraz rozkoszy.
-
Dobrze? - wyrwało mi się.
-
Tak - mruknął i spojrzał na mnie - Możesz mocniej zacisnąć paluszki.
Zrobiłam
to, a on jęknął ponownie, tym razem głośniej.
-
Jak zrobisz to jeszcze raz, dojdę ci w ręce - powiedział - A wolałbym w tobie,
najlepiej razem z tobą.
Przysunęłam
całe ciało do niego.
-
Mark - wypchnęłam powietrze w jego usta - Boję się, że zrobię ci…
-
Możemy być kreatywni - stwierdził Mark warczącym, szorstkim głosem, po którym
poznałam, że był bardzo, bardzo mocno
podniecony.
To
wpłynęło na moje podniecenie, więc zadrżałam.
Mark
to zauważył.
Odsunął
się, więc straciłam jego męskość z dłoni, gwałtownie odwrócił mnie przodem do
ściany, więc obie dłonie podniosłam tak, żeby się tam oprzeć i pociągnął moje
biodra do siebie.
Ojej!
No,
dobra.
Tak też nigdy tego
nie robiłam.
Więc
chyba byłam bardzo mało doświadczona
pomimo tylu kochanków.
Wcześniej
sobie pochlebiałam.
Mark
ustawił moje biodra, przez ramię zobaczyłam, że patrzył na moją pupę z zachwytem, a później ujął swoją męskość
w dłoń i naprowadził ją na moje wrażliwe miejsce.
-
Pomóż mi, Lady - mruknął.
-
Jak? - szepnęłam przez ramię.
-
Rozchyl swoją cipkę paluszkami - zawarczał Mark takim tonem, że wciągnęłam
powietrze, a nogi mi zadygotały.
Chyba
zrobiłam się mokra i to nie od wody, która nas wciąż obmywała.
Sięgnęłam
między swoje nogi i dotknęłam się tam, gdzie dotykałam się ostatnio, kiedy
wspominałam naszą wspólną noc.
Natychmiast
przeszło mnie rozkoszne wspomnienie, więc wygięłam się mocniej w stronę bioder
Marka, rozchyliłam dwoma palcami swoje wejście, a potem poczułam jego czubek i
nagle pchnął, i wszedł.
Odchyliłam
głowę, wyginając mocno kręgosłup i krzyknęłam z rozkoszy.
Tak!
Miałam
go w sobie.
Tęskniłam
za tym.
Mark
nie zatrzymał się, ale zaczął jechać we mnie mocno i gwałtownie, chrząkając
przy tym z rozkoszy i wbijając palce w moje biodro.
To
był tak dobre, że przez chwilę trzymałam się obiema rękoma ściany, ale bardzo
szybko moja rozkosz wybiła mnie na takie wyżyny, że znowu zajęczałam, wygięłam
się tak, że uderzyłam głową w jego ramię, a prawą rękę przesunęłam na jego
dłoń.
To
ostatnie zrobiłam głównie dlatego, że Mark podczas mojego wyginania się
przesunął rękę z mojego biodra na moją pierś, chwycił ją tak, że mój sterczący
sutek znalazł się między jego placami i ścisnął.
A
to było jeszcze lepsze.
-
Pieść się - warknął Mark, a ja bez chwili wahania przesunęłam rękę z jego dłoni
na moje wrażliwe miejsce i od razy trafiłam na twardy guziczek łechtaczki.
Tak,
wiedziałam co to i wiedziałam, jak
lubiłam ją pieścić.
Więc
to zrobiłam.
-
Mark! - krzyknęłam, a on zrozumiał.
-
Nie powstrzymuj się - warknął.
Więc
się nie powstrzymywałam.
Rozkosz,
jaką mi dawał, jaką sama sobie dawałam, była tak wielka, że odleciałam.
Krzyknęłam,
zadrżałam i zacisnęłam wszystkie mięśnie.
Zacisnęłam
go w sobie.
Mark
ruszył się kilka razy, gubiąc rytm, zajęczał przeciągle i poczułam, że drgał we
mnie, kiedy zacisnął palce na mojej piersi prawie boleśnie.
Cudownie.
Ten
ból spowodował, że resztką świadomości poczułam nową falę rozkoszy, poruszyłam
jeszcze raz palcami na łechtaczce i znowu krzyknęłam, kiedy to mnie
przeniknęło.
A
potem z trudem podniosłam rękę, by oprzeć się o ścianę, kiedy zwiesiłam głowę i
dyszałam, ledwie utrzymując się na trzęsących się nogach.
-
Lady - szepnął Mark za moimi plecami, owijając mnie w pasie prawą ręką.
Bał
się, że mogłam się przewrócić, a on by mnie wtedy nie utrzymał.
-
Dobrze - mruknęłam - Dam radę. Daj mi chwilkę.
Poczułam
jego usta na plecach, ale nie poruszył się.
Trwaliśmy
tak kilka sekund, a potem Mark wysunął się naturalnie, odsunął się od moich
bioder i przeszedł na bok, żeby spojrzeć na moją twarz.
Wyprostowałam
się, podniosłam głowę, uśmiechnęłam się drżącym uśmiechem, spojrzałam w jego
czarne, zaniepokojone oczy i uniosłam rękę, żeby dotknąć jego policzka.
Był
nieogolony.
Przysunęłam
palcami po szorstkiej od zarostu szczęce, a potem sięgnęłam ustami do jego ust
i złożyłam tam delikatny pocałunek.
-
Dziękuję - szepnęłam - Mam nadzieję, że nie zrobiłeś sobie krzywdy.
Patrzył
na mnie przez chwilę z zaskoczeniem w oczach, a potem odrzucił głowę do tyłu i
zaśmiał się.
Kochałam
ten dźwięk.
Uświadomiłam
sobie właśnie, że nigdy nie śmiał się przy mnie.
Jego
śmiech był głęboki, basowy, huczący i przenikał
mnie do wnętrza.
Ale
nie rozumiałam, czemu się śmiał.
Kiedy
przestał, byłam już prawie przytomna, stałam pewnie na nogach, więc odwróciłam
się przodem do niego.
Zauważył,
że się zdenerwowałam.
-
Lady - mruknął czule - To było bardziej dla mnie niż dla ciebie.
Co?
Nie
widziałam tego w ten sposób.
-
Chciałem cię, odkąd pochyliłem się nad tobą w tym pieprzonym szpitalnym łóżku -
wyznał, a potem dodał po chwili wahania - Chociaż martwiłem się, że zemdlałaś.
-
Och - szepnęłam.
-
Ale cholernie wspaniale jest wiedzieć, że to było dla ciebie takie zajebiste, że uważasz, że zrobiłem
to dla ciebie - dodał cicho, pochylając się nade mną, by pocałować mnie i
zrobił to z otwartymi ustami, wysuniętym językiem, powoli, leniwie, ale
dokładnie i dogłębnie.
Kiedy
skończył, odsunął się, podał mi żel do kąpieli i zaczął się myć.
-
To nie jest wspaniałe słyszeć, że
potrafisz tak kląć - zauważyłam poważnie, chociaż nogi na nowo mi drżały i
dyszałam.
Zlekceważył
moje stwierdzenie, chociaż się uśmiechnął.
-
Myj się, Lady - mruknął - Ja zaraz skończę, wyjdę, żeby zrobić nam śniadanie, a
ty sobie powoli się szykuj do wyjścia. Suszarkę do włosów zostawię ci na
blacie.
Zmartwiłam
się, że będzie miał problemy z wycieraniem się i ubieraniem, ale nie
powiedziałam na ten temat ani słowa.
Właściwie
to lubiłam, jak się tak rządził.
Ale
tylko wtedy, jak mogłam go słuchać.
*****
Mark
Mark
przyszykował zapiekane tosty na śniadanie, zaparzył dla Lisy herbatę i zrobił
dla siebie kawę, zanim jego Lady dołączyła do niego w kuchni.
Myślał
o tym, jak zobaczył ją po raz pierwszy siedzącą po turecku na swoim materacu, w
swojej sypialni, którą tak bardzo chciał zrobić ich sypialnią.
Pomyślał,
że piękniej wyglądała tylko wtedy, kiedy leżała na swoim wielkim łóżku naga,
rozłożona i czekająca na niego.
Lisa
weszła do kuchni.
Była
ubrana w dżinsy, zieloną koszulkę i była boso.
Włosy
ułożyła w miękkie fale i zostawiła rozpuszczone, co Mark uwielbiał.
Jego
kobieta w jego domu.
Musiał
o nią zadbać.
Chciał
o nią zadbać.
Mieli
umówione spotkanie z kobietami w domu Evy dopiero na dwunastą, ale wcześniej
Mark chciał, żeby pojechali do dealera Audi, by Lisa wybrała dla siebie
samochód i do salonu, żeby kupić jej telefon.
Po
południu natomiast Mark umówił się z Filipem w jego mieszkaniu.
Filip
był komputerowym geekiem, który kiedyś pracował niezbyt legalnie, włamując się
do różnych systemów, żeby wymusić haracz za ochronę sieci wewnętrznej różnych
firm.
Obecnie
pracował legalnie, ale pozostało mu mieszkanie z wyposażeniem godnym sali
kontrolnej FBI.
Mark
rozmawiał z nim tego ranka o możliwości połączenia się Lisy z Sarą przez
Internet, by jego Lady przekazała przyjaciółce, że ma się dobrze, że jest
bezpieczna i by dowiedziała się, co się działo w jej domu.
Musiał
o tym z Lisą porozmawiać.
Zaczął
jednak od czego innego.
-
Lisa - odezwał się, kiedy jadła ze smakiem przygotowaną przez niego kanapkę -
Pojedziemy moim samochodem. Ale ty będziesz prowadziła.
Przerwał
i patrzył na to, jak nie zaprotestowała, a nawet uśmiechnęła się lekko, a jej
oczy stały się ciepłe.
Hmmm.
Nie
rozumiał tego, ale postanowił zapytać o to później.
-
Chcę, żebyś kupiła dzisiaj kilka rzeczy - kontynuował - Zastanów się czego
chcesz. Najpierw pojedziemy po telefon i do dealera Audi.
Skinęła
głową, a jej oczy stały się nawet bardziej ciepłe.
Więc
lubiła to, że o nią dbał.
-
U kobiet nie hamuj się - mówił dalej - Ten dom ma być nasz. Jak jest któraś,
która pomoże ci go umalować, wynajmij ją, a ja zapłacę. Jak jest któraś, która
sprzeda ci meble lub podpowie gdzie takie kupić, kup je, a ja zapłacę. Ale ja
nie mam żadnej wizji. Nie zamierzam wtrącać się i protestować - powiedział jej
wprost - Chcę, żebyś miała to wszystko, czego zechcesz.
Popatrzył,
jak gryzła swojego tosta i podniósł swojego do ust.
-
No, chociaż lubiłbym - wymamrotał do niego - żeby nasza sypialnia przypominała
twoją w Anglii.
Odłożyła
niedojedzony tost i wstała ze swojego krzesła.
Kiedy
ona wstała, on odłożył swoje jedzenie, zaskoczony jej działaniami.
Podeszła
do niego, żeby pochylić się i pocałować jego usta, kiedy objęła go ramionami.
-
Kocham cię - szepnęła tam i Mark uznał, że to było jeszcze lepsze niż jego
imię, czy tak wyszeptane przez nią w
ten sposób.
Objął
ją prawym ramieniem i przycisnął do siebie, patrząc do góry w jej oczy, kiedy
tak stała nad nim.
-
Też cię kocham, Lady - odpowiedział i chciał ją znowu pocałować, ale
zesztywniała.
Nagle
jej oczy stały się lśniące, a potem zaczęła się trząść i w końcu rozpłakała się.
-
Lisa - szepnął czule, odgarnął jej włosy za ucho i patrzył, jak łzy płynęły po
jej policzkach, kiedy zaczęła się śmiać.
-
Kochasz mnie? - zapytała przy tym całkiem głośno.
Nie
rozumiał czemu do cholery właściwie o to pytała.
A
kiedy już miał spytać, krzyknęła odkrywczo - Kochasz mnie!
Uśmiechnął
się, skinął głową, a potem ją przyciągnął do siebie, żeby ją wreszcie
pocałować.
Więc
tak, to było oficjalne.
Jego
kobieta była lekko lub trochę bardziej szalona.
Miała
temperament całkowicie zgodny z kolorem jej włosów.
Nie
była ani trochę zimna.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń