środa, 12 października 2022

5 - Misja zakończona powodzeniem

 

Rozdział 5

Misja zakończona powodzeniem

Sara

 

 

 

Tydzień później

Sara siedziała za swoim biurkiem przy wejściu do gabinetu Lisy i czekała na Lisę, która była na spotkaniu z jej babką, która wezwała ją poprzedniego dnia w trybie pilnym na popołudniową herbatę tego dnia.

Obie się lekko zaniepokoiły, chociaż Sara może zechciałaby, żeby Lisa jakoś zareagowała.

Jakkolwiek.

Lisa otworzyła się przed Sarą tego dnia, kiedy Mark odszedł, ale zrobiła to tylko przed nią, a wobec wszystkich dookoła była zimna jak lód.

Królowa Lodu.

Jak wcześniej, przed przyjazdem do Stanów.

Kobiety zebrane w mieszkaniu Sary i Franka, szepcząc i mamrocząc do siebie, dokończyły robienie kolacji.

Tom wyszedł natychmiast po Marku, wkrótce później mężczyźni przyszli po pracy, a następnie dołączyli do nich Alek i Sam i później wpadła na chwilę Sonija.

Nie milczeli, ale nie mówili wiele i nie było tak luźno, radośnie, jak było wcześniej, przed przyjściem Marka.

Usiedli w różnych miejscach z talerzami na kolanach, bo nie było miejsca dla tylu osób w kuchni i jadalni, i zjedli prawie w milczeniu zapiekankę lub tortille.

Nikt nie forsował na siłę rozmowy o tym, co się stało, co było dobre.

Pozwolili Sarze zająć się Lisą, a Lisie przeboleć to, co się stało i działać z tym w jej własnym tempie.

Lisa po pewnym czasie wróciła do nich, pomagała przy robieniu kolacji i jej podawaniu, jadła trochę, mówiła o nieistotnych rzeczach, jak pogoda czy podróż samolotem, ale nic więcej.

Nie uśmiechała się, nie podnosiła głosu, była jakby nieobecna duchem.

Po sprzątnięciu po kolacji i wyjściu wszystkich gości siedziały we dwie w salonie, a potem w sypialni Sary, bo Lisa powiedziała im, że Tom wziął jej klucz, więc nie chciała być sama w swoim mieszkaniu.

Był tam Frank i miał to załatwić.

Kiedy Sara zapytała, dlaczego Lisa nie chce po prostu porozmawiać z Tomem, Lisa opowiedziała jej żałosną historię sprzed ośmiu lat.

Historię chłopaka, z którym chodziła w liceum, palanta, który zabrał jej dziewictwo, zawiódł jej dziewczęce zaufanie w najgorszy możliwy sposób i sprawił, że ukrywała wszystkie informacje o swoim życiu prywatnym.

Również przed Sarą.

Lisa porównała zachowanie Toma do tamtego, a Sara nie mogła nie przyznać jej racji, chociaż to było na inną skalę.

Wtedy Sara zrozumiała też jeden z powodów, dla których Lisa nie była skłonna obdarzać ludzi zaufaniem.

Jeden, bo później stopniowo Sara poznała inne powody.

Siedziały tego wieczoru do późna, więc Lisa wyznała Sarze coś jeszcze.

- Sara - zaczęła w pewnej chwili cichym głosem - przepraszam, że nie mogłam zaufać ci wcześniej.

- Lisa… - zaczęła Sara, ale Lisa nie dała jej dość do słowa.

- Nie - powiedziała gwałtownie - Pozwól. Ja muszę…

Zawahała się i odwróciła na chwilę wzrok, kiedy siedziały naprzeciwko siebie na kanapie z filiżankami herbaty, zwrócone do siebie kolanami, skulone w przeciwnych kątach.

- Widzisz… Mój ojciec zawsze wybierał dla mnie towarzystwo - mówiła później zdecydowanie - Teraz sądzę, że miał dobre intencje, ale wybierał źle. Po kolei guwernantki, nauczycielki, koleżanki były dla mnie niemiłe, fałszywe, albo mnie zdradzały. A ja się stopniowo tego dowiadywałam w bardzo niemiły sposób. Więc jak się poznałyśmy…

Sara doskonale pamiętała tamten dzień.

Właśnie skończyła szkołę, uzyskała dyplom z wyróżnieniem i od razu złożyła aplikację do pracy w kilku miejscach.

Posada osobistej asystentki młodej hrabiny Caroline Jones była nieosiągalnym marzeniem, ale i tu złożyła aplikację, bo potrzebowała pieniędzy, więc próbowała wszystkiego.

Na pierwszą rozmowę o pracę ubrała się starannie, ale nie miała wielkiego wyboru, więc włożyła to samo, co miała na sobie dzień wcześniej na rozdaniu dyplomów.

Bluzka nie była całkiem świeża.

Kiedy weszła do gabinetu, zaproszona przez asystenta hrabiego, obrzucającego ją pogardliwym spojrzeniem, poczuła, że się poniżyła i niepotrzebnie tam poszła.

Więc wyprostowała się, potem tak samo sztywno wyprostowana siedziała w fotelu, o którego zajęcie została poproszona, tak samo sztywno odpowiadała na pytania, a potem wstała, by powitać hrabinę.

Kiedy Lisa weszła, Sara spojrzała i poczuła, że chciałaby móc możliwość codziennie oglądać ją, rozmawiać z nią, choćby tylko na nią patrzeć.

Lisa była piękna, dystyngowana, cicha i grzeczna.

Chociaż akurat podczas pierwszego spotkania Sara nie usłyszała od niej nic poza słowami powitania oraz cichymi „tak, tato” i „dobrze, tato”.

Sara była zdumiona, kiedy następnego dnia dostała przez telefon suchą informację od asystenta hrabiego, że została zatrudniona i gdzie i o której ma się stawić, bo nic nie wskazywało na to, że mogła sprawić jakiekolwiek pozytywne wrażenie.

Lisa dostała się wtedy na pierwszy rok college’u, więc dopiero urządzała swoje biuro, co było dobre, bo obie ustaliły, chociaż większość ustaliła projektantka przysłana przez ojca Lisy, jak powinno wyglądać ich biuro.

Ich wspólne biuro.

Tydzień później hrabia zginął w wypadku.

Pisała o tym cała prasa, więc przy tej przykrej okazji Sara nawet zbyt dokładnie dowiedziała się, jak powinna wyglądać jej praca w zakresie kontaktów z natrętnymi dziennikarzami.

Robiła wszystko, co było w jej mocy, by chronić Lisę przed ich wścibstwem, chociaż nie wydawało się, by jej młoda pracodawczyni przeżywała mocno śmierć jej jedynego rodzica.

Nadal nie rozumiała dlaczego wtedy została zatrudniona.

- Tego dnia mój ojciec zatrudnił cię bez żadnej, najmniejszej konsultacji ze mną - powiedziała Sarze Lisa, więc ta wróciła myślami do salonu wynajętego mieszkania w SLC - Nie chciałam asystentki. W ogóle. Dopiero po jego śmierci pomału zaczęłam zauważać, że cię potrzebowałam. Miał rację. Nadal nie potrafiłam ci zaufać, otworzyć się przed tobą, ale nie dlatego, że to byłaś ty. Naprawdę mi przykro. To przez niego.

- Lisa… - mruknęła Sara, nachylając się lekko w jej stronę, ale nie robiąc nic więcej, bo to były one, tak działały - to nie jest ważne. To przeszłość. Ja rozumiem. Teraz martwię się o ciebie. Z Tomem możesz nie rozmawiać, bo postąpił jak palant - Lisa wyrzuciła oddech, jakby miała jednocześnie rozpłakać się i parsknąć śmiechem, ale nie zrobiła tego - Bardziej chodzi mi o…

- Nie - powiedziała stanowczo, chociaż cicho Lisa i lekko odwróciła głowę w stronę oparcia kanapy - Nie chcę o nim mówić.

W głosie Lisy zabrzmiała delikatna nutka bólu, więc Sara wtedy odpuściła.

Następnego dnia zlikwidowały swoje życie w SLC, wymówiły mieszkania, bez targowania się płacąc wysokie odstępne, Frank pojechał do pracy Lisy po dokumenty, które ta telefonicznie poprosiła, by jej wystawiono na potwierdzenie stażu, a Sara zamówiła bilety na samoloty do Washington i do domu.

Nie pożegnały się z nikim, a przynajmniej Lisa tego nie zrobiła.

Zamknęła się w sobie i pozwoliła im działać.

Potem wrócili we trójkę do Washington na dwa dni i mieszkali jak zwykle w Marriotcie, a ich pokojówką ponownie była Theresa, którą Sara uprzedziła, żeby nie wspominała o Marku.

Więc przez te dwa dni Theresa była delikatna, czuła i uważnie, z niepokojem patrzyła na Lisę.

A potem, trzy dni temu, wrócili do domu.

Sara nadal obserwowała, jak Lisa mówiła cicho, poruszała się ostrożnie, jakby unikała dotknięcia czegoś, co ją bolało i nie skupiała na niczym wzroku.

To było przedwczoraj, kiedy to babka Lisy, księżna Charlotta, przesłała jej przez swoją asystentkę polecenie zjawienia się na herbatce tego dnia po południu.

To nie było zaproszenie.

Więc dzisiaj Sara z niepokojem czekała na powrót Lisy z tego spotkania.

Kiedy Lisa była w jej sypialni po wyjściu Toma, jeszcze w SLC, Sara rozmawiała z kobietami tylko na tyle, by nie zadawały pytań, co zrobiły.

Ale później na boku Sara wymieniła się danymi kontaktowymi z Maggie, która wydawała się najlepiej pojmować całą sytuację, co Sara zrozumiała, kiedy kobieta na boku, przytulając ją do siebie szepnęła do jej ucha - Ja wiem.

Po tym, jak Sara w niewerbalny sposób spytała - Co? - Maggie dopowiedziała - Wiem kim jest Lisa, Caroline, i kim jesteście wy dwoje.

Nie mogły wtedy rozmawiać, ale po zakłopotaniu pozostałych, Sara domyśliła się, że Maggie wiedziała to od Davida, który wkrótce dołączył i spiskował z Frankiem, i że nie powiedzieli nic nikomu.

Więc można było im zaufać.

Sara nie porozmawiała z Frankiem, bo nie chciała zdradzać zaufania Lisy, ale czuła, że on coś wiedział.

David mu coś przekazał, co wiedziała również Maggie.

Dlatego właśnie teraz Sara nie czekała na Lisę całkiem bezczynnie.

Wyjęła swój telefon i napisała na Messengerze do Maggie - Martwię się.

Maggie wiedziała o co chodziło, bo poprzedniego wieczoru rozmawiały ze sobą i Sara powiedziała jej o spotkaniu Lisy z babką.

Powiedziała jej to, bo zaczęła bardziej ufać Maggie po tym, kiedy ta niespodziewanie, podczas ich drugiej rozmowy przez Messengera, zapytała Sarę - Kochasz ją?

Sara najpierw się spięła, ale potem pomyślała, że można to było zrozumieć całkiem niewinnie i tak odpowiedziała - Tak, jest wspaniałą szefową.

- Nie, Sara - powiedziała Maggie jakoś miękko i łagodnie - Mam na myśli, że jesteś w niej zakochana.

Sara nie mówiła nic prawie przez minutę, bo przestraszyła się tego, że była tak oczywista, łatwa do rozszyfrowania.

Zastanawiała się nawet, czy się po prostu nie rozłączyć, ale potrzebowała jakiejś pomocy dla Lisy.

Jakiejkolwiek.

Maggie to wyczuła, ale nie wykorzystała.

- Sara - mówiła nadal tym miękkim głosem - To nie tak, że wszyscy wiedzą. Ja jestem po prostu otwarta na to, bo mój najlepszy przyjaciel, Magnus, jest gejem, Alek i Sam są często w pobliżu, a również chciałabym, żeby było jak najwięcej miłości wokół ludzi, których lubię. Ale pozostali…? Chociaż od razu ci powiem, że Eva też może coś wiedzieć, bo ona zawsze wie.

- Jak to wie? - ze zdziwienia Sara skupiła się na tym.

- Ona zawsze potrafi wyczuć każdego, ale pomaga wszystkim, nie wtrąca się dopóki nie pomyśli, że musi - wyjaśniła Maggie.

Więc to przestała być taka tajemnica, że Sara zakochała się w swojej pracodawczyni, chociaż ona sama domyśliła się tego dopiero po niemal roku przebywania w jej towarzystwie.

Bywały wtedy częściej w domach zastępczych i sierocińcach, bo Lisa wymyśliła sobie w ramach swojej pracy dyplomowej, która miała być z zakresu zarządzania, dokumentowanie i zarządzanie opieką nad porzuconymi dziećmi.

To wtedy Sara zobaczyła inną twarz Caroline.

Przy dzieciach Lisa, wtedy wyłącznie Caroline, czy też Caro, jak mówiła do niej opiekunka dzieci, zdejmowała swoją maskę Królowej Lodu, więc Sara zobaczyła prawdziwą Lisę.

Ciepłą, łagodną, pełną miłości.

Wiedziała, że Caroline nigdy nie zwróci na nią uwagi, nie w ten sposób, ale Sara chciała tylko jej szczęścia i możliwości przebywania w jej towarzystwie.

No i żeby młoda kobieta ją doceniła.

Sara była tak szczerze szczęśliwa, kiedy Lisa w widoczny sposób odprężyła się w Aspen i zdecydowała się na zrobienie sobie przerwy w Stanach, ale nie okazywała tego, bo nie była pewna konsekwencji, jakie to mogło nieść dla Lisy w przyszłości.

Kiedy Sara myślała o tym wszystkim, Lisa weszła do gabinetu swoim zwykłym krokiem tak pełnym gracji, ale w każdym jej ruchu Sara odczuła zniechęcenie, zmęczenie i rezygnację.

Może depresję.

Wstała i podeszła do pracodawczyni zaniepokojona tym, co mogło się wydarzyć na herbatce u babki Lisy.

W Anglii była kapryśna wiosna, więc na wsi, gdzie był dom Caroline z jej gabinetem, było względnie ciepło i zaczynały pojawiać się pierwsze oznaki zieleni, ale w Londynie, na przedmieściach którego była Lisa tego dnia, było zimno i deszczowo.

Dlatego Sara musiała pomóc jej zdjąć przesiąknięty wilgocią prochowiec i zaniosła go do rozwieszenia na otwartym wieszaku w bocznym pomieszczeniu.

- Dziękuję, Saro - powiedziała Lisa tym samym pustym głosem, całkowicie pozbawionym wyrazu, jakim posługiwała się od tygodnia.

Sara go nienawidziła, bo świadczył o cierpieniu Lisy, które ta tak starannie ukrywała przed światem.

Lisa weszła do swojego gabinetu, ale pozostawiła drzwi szeroko otwarte, więc Sara uznała to za zaproszenie.

- Mamy tu świeżo zrobioną herbatę - powiedziała, chociaż Lisa właśnie wracała ze spotkania, które nazywało się „herbatką” u jej babki.

Sara nie podejrzewała, żeby jej młoda pracodawczyni przełknęła tam cokolwiek, nie ze smakiem i dla odprężenia, a prawdopodobnie potrzebowała tego.

- Dziękuję - powiedziała Lisa wciąż tym samym tonem, a potem usiadła na swoim zwykłym fotelu obok stolika z filiżankami i imbrykiem.

Sara nalała herbatę z imbryczka do filiżanki, ale Lisa nie sięgnęła po nią, tylko patrzyła nieobecnym wzrokiem za okno.

Sara wiedział, że Lisa lubiła swój gabinet, bo sama go urządzała, kiedy niecały rok po śmierci ojca stwierdziła, że potrzebuje innej przestrzeni.

Dokładnie tak się wyraziła.

Ale Sara podejrzewała, że nie chodziło o przestrzeń, tylko o to, że poprzednia aranżacja gabinetu była wykonana przez projektanta zatrudnionego przez jej ojca i nie była konsultowana z nią.

Więc nie była w jej guście.

Tamto było biało czarne, modernistyczne, zimne.

To było pastelowe, kobiece, ciepłe.

Cała Lisa.

Ale teraz Lisa nie patrzyła na swoją przestrzeń, nie cieszyła się cicho tym, co miała, jak czasem to robiła.

Była zamknięta w sobie, pozbawiona emocji, złamana.

Sara nienawidziła tego z całego serca.

- Moja babka urządza proszoną kolację w środę i jestem zaproszona - powiedział nagle Lisa wciąż mówiąc tym samym okropnym tonem - Mam tam poznać Oliviera Fromage, hrabiego z Francji. A w sobotę jest bal, na którym mam poznać Carlosa DonSavan, hrabiego z Hiszpanii.

Sara słuchała cicho i nieruchomo, a oddech jej zamarł, ale Lisa nie zwracała na nią uwagi, a poza tym nie skończyła.

- W przyszłym tygodniu mam umówione kolejne dwa spotkania - dodała, przerwała na dwie sekundy, spojrzała na Sarę i coś złego, przeraźliwie smutnego, mignęło w jej zielonych oczach - Moja cioteczna babka, księżna Charlotta, przed naszym wyjazdem do Stanów oznajmiła mi, że oczekuje moich zaręczyn, ślubu i dziecka przed ukończeniem przeze mnie dwudziestego drugiego roku życia. Szuka dla mnie odpowiedniego kandydata.

O nie, nie, nie!

To dlatego Lisa potrzebowała „wakacji” w Stanach.

- Nie możesz… - zaczęła Sara, ale nie powiedziała nic więcej.

Lisa tak naprawdę nie musiała słuchać swojej ciotecznej babki.

Sara wiedziała, że jej pracodawczyni była niezależna finansowo, pełnoletnia, więc gdyby miała inny cel z życiu, kogoś, kto by ją wspierał, odrzuciłaby rozkazy babki i zrobiłaby to, co uznałaby za słuszne, dobre dla siebie.

Babka była jednak jej jedyną pozostałą najbliższą rodziną.

- Wpisz to do mojego grafiku, proszę - powiedziała Lisa wciąż tym drewnianym głosem, jakby Sara się nie odezwała, a potem wzięła do ręki filiżankę na podstawce i Sara dopiero wtedy zauważyła, jak mocno drżała jej ręka.

To był jedyny przejaw emocji, jaki zauważyła Sara od niej w ciągu minionego tygodnia.

*****

Cztery godziny później

- Hej, Maggie  - powiedziała Sara do prawie-przyjaciółki widocznej na ekranie jej smartfonu, kiedy połączyły się na Messengerze.

W Anglii był późny wieczór, Sara zdążyła odwiedzić swoją matkę w domu opieki, a teraz była w swoim mieszkaniu, przebrana w domowe ubrania.

- Hej, Sara - odparła Maggie - i jak?

- Nie za dobrze - powiedziała szczerze Sara.

Westchnęła cicho i patrzyła, jak Maggie, będąca na początku piątego miesiąca ciąży, zmaga się ze swoim małym, ruchliwym synkiem, by wsadzić go do siatkowego kojca, w którym on nie lubił być, co Sara już wiedziała, ale musiał być, bo Maggie musiała chronić przed jego ruchliwością swoje trzecie, nienarodzone jeszcze dziecko.

- No, jestem - powiedziała Maggie, kiedy jej się udało spacyfikować syna - Mów, kochanie.

Więc Sara powiedziała bez chwili zawahania.

- Babka Lisy chce, żeby ona w najbliższym czasie zaręczyła się i wyszła za mąż, więc zaaranżowała w tym celu kilka spotkań z odpowiednimi dla niej kawalerami - Sara wyjawiła wprost Maggie i patrzyła, jak oczy tamtej stawały się olbrzymie, podczas, gdy wciągała powietrze w zaskoczeniu.

- Swata ją? - spytała w końcu Maggie z niedowierzaniem.

- Tak - potwierdziła Sara.

- Ale… - zająknęła się Maggie - Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Ona wie o  tym?

- Nie obchodzi jej to - stwierdziła sucho Sara.

- I co na to Lisa? - dopytywała się Maggie, pochylając się do kamerki ze zdenerwowania.

- Obojętna - doparła Sara.

- Co takiego? - Maggie zmarszczyła brwi.

Sara przez sekundę milczała, a potem uwolniła te wszystkie emocje, które w niej wzbierały od pewnego czasu.

- Och, Maggie - Sara pozwoliła, żeby jej głos zabrzmiał rozpaczą, którą czuła od tygodnia, ale która nasiliła się tego dnia, kiedy Lisa powiedziała jej o planach babki - Lisa… Ona jest taka zimna. Jakby przestała czuć. Zobojętniała nawet na los dzieci, którymi tu się opiekowała. Nie jeździ tam. O nic nie pyta, nic nie mówi poza służbowymi stwierdzeniami.

Maggie milczała przez dwie sekundy, zagryzając wargę i marszcząc brwi.

- Sara - Maggie zapytała ostrożnie, skupiając się na swojej rozmówczyni - Ja… muszę wiedzieć. Co się wtedy stało? Jak to było z Tomem? Czy oni faktycznie ze sobą spali?

- Tak - szepnęła Sara bez chwili wahania.

- Och - Maggie opadła do tyłu i oparła się o zagłówek kanapy, jakby pomyślała źle o Lisie, więc Sara musiała coś dodać i zrobiła to szybko.

- Nie rozumiesz! - to było głośne i pełne emocji - Oni spali ze sobą. Tylko spali razem. Nic więcej.

- Och? - tym razem Maggie zrozumiała to tak, jak chciała Sara i było to po niej widać.

Wyprostowała się i błysnęły jej oczy.

Sarę przeniknęła ulga.

- Tom przyszedł, kiedy Lisa czuła się samotna - tłumaczyła przyjaciółce dużo spokojniej - Zaproponował, że zostanie u niej na noc. A potem pomyślał sobie Bóg wie co.

- Powinna była z nim porozmawiać - mruknęła Maggie.

- Możliwe… - przytaknęła Sara, a potem dodała niemal surowo - ale teraz to nie jest ważne. Stało się. Mark zjawił się tam i też nie dał sobie nic powiedzieć. Wyciągnął fałszywe wnioski i wyszedł. Jak zawsze wszyscy wokół Lisy.

- Och - szepnęła ponowne Maggie.

Pomilczały przez chwilę, a potem Sara poczuła, że to nie mogło tak dłużej trwać, musiała coś zrobić.

- Maggie - powiedziała z ponowną rozpaczą w głosie - …co my teraz zrobimy?

- Ty nic nie rób - powiedziała stanowczo Maggie - Ja zrobię, jeśli mi pozwolisz.

- Co? - spytała zaskoczona Sara, bo co niby mogła zrobić Maggie o pół świata oddzielona od Lisy i jej babki.

- David zna tatę Marka - wyjawiła jej Maggie - Przyjaźnią się. Pracują razem. Porozmawiam z nim. Jestem pewna, że spróbuje coś zrobić, a może nawet porozmawia z Markiem.

Sara nie była pewna, czy to było właściwe, ale nie miała żadnych pomysłów.

- Nie martw się - zapewniła Maggie, widząc jej wahanie - Zrobi to delikatnie i nie wyjawi za dużo, jeśli nie będzie musiał. David umie to zrobić.

Sara zazdrościła Maggie tej pewności, takiego zaufania do męża i poddała się temu, co jej przyjaciółka zza oceanu mogła zrobić.

Rozmawiały jeszcze tylko kilka minut, bo u Sary dochodziła północ, a Maggie musiała się zająć dzieckiem i posiłkiem dla swojego męża.

Ale, kiedy się rozłączały, Sara odczuła ulgę, bo coś robiły.

I to mogło się udać.

Była jakaś nadzieja.

*****

David

Następnego dnia w południe

David szedł w kierunku małego domu z trzema sypialniami w zachodniej dzielnicy SLC, w którym mieszkał Taylor, dokładniej major Daniel Taylor, szef miejscowego oddziału SWAT, z którym David czasem współpracował.

Taylor był poniekąd przyjacielem Davida, a na pewno lubili się i darzyli się wzajemnym szacunkiem.

Taylor był również ojcem mężczyzny, z którym David miał porozmawiać.

Nie to, żeby chciał z nim porozmawiać, ale jego Maggie wierciła mu dziurę w brzuchu na ten temat przez kilka godzin od poprzedniego wieczoru, kiedy to wrócił z pracy po szóstej, więc się poddał.

Maggie opowiedziała mu wszystko to, czego dowiedziała się od Sary z ich rozmowy przez Messengera, a David domyślił się reszty, bo Benji też mu coś wcześniej powiedział.

Potem podzielił się swoimi przemyśleniami z żoną, bo przywykł do tego, że rozmawiali o wszystkim, a ona radziła się jego tak, jak on radził się jej.

Ale to właśnie dlatego Maggie nalegała, żeby przynajmniej porozmawiał z Markiem Taylorem.

Zapukał tylko raz, kiedy drzwi się otworzyły i stał tam Taylor senior.

- Taylor - przywitał go David.

- David - usłyszał przywitanie w odpowiedzi.

David zadzwonił do niego godzinę wcześniej, więc Taylor wiedział, po co David przyszedł, a właściwie do kogo, bo nie znał szczegółów.

- Wejdź - Taylor odsunął się, David otworzył drzwi burzowe i przeszedł obok gospodarza.

Z otwartych drzwi do kuchni wyjrzała do nich, stojących wciąż jeszcze w korytarzu, energiczna kobieta o ciemnych, ciepłych oczach i siwych włosach związanych w niechlujny węzeł na karku, która wyglądała na żonę Taylora, a ubrana była po domowemu, w luźne spodnie dresowe i uśmiechała się łagodnie.

Davidowi przywodziła na myśl jego własną żonę, bo była niska, była boso, jak zwykle chodziła Maggie, a ręce wycierała w ręcznik kuchenny, więc wiedział, że była zajęta dbaniem o swoich dwóch mężczyzn, męża i syna.

- Halo - przywitała się pogodnie, kiedy David patrzył na nią bez ruchu, bo nie był pewien, co mogła zrobić z tym, co on musiał zrobić.

Wolał, żeby jej przy tym nie było.

- Margaret - Taylor zwrócił się do niej - To mój kolega, David. Przyszedł tu, by spotkać się z Markiem.

- Och - pełen troski wyraz twarzy kobiety wyjawił Davidowi, że ich syn nie zachowuje się tak, żeby się o niego nie martwili - Dobrze. Nie przeszkadzam.

I cofnęła się do kuchni nie dając Davidowi czasu na inną reakcję poza skinieniem głową.

Ulżyło mu.

Taylor skierował Davida gestem w stronę wejścia do piwnicy.

- Mamy tam siłownię - wyjaśnił - Mark spędza tam większość czasu od całego tygodnia. Od kiedy ma urlop. Nawet nie był u siostry.

Taylor senior westchnął przy tym ciężko i spochmurniał, więc i on martwił się zachowaniem syna.

David miał cholerną nadzieję to zmienić.

Kiedy zeszli na dół, David zobaczył mężczyznę, który był z zasadzie do niego bardzo podobny, chociaż może o kilka lat młodszy, a na pewno wyższy.

Jego krótko obcięte włosy był bardziej ciemne niż Davida, ale cera nieco jaśniejsza i był ogolony, chociaż nie dzisiaj ani nawet wczoraj.

Poznali się.

David przypomniał sobie, że widział go wsiadającego z wściekłością do czarnego Nissana Navarry na parkingu przy kompleksie, kiedy tydzień wcześniej był tam na kolacji pożegnalnej u Lisy, Sary i Franka.

Tego dnia wszedł po schodach na górę, na galerię, mijając po drodze Toma, który zbiegał na dół, również kipiąc złością i weszli do mieszkania Sary, gdzie były kobiety, a razem z nim wszedł Jimmy, który też podjechał tam z pracy i wiedzieli, że zaraz za nimi jechał Alex.

Na miejscu przekonali się, że w cholernym pokoju wrzało jak w ulu chociaż cicho, bo kobiety szeptały, Lisy nigdzie nie było, a Frank stłumionym głosem nakreślił im całą nieciekawą, popieprzoną sytuację.

Sytuacja nie była ciekawa ni za cholerę, zważywszy na to, że ich młody kolega zachował się jak dupek, wyjawiając pieprzenie intymne sprawy ogółowi zgromadzonych, a na dodatek David wczoraj dowiedział się od Maggie, że Tom nieco naciągał rzeczywistość.

Kutas.

David jednak uważał, że żaden mężczyzna nie wściekałby się, jak Mark to zrobił, na taką sytuację, na kobietę, jeśli czegoś do niej nie czuł i to dawało mu nadzieję.

Kiedy weszli we dwóch z Taylorem do jego piwnicy, Mark, ociekając potem, uderzał z wściekłością w skórzany worek treningowy, który był zawieszony u sufitu, a David to znał.

I jego nadzieja zwiększyła się.

Wiedział, jak to jest musieć jakoś rozładować tę pieprzoną bezsilność, ale przy tym nie wybić z nikogo gówna, bo sam miał kiedyś taki worek treningowy w swoim domu, chociaż teraz rozładowywał się inaczej, bo miał Maggie, która mu pomagała.

Co było o wiele lepsze.

Kiedy weszli do pomieszczenia, Mark przestał uderzać w worek, odwrócił się w ich stronę i ocenił Davida jednym spojrzeniem, a potem szybko spojrzał na swojego tatę.

- Mark. To major David Lichtwitz - przedstawił go Taylor senior - pracujemy razem - po czym zwrócił się do Davida - Zostawię was.

- Nie trzeba, Taylor - mruknął do niego David i spojrzał przelotnie w jego stronę - Możesz chcieć być przy tej rozmowie.

Taylor ocenił go uważnym spojrzeniem, skinął głową i zrobił tylko krok do tyłu, dając Davidowi możliwość działania.

Ten nie zawahał się ani sekundy, bo nie lubił tracić czasu.

Wyjął z kieszeni kurtki zwiniętą gazetę z ich zdjęciem z tamtej akcji pod biurem Opieki Społecznej, rozwinął ją, złożył w odpowiedni sposób i podsunął Markowi zdjęciem do przodu.

Mężczyzna przez ten czas, kiedy rozmawiali z Taylorem i kiedy David przygotowywał gazetę, zdjął z rąk rękawice bokserskie, pomagając sobie zębami, więc teraz chwycił podawany papier, patrząc na zdjęcie i na Davida na zmianę.

A potem wyraz jego twarzy się zmienił.

- Kurwa - syknął, chociaż to nie było zaskoczenie.

Bardziej wściekłość.

David uznał, że Mark wiedział o artykule, być może od Franka, ale nigdy nie widział zdjęcia.

Zwłaszcza tego.

- Jesteś jego przyjacielem? - spytał niskim, nieszczęśliwym głosem, chociaż to trochę brzmiało jak stwierdzenie lub oskarżenie.

- Nie - stwierdził David, doskonale wiedząc, kogo Mark miał na myśli - pracujemy razem zaledwie od trzech miesięcy. Ale moja żona, Maggie, jest przyjaciółką Lisy, albo może bardziej Sary.

Powietrze w piwnicy zaczęło iskrzyć od napięcia.

- Nie chcę o tym… - zaczął mówić Mark niskim, niebezpiecznym głosem, a jednocześnie zaczął się odwracać, podając gazetę Davidowi.

Gazetę przejął Taylor senior, a David nie dał sobie przerwać.

Nie był takim mężczyzną.

- Zaraz po tym wydarzeniu - skinął głową w stronę cholernej gazety i przedstawił wszystkie pieprzone fakty, z którymi tam poszedł - Zadzwonił do mnie kumpel, który jest reporterem.

Mark szarpnął głową w jego kierunku i zacisnął zęby tak, że cholernie niebezpiecznie zadrgały mu mięśnie na szczęce, więc nie było to dla niego całkiem obojętne, co się wtedy wydarzyło.

Lisa nie była mu obojętna.

Kurwa, tak!

David miał taką coraz większą pieprzoną nadzieję, która stopniowo przeradzała się w pewność.

- Powiedział mi co i jak, więc mogliśmy się tym zająć - David kontynuował swoje wyjaśnienia - Zablokowaliśmy wypływ informacji o niej.

- Dzięki - mruknął Mark.

- Nie o to chodzi - David pokręcił głową - Rozmawiam z żoną. A moja żona ma cholerną grupę przyjaciółek. Wspierają się. Po tym - David ponownie skinął głową w stronę gazety - …zechciały wciągnąć Lisę. Więc poznały się. Tym bardziej, że hrabina Caroline zamieszkała przypadkowo w mieszkaniu, w którym kiedyś mieszkała jedna z nich.

Może nie tak przypadkowo, bo to David na prośbę Taylora podał namiary na tamten kompleks, chociaż wtedy nie wiedział, po co to robił ani dla kogo.

A reszta była gigantycznym pieprzonym niedopowiedzeniem, ale David ni za cholerę nie chciał i nie miał właśnie wtedy pieprzonego czasu na wyjaśnianie wszystkich porąbanych zawiłości tej grupy przyjaciółek.

Potrzebowałby pieprzonego tygodnia.

Był wdzięczny, że Maggie to miała, ale nadal to było cholernie irytujące, jak bardzo one wszystkie ingerowały wzajemnie w swoje pieprzone życie i w życie ich mężczyzn.

- Więc mnie tam wtedy nie było… - przypomniał David Markowi coś, czego tamten chyba cholernie nie przegapił - ale nadal znam całe pieprzone zajście ze szczegółami.

- Kurwa - mruknął Mark.

- Tak - potwierdził David, bo facet jeszcze nie wiedział, ale tak to właśnie cholernie działało - Rozmawiamy z żoną - David powtórzył, Mark poderwał głowę i spojrzał na Davida ze zmarszczonymi brwiami.

- Chcesz powiedzieć… - zaczął niebezpiecznym głosem.

- Chcę powiedzieć, że wyciągnąłeś pochopne wnioski - uciął David - Nie wyjaśniliście sobie. Za szybko wyszedłeś.

- Co tu wyjaśniać - warknął Mark i odwrócił  wzrok - Spała z nim.

- Nie słuchałeś, człowieku - zamruczał wolno David niskim, stłumionym głosem - Spała z nim.

Mark  spojrzał na niego wściekle i zacisnął zęby tak mocno, że mięśnie zagrały mu na policzku.

- Spała - podkreślił znowu David - Nic więcej.

- Co? - Mark wreszcie rozluźnił mięśnie i zamarł zdumiony.

- Nic. Więcej - powtórzył David z naciskiem, zrobił pół kroku do przodu, a potem cholernie wyjaśnił mu to dokładniej - Gówniarz chciał, żebyś pomyślał to, co pieprzenie pomyślałeś, Mark, żebyś wściekł się i odszedł w cholerę. Chciał ją wygrać. I udało mu się.

David odczekał sekundę, żeby to zapadło, zanim kontynuował opowieść innym tonem.

- No, chociaż nie do końca… - powiedział i jego usta zadrgały prawie w uśmiechu między włosami wąsów i brody - bo wyrzuciła go stamtąd do diabła dwie pieprzone minuty później i więcej się z nim nie spotkała, chociaż zabrał sobie cholerne klucze do jej mieszkania.

- Jak to zabrał sobie - głos Marka ponownie stał się wręcz niebezpieczny, ale David potrzebował jego skupienia na priorytecie.

A pieprzonego priorytetu jeszcze nie wyjawił, więc zignorował to.

- Maggie rozmawiała wczoraj z Sarą przez Messengera - powiedział mężczyźnie - Cioteczna babka hrabiny Caroline, księżna Charlotta, chce ją szybko wyswatać. Wymyśliła sobie, że Lisa powinna wyjść za mąż przed ukończeniem dwudziestu dwóch lat. Swata ją, wynajdując różnych kawalerów i umawiając z nimi Lisę. A ta kobieta jest załamana, bo myśli, że jej nie lubisz, więc może się poddać żądaniom babki. Masz więc jakieś dwa, trzy pieprzone tygodnie na postawienie swoich roszczeń, zanim całkiem pęknie. Więc cholerne pytanie brzmi, co… ty… do niej… czujesz.

Mark wyprostował się, a atmosfera, jaką od niego wyczuwali w tej ciasnej piwnicy zmieniła się.

Mężczyzna spojrzał na Davida, potem na swojego tatę, który zauważalnie odczuł ulgę po tym, jak dowiedział się, co gryzło jego jedynego syna i rozluźnił się, chociaż nadal słuchał uważnie.

- Czuję, że wezmę tę pracę, którą mi niedawno proponowali… - powiedział Mark jakby lżejszym tonem - i wyjadę do Europy za jakiś tydzień. Chyba muszę spróbować jeszcze raz.

Wreszcie do niego dotarło, więc David się odprężył.

Nadszedł czas na działanie.

Skinął głową, wyprostował się, jego twarz rozjaśniła się, odwrócił się do Taylora seniora i zaczął tłumaczyć mu, że nie zostanie na lunchu, bo czekała go w domu ciężarna żona i ruchliwy syn.

Wymienił się z Markiem danymi kontaktowymi, by mogli przekazać sobie informacje, jeśli byłaby taka konieczność i obiecał mu swoje wsparcie.

A później David wyszedł.

Wreszcie mógł spokojnie wrócić do domu i opowiedzieć wszystko Maggie, by znowu spojrzała na niego jak na bohatera.

Tym spojrzeniem, które David tak cholernie uwielbiał, bo lubił, kiedy jego Maggie była z niego dumna.

Lubił jej to dawać.

Mógł sobie powiedzieć: Misja zakończona powodzeniem.

I odmeldować się.

1 komentarz: