poniedziałek, 17 października 2022

11 - Czego chcesz

Rozdział 11

Czego chcesz

Lisa

 

 

Kiedy tylko David odjechał, zabrałam się za robienie dla nas lunchu i przekonałam się że w kuchni Marka brakuje wielu, nawet tych najpotrzebniejszych, sprzętów.

Nie miał trzepaczki, miski, miał tylko jedną patelnię i tak dalej.

Ale nie miał też blendera, tostera, nie mówiąc o grillu elektrycznym, czy robocie kuchennym.

Miał wbudowane w szafki niezłą kuchenkę gazową, dużą lodówkę, zmywarkę, mikrofalówkę i piekarnik, ale to było wszystko.

Mark przez ten czas postarał się rozstawić i uruchomić ekspres do kawy, żebyśmy mogli po lunchu wypić dobrą, ale musiałam mu ciągle pomagać, bo nie mógł sobie poradzić z wieloma czynnościami, posługując się jedną ręką.

Nadal nie powiedział mi, jakie właściwie odniósł rany, więc na wszelki wypadek nie pozwalałam mu zbyt dużo robić, ale też wydawało się, że on sam unikał obciążania lewej ręki i to nie dlatego, że była na temblaku, bo dłoń miał wolną, chociaż nie poruszał ramieniem.

Może go bolało?

Po wyjęciu ekspresu z pudełka podłączył go do gniazdka, włączył pierwsze płukanie i poszedł poczytać instrukcję.

Nie odszedł daleko, bo okazało się, że jedyne w zasięgu wzroku krzesło stało przy wyspie, a w jadalni i salonie nie było przecież innych mebli.

Czytał mi na głos, jakie kawy mogliśmy zrobić tym ekspresem i jakich przycisków należało użyć, a ja starałam się zapamiętać, ale nie byłam pewna, czy dam radę, bo byłam zajęta naszym lunchem.

Udało mi się zrobić dla nas dwa proste omlety z produktów, które kupiliśmy i nalałam do dwóch różnych szklanek sok pomarańczowy, który nie zdążył się schłodzić w lodówce.

Postawiłam omlety z podgrzanymi w mikrofalówce tostami wyłożone na dwóch różnych talerzach na blacie wyspy i Mark zerwał się, by pójść szybkim krokiem w stronę jednego z tych pomieszczeń, których jeszcze nie znałam.

 Chwilę później wrócił, pchając przed sobą skórzany fotel z wysokim oparciem na kółkach.

Okej, więc Mark miał gdzieś tam urządzone biuro.

Pomyślałam, że powinien mieć również jakieś pomieszczenie gospodarcze z pralką, ale nie zapytałam o to.

Usiedliśmy przy wyspie, zjedliśmy omlety, wypiliśmy sok, a wtedy poczułam, że ogarnia mnie wreszcie zmęczenie, jakie powinnam przecież poczuć po tylu godzinach spędzonych w podróży.

Stwierdziłam, że nie dam rady poczekać na kawę.

- Śpiąca? - spytał Mark, obserwując, jak zamykały mi się oczy.

- Mhm - mruknęłam niezbyt składnie, czego nigdy, przenigdy nie zrobiłabym w domu.

Mark wstał, wyciągnął do mnie rękę i powiedział:

- Zaniosłem twoją walizkę i moją torbę do naszej sypialni.

Podciągnęłam się na jego ręce, przysunęłam całym ciałem do niego i zatrzymałam na chwilę oddech, bo to tak ładnie zabrzmiało: nasza sypialnia.

A potem Mark nas poruszył, popychając mnie lekko tuż przed sobą z prawą ręką na moim krzyżu, jak szliśmy, kiedy odprowadzał mnie na moje miejsce w czasie balu.

Przeszliśmy na drugą stronę domu, gdzie był ukryty za ścianką działową korytarz, od którego odchodziły na dwie różne strony dwa łukowate wejścia z trzema schodkami w górę jedno, a bez schodków drugie.

Mark powiedział mi, że jedno z nich prowadziło do pokoi gościnnych, a drugie do sypialni rodziny.

Część rodzinna.

Weszliśmy po schodkach w tę część, którą Mark nazwał rodzinną, przeszliśmy obok różnych drzwi i stanęliśmy przed większą przestrzenią, do której prowadziły następne trzy szerokie schody.

W części obniżonej stały dwa przyrządy do ćwiczeń, ale ja zapatrzyłam się na część, która była wyżej.

Było tam coś w rodzaju małej galerii wykończonej boazerią z szarego dębu, oddzielonej od obniżenia drewnianą barierką, na której po lewej stronie w ścianach były wbudowane puste, otwarte półki.

Wyobraziłam je sobie natychmiast wypełnione książkami, a w miejscu, gdzie na końcu galerii była niewielka wnęka z oknem i podwójne drzwi balkonowe, wyobraziłam sobie głęboki fotel z podnóżkiem, lampą stojącą z abażurem i siebie w tym fotelu z dzieckiem skulonym na moich kolanach, kiedy czytałabym mu na głos.

Mój sen.

Moje najstarsze marzenie.

To miejsce było tak idealne, że aż nierzeczywiste.

Mark nie zauważył mojego zagapienia się na to, bo pociągnął mnie w stronę dużych, podwójnych drzwi, które były po przeciwnej stronie galerii.

Kiedy je otworzył, ponownie zagapiłam się, ale z innego powodu.

Był to apartament małżeński z wielką sypialnią, której ściany nie były pomalowane, a tylko pobielone, z otwartymi dużymi rozsuwanymi drzwiami z listewek, prowadzącymi do garderoby i drugimi zamkniętymi, które najwyraźniej prowadziły do łazienki.

Ale nie było w niej ani jednego mebla.

Ani jednego!

Prawie całkowicie pusta, duża przestrzeń.

Zimna i martwa.

Na podłodze leżał olbrzymi materac, na którym była rozrzucona pościel, a obok niego stała na podłodze mała lampka.

I tyle.

Przy ścianie stała moja walizka.

Nawet nie wiedziałam, co w niej było, bo nie ja ją pakowałam.

Stałam tak, oniemiała i niezdolna do ruchu, kiedy Mark wreszcie zauważył moje zaskoczenie.

- Przepraszam - mruknął, podchodząc do mnie - Nie miałem motywacji, żeby to urządzić. Mama chciała się za to zabrać, moja siostra była gotowa się w to włączyć, ale ja nie chciałem.

Patrzyłam nadal na niego bez słowa, bo myślałam tylko o tym, że Mark żył tyle lat bez domu.

Nie miał nic.

Tak jak ja.

- Teraz uważam, że dobrze się stało - mówił dalej Mark - Możesz urządzić to tak, jak ci się spodoba. Powiedz tylko, czego chcesz.

- Mark - szepnęłam w końcu, podnosząc dłoń do jego szyi.

A kiedy wymówiłam jego imię, jego twarz zmieniła się, wciągnął nagle powietrze do płuc, szarpnął głową do góry, złapał mnie prawą ręką w pasie i przyciągnął do siebie.

Nareszcie.

Pocałował mnie tak, jak chciałam, żeby mnie pocałował, odkąd go zobaczyłam w szpitalu, ale tak dużo się działo, że może lepiej się stało, że zrobił to dopiero w swojej, w naszej sypialni.

Przesunęłam jedną rękę na jego obandażowane ramię, drugą wsunęłam w jego krótkie, cudownie miękkie włosy na karku, przechyliłam głowę i rozchyliłam dla niego wargi.

A on wziął moje usta w gorącym, mokrym, miażdżącym pocałunku, od którego zmiękły mi kolana.

Smakował genialnie.

- Uwielbiam, jak wymawiasz tak moje imię - powiedział schrypniętym głosem, kiedy odsunął się ode mnie na kilka centymetrów.

Patrzyłam z bliska w jego piękne, czarne oczy, uśmiechnęłam się lekko i wydyszałam - Mark.

Warknął, pochylił się do mnie i znowu mnie pocałował.

W końcu odsunął się.

Nie chciałam go puścić, ale jakby nie zauważył mojego oporu, a ja uznałam, że to dlatego, że był ranny i go to bolało, więc musiałam mu to dać.

Puściłam go.

- Przebierz się w piżamę lub dres - rozkazał nadal szorstkim głosem - Dom nie jest wyziębiony, bo mam ogrzewanie gazowe ustawione na stałą temperaturę, ale dość niską, więc może być ci chłodno.

Co?

Nie!

- Nie chcę kłaść się sama - szepnęłam przestraszona tym, że zamierzał mnie tam zostawić.

Zawahał się, ale objął mnie i podprowadził do walizki.

- Okej - powiedział - Zaraz wrócę. Muszę tylko sprawdzić pocztę i pozamykać wszystko. Tam jest łazienka - pokazał brodą na drzwi, za którymi już wcześniej podejrzewałam, że była łazienka - jak się przebierzesz, połóż się, a ja do ciebie przyjdę. Dobrze?

- Dobrze - szepnęłam i opuściłam ręce.

Pocałował czubek mojego nosa i odsunął się na dwa kroki.

Stałam tak przez sekundę, aż zrozumiałam, że czekał, żebym poszła do walizki i do łazienki.

Więc to zrobiłam.

Uklękłam przy walizce, położyłam ją na płasko i otworzyłam.

Na wierzchu leżała moja skórzana kurtka, którą sama tam włożyłam po tym, jak przebrałam się w toalecie na lotnisku w Nowym Jorku i brązowe botki.

Wyjęłam to i położyłam obok walizki na podłodze.

Mark natychmiast podszedł, schylił się, podniósł to i zaniósł do garderoby.

Pomyślałam, że miał tam jakieś wieszaki, ale nie sprawdziłam.

Nie poszłam za nim.

Bo pod torbą z laptopem, który wyjęłam jako następną, zauważyłam małą foliową, strunową, przezroczystą torebkę z mini kosmetykami.

Sara musiała je dla mnie kupić i spakować mi ją na podróż.

Ojej!

W czasie przesiadek z samolotu na samolot byłam tak zajęta myślą o tym, że Mark został postrzelony, że nie zauważyłam jej.

A przecież musiałam wyjmować laptop i to chyba też.

Nie pamiętałam.

Znowu zrobiło mi się ciepło koło serca, bo doceniłam to, jak dobrze Sara mnie znała i jak wspaniale dbała o moje wygody.

Było tam wszystko, czego potrzebowałam.

Wzięłam kosmetyki, podniosłam się, zauważyłam, że Mark wychodził już za drzwi sypialni i poszłam do drzwi łazienki.

A kiedy otworzyłam je i zrobiłam dwa kroki do środka, zamarłam z zachwytu.

Łazienka była całkowicie, kompletnie urządzona i była piękna.

Podłoga była tu wyłożona jasnym drewnem lub jego imitacją.

Łazienka była olbrzymia, w całości wyłożona biało, żółto, złotymi kafelkami o różnych wielkościach i miała elementy dekoracyjne w kolorze postarzanego złota.

Ponieważ była podzielona na sekcje użytkowe, więc każda z nich została w ten sposób wyróżniona - wielkością płytek.

Pod oknem, wzdłuż przeciwległej do drzwi ściany płytki były duże i prostokątne, a stała tam duża, wolnostojąca, biała wanna na lwich złotych nogach z pazurami, a nad nią była złota armatura z białą rączką prysznica.

Po mojej lewej stronie w długim marmurowym blacie osadzone były dwie głębokie, owalne, białe umywalki, nad którymi wisiało olbrzymie lustro z wbudowanymi kilkoma małymi złotymi lampkami.

Marmur był biały z licznymi beżowymi żyłkami, szafki pod umywalkami były białe ze złotymi rączkami, a kafelki były kwadratowe, dwukolorowe i ułożone w szachownicę.

Po mojej prawej była długa przestrzeń, wyłożona drobnymi kafelkami z połyskującymi, złotymi wstawkami, a oddzielona od reszty szklanymi drzwiami od sufitu do podłogi i taką samą ścianką, za którymi było widać prysznic, podzielony na deszczownicę i zwykły natrysk.

W części po prawej przy drzwiach wejściowych, kącik osłonięty nieprzejrzystym murkiem, przeznaczony był na sedes i bidet.

Tutaj też królowały kwadratowe kafelki ułożone w szachownicę.

Do pełnego urządzenia tej cudownej łazienki brakowało mi jednak ręczników, prześcieradeł kąpielowych, chodników i tego rodzaju drobiazgów, o jakie powinna zadbać kobieta.

A ja byłam kobietą i lubiłam się otaczać takimi miękkimi drobiazgami.

Rozstawiłam swoje mini kosmetyki przy wolnej umywalce, bo przy jednej zauważyłam męskie kosmetyki, które oznaczały, że Mark korzystał z tej łazienki.

Na blacie leżał jeden biały ręcznik do rąk.

Potem zrobiłam to, co potrzebowałam, obmyłam się, ale nie kąpałam, przebrałam się w bawełnianą, bordową piżamę, którą mi spakowano, a wolałam myśleć, że zrobiła to Sara a nie Frank, umyłam zęby i wyszłam do sypialni.

Weszłam na materac i nie wiedziałam, co zrobić później.

Usiadłam po turecku i czekałam.

Kiedy Mark wszedł przez drzwi do sypialni, patrzyłam na niego i zobaczyłam, jak zatrzymał się w progu, patrzył na mnie z dziwnym, nieodgadnionym wyrazem twarzy, by nagle trzema dużymi krokami znaleźć się przy mnie, uklęknąć na materacu, złapać mnie w swoje ramiona, a właściwie w jedno ramię i wymamrotać mi do szyi:

- Witaj w domu, Lady.

Witaj w domu!

*****

Następnego dnia rano

Obudził nas dzwonek telefonu Marka, leżącego na podłodze obok materaca, na którym spaliśmy.

Ja właściwie nie spałam na materacu, bo, sądząc po tym jak się obudziłam, spałam prawie całkowicie na Marku, chociaż kiedy się kładliśmy, bardzo uważałam, żeby nie urażać jego rany i położyłam się obok niego.

Później mnie przytulił ramieniem.

Później położyłam się bliżej nogami.

A później…

Cóż, nie pamiętam.

Wieczorem nie kochaliśmy się, co było dla mnie trochę rozczarowujące, ale byłam tak zmęczona i tak martwiłam się o ramię Marka, które najwyraźniej go bolało, chociaż tego nie chciał przyznać, że nie nalegałam.

Kiedy położyliśmy się w pościeli, zawahałam się, ale musiałam go przeprosić za tamte podłe słowa, nawet, jak byłam bardzo zmęczona podróżą.

Po prostu musiałam.

Więc leżałam na plecach obok Marka, bojąc się, że go zranię, jeśli będę leżała na nim tak, jak miałam ochotę i zbierałam się na odwagę.

- Mark? - zawołałam cicho.

- Hm? - mruknął w odpowiedzi.

- Ja… hmmm - zaczęłam i przerwałam.

- Co, Lady? - powiedział przytomniejszym głosem i poczułam, że odwrócił głowę w moją stronę - Mieliśmy to wypracować, a tym celu rozmawiać - przypomniał mi.

- Tak - szepnęłam i cała odwróciłam się do niego, krzyżując obie ręce przed sobą na piersiach - Przepraszam za tego e-maila.

- Lady - mruknął Mark łagodnie i ze zrozumieniem - Wiem, że to babka cię do tego zmusiła.

Zamilkłam, bo to było bardzo wspaniałomyślne.

- Ale to było… - zaczęłam znowu.

- Nie mówmy o tym - przerwał mi Mark.

Dobrze, mogliśmy nie mówić o tym.

Ale miałam coś jeszcze do powiedzenia.

- Ja… - znowu się zawahałam, bo to nie było łatwe, ale poczułam, że przesunął ramię nad moją głowę, więc odwrócił się do mnie całkiem bokiem.

Nagle moja twarz był schowana w jego koszulce, którą włożył do spania i poczułam się taka bezpieczna, w domu.

- Jak miałam piętnaście lat - opowiedziałam tam - straciłam dziewictwo z chłopakiem, z którym chodziłam. Z jedynym, z którym kiedykolwiek chodziłam. Na drugi dzień opis tego pojawił się w prasie brukowej, a on przechwalał się tym w szkole… Po tym wydarzeniu zawsze wszędzie wypatrywałam zdrady.

- Więc myślałaś, że to ja? Ten artykuł - spytał Mark nieszczęśliwym tonem i wystraszyłam się.

- Nie! - krzyknęłam cicho i lekko poderwałam głowę, ale wtedy trafiłam czołem w jego szyję i tak zostałam.

Przytulona.

- Ufałam tylko Sarze… Frankowi… a najbardziej tobie - wyznałam tam szeptem.

- Dobrze, mała - mruknął Mark.

- A potem martwiłam się, że pomyślisz sobie… - przerwałam, bo już zakazał mi o tym mówić, a poza tym, to już nie było ważne.

- David mi wszystko wytłumaczył - powiedział Mark cichym głosem, a ja ponownie poczułam wdzięczność, że Mark miał takiego przyjaciela.

Milczeliśmy przez chwilę i poczułam, że zasypiałam.

- Chodź tu - mruknął Mark, przewracając się na plecy i przyciągając mnie prawym ramieniem do swojego boku.

Ułożyłam się przy nim, z nogami zgiętymi i częściowo splątanymi z jego, z dłonią na jego klatce piersiowej.

I bardzo szybko zasnęłam.

I po raz pierwszy od lat nie miałam jetlag, więc przespałam całą noc.

Wcześniej, moja drzemka po lunchu poprzedniego dnia trwała dwie godziny i obudziłam się zdezorientowana.

Marka nie było ze mną.

Wstałam i wyszłam  z sypialni na jego poszukiwanie po domu w piżamie, bo nie wiedziałam, która była godzina.

Stwierdziłam, że powinnam sobie kupić telefon.

Pomyślałam, że powinnam w ogóle zrobić listę zakupów, bo wciąż chodziły mi po głowie niedostatki wyposażenia kuchni Marka.

Tak bardzo marzyłam o gotowaniu mu różnych posiłków, a tu nie mogłam.

Przechodząc przez dom, notowałam sobie w pamięci kolejne rzeczy, które powinniśmy kupić, aż się przestraszyłam.

Lista była wręcz przerażająco długa.

Jakim cudem mieliśmy mieszkać w tym domu, zrobić go naszym domem i nie oszaleć?

Potrzebowaliśmy planu.

Usłyszałam odgłosy rozmowy dochodzące z otwartych drzwi przylegających do bawialni, więc poszłam w tamtą stronę.

To było małe biuro, w którym stały półki z segregatorami, duże biurko z komputerem, kosz na papiery i niewiele więcej.

Męskie biuro.

Mark siedział na skórzanym fotelu, który znałam, rozmawiał przez telefon odwrócony w stronę okna, ale chyba mnie usłyszał, bo zakręcił fotelem i odwrócił się w moją stronę.

Spojrzał na mnie i jego oczy się rozjaśniły.

- O, właśnie wstała - powiedział do telefonu - Tak, mamo. Obiecuję - przerwał i słuchał z uśmiechem, kiedy ja zamarłam na chwilę ze strachu - Jak tylko trochę tu wszystko ogarniemy - znowu przerwał, skinął brodą i przewrócił oczami, wskazując mi, żebym usiadła na kolanach - Dobrze. Przecież obiecałem - słuchał, kiedy sadowiłam się na nim - Dobrze. Na razie.

Odjął telefon od ucha, dotknął do kciukiem, patrząc na ekran i odłożył na biurko.

- Moja mama chce cię jak najszybciej poznać - powiedział do mnie, przesuwając palcami włosy z mojej skroni na bok głowy - Nie rozmawiałem z nimi odkąd skończyłem poprzednią pracę i denerwowali się.

- Mark - szepnęłam.

Zobaczyłam, jak zmienił mu się wyraz twarzy i przypomniałam sobie, że powiedział, że lubił, jak tak mówiłam.

Więc zapragnęłam pokazać mu, że ja też to lubiłam.

Pochyliłam się do niego i przyłożyłam usta do jego ust.

Pocałowaliśmy się delikatnie i krótko, co rozumiałam, bo oboje chcieliśmy tego za bardzo, żeby to było dla Marka zdrowe.

Powinnam lepiej o niego dbać.

- Jesteś głodny? - spytałam go, kiedy się odsunęłam.

- Tak - mruknął, ale patrzył na moje usta w taki sposób, że wiedziałam, że nie miał na myśli jedzenia i to mi się podobało.

Za bardzo.

- Powinniśmy porozmawiać… - powiedziałam - i zrobić zakupy - dodałam szybko, żeby zapanować nad ogarniającym mnie podnieceniem.

- Okej - mruknął Mark i poluzował uchwyt swojego ramienia na moim biodrze - Co chcesz kupić? - zapytał.

Opanowałam się w jednej sekundzie.

- No, wiesz… - powiedziałam ostrożnie - Brakuje tu kilku rzeczy.

Westchnął, zacisnął usta, spojrzał za moje ramię w stronę wnętrza domu, a potem z powrotem w moje oczy.

- Lady - powiedział - nie znam się na tym. Nie jestem fanem zakupów i wyposażania domu. Może porozmawiasz z moją mamą albo z kimś innym i sama zadecydujesz, co chcesz tu mieć.

- Ale to twój dom - powiedziałam cichutko i nieśmiało, bo nie czułam się dobrze z tym, że miałabym sama urządzać jego dom.

- Lisa - powiedział poważnie, naciskając moje biodro, żebym zwracała na niego pilną uwagę - To są ściany. Wypełnij je. Jak to zrobisz, to będzie nasz dom.

Zapomniałam jak się oddycha.

Nasz dom.

Kiedy powiedział to wcześniej, nie dotarło to do mnie.

Teraz, kiedy powiedział to, co powiedział, znaczenie tych słów mnie przeniknęło, bo zrozumiałam, że chciał mnie tutaj, w swoim domu.

Pochyliłam się do jego twarzy.

- Tak - westchnęłam z zachwytem.

- Kurwa - warknął, a ja się wzdrygnęłam - To brzmiało nawet lepiej niż moje imię mówione w taki sam sposób.

Zagapiłam się na niego i byłam prawie pewna, że miałam rozchylone usta.

To było takie podniecające, że go podniecało nawet to, jak mówiłam jego imię, ale przecież postanowiłam wcześniej, że zadbam o niego, o jego zdrowie.

Jednak to, co działo się między nami spowodowało, że poczułam pożądanie, było ono dominujące i obezwładniające i moja kontrola nad własnymi uczuciami zaczęła się ześlizgiwać.

Oblizałam wargi.

- Lisa - warknął Mark, patrząc na to.

Zerwałam się z jego kolan.

- Jesteś głodny! - krzyknęłam znowu wysokim głosem, który wyrażał moją panikę i okręciłam się wokół własnej osi.

Mark złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.

- Lady - mruknął do mnie nieszczęśliwym głosem i ze zmartwionym wyrazem twarzy.

Tak nieszczęśliwym, że się opanowałam w sekundę, więc oparłam się delikatnie dłonią o jego ramię, spojrzałam w jego oczy i moja twarz złagodniała.

- Jesteś ranny - powiedziałam mu coś, co wiedział - Muszę o ciebie zadbać.

Mark wtedy zaczął wyglądać, jak ktoś, kto dostał najlepszy w życiu prezent, bo jego oczy się zaświeciły, twarz rozpogodziła i wypchnął oddech.

- Dziękuję - powiedział z tym oddechem.

- Nie ma za co - powiedziałam nieco zdziwiona.

- Jest - mruknął i wtulił twarz w mój brzuch, a ja objęłam go za ramiona i dopiero wtedy zaczęłam zauważać.

Ojej!

Jego lewe ramię nie było po prostu opatrzone, ale zostało mocno owinięte bandażem, którego było dużo, więc nie tylko nie chciał podnosić tej ręki, ale nie mógł, bo miał bardzo ograniczone ruchy, był jakby związany.

Zastanawiałam się, jak się ubierał i rozbierał, czy go to nie bolało, dlaczego miał to opatrzone aż tak mocno?

Czegoś mi nie powiedział.

Ale zostawiłam to na później.

Na razie pocałowałam go lekko w skroń, odsunęłam się i poszłam do sypialni, by ubrać się, a potem do kuchni, by zrobić nam  kolację.

Nie udało mi się.

Pół godziny później zadzwoniliśmy po grillowanego kurczaka na wynos, bo okazało się, że nie miałam na czym przygotować kolacji.

Powiedziałam Markowi, że potrzebuję szybko wybrać się do sklepu z wyposażeniem do domu.

Dało nam to okazję do przedyskutowania tego, z kim mogłabym zabrać się za urządzanie naszego domu.

- Lady - mówił Mark z przekonaniem - moja mama albo moja siostra to naprawdę dobre towarzyszki na takie wyprawy jak zakupy do domu.

- Wiesz… - zawahałam się, bo nie chciałam, żeby poczuł, że odrzucam jego rodzinę - Jak mieszkaliśmy tu poprzednio, poznaliśmy grupę kobiet.

Zobaczyłam, że przez jego twarz przepłynęło zrozumienie.

- Jedna z nich pomogła nam znaleźć odpowiednie meble… - kontynuowałam - inna mówiła, że wykańcza mieszkania. Czułam, że mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić.

- Okej - mruknął Mark - więc Maggie i jej grupa - powiedział, pochylił się do mojej twarzy i pocałował mnie w nos.

Ojej!

Ale to było miłe.

Ale skupiłam się na czymś innym.

- Znasz Maggie? - zapytałam z radością, bo lubiłam ją.

- To żona Davida - odparł.

No, tak.

Całkiem zapomniałam.

Skoro David mu pomagał, zachowywał się wobec niego jak przyjaciel, to Mark zapewne poznał już Maggie.

- Nie poznałem jej - zastrzegł Mark - ale David mi trochę opowiadał, jak działają te kobiety. Możesz mieć rację. Pomogą ci najlepiej.

Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, że mnie zrozumiał, że nie forsował na siłę mojej współpracy z jego mamą lub siostrą przy urządzaniu naszego domu.

Mark spojrzał na mój uśmiech i odwrócił się do blatu kuchennego, od którego zdążyliśmy się odsunąć, kiedy już zadzwoniliśmy po naszą kolację, by włączyć ekspres na kawę i wziąć telefon.

Zanim dostarczyli nam kurczaka, byłam umówiona na następny dzień na spotkanie z Evą w jej domu, a Mark miał tam ze mną pojechać, żebyśmy poznali się wzajemnie.

Miał być tam Jimmy i mieli przyjechać Maggie z Davidem, a także Sophie z Alex’em.

Dlatego właśnie tego ranka leżeliśmy jeszcze na materacu na podłodze sypialni, która miała stać się naszą sypialnią, kiedy zadzwonił telefon Marka.

Mark podniósł go, spojrzał na wyświetlacz, spojrzał na mnie i wymamrotał - Muszę odebrać - kiedy podnosił się i wyczołgiwał spod kołdry nogami do przodu.

W prawej ręce trzymał telefon i podpierał się na niej na łokciu, a lewą ręką nie był w stanie nawet podtrzymać przykrycia, które ciągnął za sobą.

Sięgnęłam na jego brzuch i przytrzymałam to, częściowo podnosząc, by mógł wstać.

Ponownie pomyślałam o tym, że to usztywnienie jego lewego ramienia przeszkadzało mu bardziej, niż się do tego przyznawał.

Poprzedniego wieczoru rozbierałam go z koszulki i pomagałam mu rozpinać i zdejmować spodnie, co było trudne, bo było bardzo podniecające, ale też zmartwiło mnie, bo spojrzałam z bliska na jego klatkę piersiową, a poprzednio się jej nie przyjrzałam.

Mark miał tam i na brzuchu kilka blizn, które świadczyły dobitnie o tym, że jego życie nie było ciche i spokojne.

Może kiedyś mi by o tym opowiedział, ale nie o to mi chodziło.

Martwiłam się trochę tym, że babka Charlotta szperała w historii jego życia i mogła się dowiedzieć czegoś, co zechciałaby wykorzystać przeciwko nam.

By skrzywdzić Marka.

Mogłam czuć się bezpieczniejsza tyle tysięcy mil od niej, ale bałam się tego, jak daleko sięgały jej powiązania.

Innym spostrzeżeniem było to, że bandaż, który Mark miał na ramieniu przypominał ochraniacz przy grze w football, jaki kiedyś widziałam w telewizji.

Albo naramiennik w zbroi rycerskiej.

Wokół ramienia Mark miał inny opatrunek, a ten „ochraniacz” był przywiązany razem z lewym ramieniem bandażem owiniętym wokół żeber Marka do jego klatki piersiowej.

Więc w ogóle nie mógł podnosić lewej ręki.

Kiedy Mark wyszedł z sypialni, wstałam i poszłam do garderoby, gdzie poprzedniego wieczoru przed snem zostawiłam swoją walizkę.

Częściowo ją rozpakowałam, ale, po wejściu do garderoby, przekonałam się, że nie mogłam tego zrobić do końca.

Nie było tam bowiem żadnych półek, szuflad, a jedynie kilka wieszaków zaczepionych na hakach sterczących ze ścian.

Westchnęłam.

Z dwóch powodów.

Po pierwsze: garderoba była kolejnym miejscem, które musieliśmy urządzić i to zrobić to szybko.

Po drugie: w mojej walizce znalazłam nieco bielizny, ze trzy koszulki, ale nic więcej.

Nie miałam wiele opcji ubioru.

Tak.

Pakował ją Frank.

Dobrze, że pomyślał o spakowaniu mi piżamy, chociaż, śpiąc z Markiem wolałabym jedną z moich jedwabnych koszulek nocnych.

Chociaż… to mogłoby być dla nas niezbyt zdrowe.

Dla Marka.

Kiedy nad tym rozmyślałam, Mark wrócił do sypialni, znalazł mnie w garderobie i przyszedł do mnie, by złapać z pudła, które udawało jego szafkę z ubraniami jakieś elementy stroju.

- Prysznic? - zapytał, odwracając się do mnie, a ja zamarłam.

Wspólny prysznic był czymś, co sobie odmawiałam ze względu na jego zdrowie, chociaż marzyłam o tym ze względu na swoje… cóż… marzenia.

- Wspólny? - spytałam i wyszło to bez tchu.

- Tak! - ciepło szepnął Mark, ale nie przysunął się do mnie, tylko wyciągnął prawą rękę po tym, jak na lewej przewiesił ubrania.

Schwyciłam jego dłoń, a on pociągnął  mnie w stronę łazienki.

Kiedy tam byliśmy, dowiedziałam się, że Mark miał jakieś ręczniki i były one pochowane w szafkach pod umywalkami, ale było ich bardzo mało.

Tak, koniecznie musiałam kupić kilka i to szybko.

Rozebraliśmy się, zanim weszliśmy do kabiny prysznicowej, a ja musiałam przy tym pomóc Markowi, ale tym się nie martwiłam.

Martwiłam się, bo zastanawiałam się, jak go umyć, żeby nie zamoczyć mu opatrunku na lewym ramieniu.

Wyglądało na to, że Mark się nie martwił.

Niczym.

Kiedy zdjęłam bluzę od piżamy, patrzył wyłącznie na moje piersi i zamruczał z zachwytem.

Zawstydziłam się.

Mark spojrzał w moje oczy z rozbawieniem.

- Nie sądziłem, że z twoim temperamentem będziesz się wstydziła być przy mnie naga - powiedział, a to rozbawienie zabrzmiało również w jego głosie.

A to co miało znaczyć?

Tak, będziemy musieli kiedyś sobie wszystko wyjaśnić.

Ale nie wtedy.

Wtedy Mark zdjął bowiem spodnie od piżamy i zobaczyłam, że był gotowy na mnie, twardy, drgający i piękny dokładnie tak, jak to zapamiętałam.

Jęknęłam z zachwytu.

Weszliśmy do kabiny prysznicowej, a Mark uruchomił moduł, który obmywał nas od pasa w dół, więc nie moczył jego bandaży, co było bardzo dobre.

Nałożyłam nieco żelu do kąpieli na dłonie i potarłam je, by zrobić pianę, a potem zaczęłam myć to ciepłe, silne ciało, którego witalność tak uwielbiałam.

Mark mi na to pozwolił, trzymając moje biodro wolną ręką i patrząc przez cały czas w moje oczy.

No, może niezupełnie, bo ja patrzyłam na to, jak przesuwały się moje dłonie, a właściwie po czym.

Ujęłam jego męskość i zaczęłam go myć, chociaż nie wiedziałam, co mogłabym zrobić, żeby było mu dobrze.

Podczas moich sesji seksu to moi kochankowie starali się mnie zaspokoić, a nie ja ich, więc nie umiałam pieścić mężczyzny.

Przeciągnęłam dłonią, owijając palce wokół niego, a Mark jęknął.

Kiedy spojrzałam na niego, zobaczyłam, że odchylił głowę, a na jego twarzy widniał wyraz rozkoszy.

- Dobrze? - wyrwało mi się.

- Tak - mruknął i spojrzał na mnie - Możesz mocniej zacisnąć paluszki.

Zrobiłam to, a on jęknął ponownie, tym razem głośniej.

- Jak zrobisz to jeszcze raz, dojdę ci w ręce - powiedział - A wolałbym w tobie, najlepiej razem z tobą.

Przysunęłam całe ciało do niego.

- Mark - wypchnęłam powietrze w jego usta - Boję się, że zrobię ci…

- Możemy być kreatywni - stwierdził Mark warczącym, szorstkim głosem, po którym poznałam, że był bardzo, bardzo mocno podniecony.

To wpłynęło na moje podniecenie, więc zadrżałam.

Mark to zauważył.

Odsunął się, więc straciłam jego męskość z dłoni, gwałtownie odwrócił mnie przodem do ściany, więc obie dłonie podniosłam tak, żeby się tam oprzeć i pociągnął moje biodra do siebie.

Ojej!

No, dobra.

Tak też nigdy tego nie robiłam.

Więc chyba byłam bardzo mało doświadczona pomimo tylu kochanków.

Wcześniej sobie pochlebiałam.

Mark ustawił moje biodra, przez ramię zobaczyłam, że patrzył na moją pupę z zachwytem, a później ujął swoją męskość w dłoń i naprowadził ją na moje wrażliwe miejsce.

- Pomóż mi, Lady - mruknął.

- Jak? - szepnęłam przez ramię.

- Rozchyl swoją cipkę paluszkami - zawarczał Mark takim tonem, że wciągnęłam powietrze, a nogi mi zadygotały.

Chyba zrobiłam się mokra i to nie od wody, która nas wciąż obmywała.

Sięgnęłam między swoje nogi i dotknęłam się tam, gdzie dotykałam się ostatnio, kiedy wspominałam naszą wspólną noc.

Natychmiast przeszło mnie rozkoszne wspomnienie, więc wygięłam się mocniej w stronę bioder Marka, rozchyliłam dwoma palcami swoje wejście, a potem poczułam jego czubek i nagle pchnął, i wszedł.

Odchyliłam głowę, wyginając mocno kręgosłup i krzyknęłam z rozkoszy.

Tak!

Miałam go w sobie.

Tęskniłam za tym.

Mark nie zatrzymał się, ale zaczął jechać we mnie mocno i gwałtownie, chrząkając przy tym z rozkoszy i wbijając palce w moje biodro.

To był tak dobre, że przez chwilę trzymałam się obiema rękoma ściany, ale bardzo szybko moja rozkosz wybiła mnie na takie wyżyny, że znowu zajęczałam, wygięłam się tak, że uderzyłam głową w jego ramię, a prawą rękę przesunęłam na jego dłoń.

To ostatnie zrobiłam głównie dlatego, że Mark podczas mojego wyginania się przesunął rękę z mojego biodra na moją pierś, chwycił ją tak, że mój sterczący sutek znalazł się między jego placami i ścisnął.

A to było jeszcze lepsze.

- Pieść się - warknął Mark, a ja bez chwili wahania przesunęłam rękę z jego dłoni na moje wrażliwe miejsce i od razy trafiłam na twardy guziczek łechtaczki.

Tak, wiedziałam co to i wiedziałam, jak lubiłam ją pieścić.

Więc to zrobiłam.

- Mark! - krzyknęłam, a on zrozumiał.

- Nie powstrzymuj się - warknął.

Więc się nie powstrzymywałam.

Rozkosz, jaką mi dawał, jaką sama sobie dawałam, była tak wielka, że odleciałam.

Krzyknęłam, zadrżałam i zacisnęłam wszystkie mięśnie.

Zacisnęłam go w sobie.

Mark ruszył się kilka razy, gubiąc rytm, zajęczał przeciągle i poczułam, że drgał we mnie, kiedy zacisnął palce na mojej piersi prawie boleśnie.

Cudownie.

Ten ból spowodował, że resztką świadomości poczułam nową falę rozkoszy, poruszyłam jeszcze raz palcami na łechtaczce i znowu krzyknęłam, kiedy to mnie przeniknęło.

A potem z trudem podniosłam rękę, by oprzeć się o ścianę, kiedy zwiesiłam głowę i dyszałam, ledwie utrzymując się na trzęsących się nogach.

- Lady - szepnął Mark za moimi plecami, owijając mnie w pasie prawą ręką.

Bał się, że mogłam się przewrócić, a on by mnie wtedy nie utrzymał.

- Dobrze - mruknęłam - Dam radę. Daj mi chwilkę.

Poczułam jego usta na plecach, ale nie poruszył się.

Trwaliśmy tak kilka sekund, a potem Mark wysunął się naturalnie, odsunął się od moich bioder i przeszedł na bok, żeby spojrzeć na moją twarz.

Wyprostowałam się, podniosłam głowę, uśmiechnęłam się drżącym uśmiechem, spojrzałam w jego czarne, zaniepokojone oczy i uniosłam rękę, żeby dotknąć jego policzka.

Był nieogolony.

Przysunęłam palcami po szorstkiej od zarostu szczęce, a potem sięgnęłam ustami do jego ust i złożyłam tam delikatny pocałunek.

- Dziękuję - szepnęłam - Mam nadzieję, że nie zrobiłeś sobie krzywdy.

Patrzył na mnie przez chwilę z zaskoczeniem w oczach, a potem odrzucił głowę do tyłu i zaśmiał się.

Kochałam ten dźwięk.

Uświadomiłam sobie właśnie, że nigdy nie śmiał się przy mnie.

Jego śmiech był głęboki, basowy, huczący i przenikał mnie do wnętrza.

Ale nie rozumiałam, czemu się śmiał.

Kiedy przestał, byłam już prawie przytomna, stałam pewnie na nogach, więc odwróciłam się przodem do niego.

Zauważył, że się zdenerwowałam.

- Lady - mruknął czule - To było bardziej dla mnie niż dla ciebie.

Co?

Nie widziałam tego w ten sposób.

- Chciałem cię, odkąd pochyliłem się nad tobą w tym pieprzonym szpitalnym łóżku - wyznał, a potem dodał po chwili wahania - Chociaż martwiłem się, że zemdlałaś.

- Och - szepnęłam.

- Ale cholernie wspaniale jest wiedzieć, że to było dla ciebie takie zajebiste, że uważasz, że zrobiłem to dla ciebie - dodał cicho, pochylając się nade mną, by pocałować mnie i zrobił to z otwartymi ustami, wysuniętym językiem, powoli, leniwie, ale dokładnie i dogłębnie.

Kiedy skończył, odsunął się, podał mi żel do kąpieli i zaczął się myć.

- To nie jest wspaniałe słyszeć, że potrafisz tak kląć - zauważyłam poważnie, chociaż nogi na nowo mi drżały i dyszałam.

Zlekceważył moje stwierdzenie, chociaż się uśmiechnął.

- Myj się, Lady - mruknął - Ja zaraz skończę, wyjdę, żeby zrobić nam śniadanie, a ty sobie powoli się szykuj do wyjścia. Suszarkę do włosów zostawię ci na blacie.

Zmartwiłam się, że będzie miał problemy z wycieraniem się i ubieraniem, ale nie powiedziałam na ten temat ani słowa.

Właściwie to lubiłam, jak się tak rządził.

Ale tylko wtedy, jak mogłam go słuchać.

*****

Mark

Mark przyszykował zapiekane tosty na śniadanie, zaparzył dla Lisy herbatę i zrobił dla siebie kawę, zanim jego Lady dołączyła do niego w kuchni.

Myślał o tym, jak zobaczył ją po raz pierwszy siedzącą po turecku na swoim materacu, w swojej sypialni, którą tak bardzo chciał zrobić ich sypialnią.

Pomyślał, że piękniej wyglądała tylko wtedy, kiedy leżała na swoim wielkim łóżku naga, rozłożona i czekająca na niego.

Lisa weszła do kuchni.

Była ubrana w dżinsy, zieloną koszulkę i była boso.

Włosy ułożyła w miękkie fale i zostawiła rozpuszczone, co Mark uwielbiał.

Jego kobieta w jego domu.

Musiał o nią zadbać.

Chciał o nią zadbać.

Mieli umówione spotkanie z kobietami w domu Evy dopiero na dwunastą, ale wcześniej Mark chciał, żeby pojechali do dealera Audi, by Lisa wybrała dla siebie samochód i do salonu, żeby kupić jej telefon.

Po południu natomiast Mark umówił się z Filipem w jego mieszkaniu.

Filip był komputerowym geekiem, który kiedyś pracował niezbyt legalnie, włamując się do różnych systemów, żeby wymusić haracz za ochronę sieci wewnętrznej różnych firm.

Obecnie pracował legalnie, ale pozostało mu mieszkanie z wyposażeniem godnym sali kontrolnej FBI.

Mark rozmawiał z nim tego ranka o możliwości połączenia się Lisy z Sarą przez Internet, by jego Lady przekazała przyjaciółce, że ma się dobrze, że jest bezpieczna i by dowiedziała się, co się działo w jej domu.

Musiał o tym z Lisą porozmawiać.

Zaczął jednak od czego innego.

- Lisa - odezwał się, kiedy jadła ze smakiem przygotowaną przez niego kanapkę - Pojedziemy moim samochodem. Ale ty będziesz prowadziła.

Przerwał i patrzył na to, jak nie zaprotestowała, a nawet uśmiechnęła się lekko, a jej oczy stały się ciepłe.

Hmmm.

Nie rozumiał tego, ale postanowił zapytać o to później.

- Chcę, żebyś kupiła dzisiaj kilka rzeczy - kontynuował - Zastanów się czego chcesz. Najpierw pojedziemy po telefon i do dealera Audi.

Skinęła głową, a jej oczy stały się nawet bardziej ciepłe.

Więc lubiła to, że o nią dbał.

- U kobiet nie hamuj się - mówił dalej - Ten dom ma być nasz. Jak jest któraś, która pomoże ci go umalować, wynajmij ją, a ja zapłacę. Jak jest któraś, która sprzeda ci meble lub podpowie gdzie takie kupić, kup je, a ja zapłacę. Ale ja nie mam żadnej wizji. Nie zamierzam wtrącać się i protestować - powiedział jej wprost - Chcę, żebyś miała to wszystko, czego zechcesz.

Popatrzył, jak gryzła swojego tosta i podniósł swojego do ust.

- No, chociaż lubiłbym - wymamrotał do niego - żeby nasza sypialnia przypominała twoją w Anglii.

Odłożyła niedojedzony tost i wstała ze swojego krzesła.

Kiedy ona wstała, on odłożył swoje jedzenie, zaskoczony jej działaniami.

Podeszła do niego, żeby pochylić się i pocałować jego usta, kiedy objęła go ramionami.

- Kocham cię - szepnęła tam i Mark uznał, że to było jeszcze lepsze niż jego imię, czy tak wyszeptane przez nią w ten sposób.

Objął ją prawym ramieniem i przycisnął do siebie, patrząc do góry w jej oczy, kiedy tak stała nad nim.

- Też cię kocham, Lady - odpowiedział i chciał ją znowu pocałować, ale zesztywniała.

Nagle jej oczy stały się lśniące, a potem zaczęła się trząść i w końcu rozpłakała się.

- Lisa - szepnął czule, odgarnął jej włosy za ucho i patrzył, jak łzy płynęły po jej policzkach, kiedy zaczęła się śmiać.

- Kochasz mnie? - zapytała przy tym całkiem głośno.

Nie rozumiał czemu do cholery właściwie o to pytała.

A kiedy już miał spytać, krzyknęła odkrywczo - Kochasz mnie!

Uśmiechnął się, skinął głową, a potem ją przyciągnął do siebie, żeby ją wreszcie pocałować.

Więc tak, to było oficjalne.

Jego kobieta była lekko lub trochę bardziej szalona.

Miała temperament całkowicie zgodny z kolorem jej włosów.

Nie była ani trochę zimna.

A on ją kochał jak wariat i zamierzał ją mieć długo, żeby mieć wszystko, co zawsze chciał mieć i żeby jej dać to samo.

1 komentarz: